Tag Archive: pocztówki


Filokartystyka jest powszechnie znanym i uprawianym hobby na całym świecie. Jeżeli przyjrzymy się jednak profilom zainteresowań, które dominują w poszczególnych krajach, zauważymy ciekawe różnice. Polski filokartysta ceni sobie „historię” w szerokim tego słowa znaczeniu – zbiera się widoki miast i wsi (temat typowy dla każdego państwa), tematykę militarną i patriotyczną.  W Wielkiej Brytanii oraz innych krajach o ustroju monarchicznym daje się zaobserwować większe niż gdzie indziej zainteresowanie kartkami „royalty” czyli przedstawieniami głów panujących i ich rodzin.  Tam gdzie był lub jest nadal silnie rozwinięty przemysł filmowy, kolekcjonerzy chętniej się skupiają na pocztówkach z wizerunkami aktorów – USA, Francja, Niemcy etc.  Cała Zachodnia Europa i USA kochają piękne pocztówki artystyczne, Ameryka, chociaż nie tylko, zbiera Halloween. No bardzo to uprościłam – wiem.  Nie da się przypisać kolekcjonerom w danym kraju jakiejś jednej łatki, chociaż każdy ma swoje pewne wyróżniki.

Grzebiąc już od jakiegoś czasu w pocztówkach francuskich nabrałam przekonania, że tamtejsi zbieracze lubują się w rozmaitych tematach dokumentalnych, obyczajowo-społecznych. Wiele jest tam pocztówek pokazujących rozmaite uroczystości, wydarzenia, a nawet drobne zdarzenia codzienne jak wypadki drogowe, kolejowe, egzekucje, pojmania przestępców, pożary, powodzie i wiele innych. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że Francuzi mają ogromną ilość materiału na ten temat, czego się nie da porównać np. z tym, co widuję w Polsce. Wszelakie pocztówki typu „dawne zawody” to jeden z ciekawszych obszarów zainteresowań filokartysty we Francji. Wśród nich znajdziemy jeden, który cieszy się szczególną popularnością (lub innymi słowy, na który jest obecnie moda). Chodzi tu o pocztówki ilustrujące wędrownych demonstratorów niedźwiedzi (po francusku „montreur d’ours” = „ten co pokazuje niedźwiedzie„). Nie wiem czy nazwa, którą wymyśliłam „demonstratorzy niedźwiedzi” jest trafna, ale „pokazywacze niedźwiedzi” gryzło mnie w uszy, a „treserzy niedźwiedzi” kojarzyło się nazbyt swojsko jak na to, co faktycznie robili „montreurs d’ours” (przybliżona wymowa: „mątrer durs”).

Demonstratorzy niedźwiedzi to zawód znany od czasów średniowiecza.  Osoby trudniące się tym fachem, wędrowały od miasteczka do miasteczka, od wsi do wsi, przemierzając często wielosetkilometrowe odcinki pomiędzy państwami  pieszo oraz dając pod gołym niebem publiczne pokazy sztuczek z udziałem wcześniej przygotowanych do tego celu niedźwiedzi.  Zawód ten szczególnie rozwinął się w Europie w XIX wieku, zwłaszcza w biedniejszych, górzystych regionach, jak francuski l’Ariège,  Abruzzo we Włoszech, czy niektóre rejony Bałkanów. Dawniej widok wędrowca z niedźwiedziem nie był czymś rzadkim, dzisiaj jednak zawód ten praktycznie zniknął. Demonstratorów niedźwiedzi można jeszcze spotkać w czasie festynów lub pokazów cyrkowych.

W Pirenejach zawód ten był w pewnych regionach tak rozwinięty na skalę niemal przemysłową. Wioska Ercé miała w XIX wieku podobno nosić dumne miano regionalnej „szkoły niedźwiedzi”. (info: wikipedia.fr)

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours

Pireneje – pocztówka francuska „Miejscowy niedźwiedź”. (fot. delcampe.net)

We Włoszech, wędrowny demonstrator (demonstratorzy znani byli tam jako ” orsanti „), nabywszy wytresowanego niedźwiedzia wyruszał w drogę, często na 2 lata. Pieszo pokonywał Alpy, kierując się przez Lombardię, Wenecję w stronę Niemiec  i Europy Wschodniej, dając za dnia pokazy na placach miast i miasteczek, które odwiedzał. Ci, którym udało się przeżyć, wracali do siebie po odbyciu kilku takich podróży, albo wyruszali do jeszcze odleglejszych krain, jak Rosja, Finlandia, Norwegia czy Ameryka. (info: wikipedia.fr).

Abruzzo we Włoszech, skąd wywodziło się wielu "orsanti".  (fot. TUBS / wikimedia.commons)

Abruzzo we Włoszech, skąd wywodziło się wielu „orsanti”. (fot. TUBS / wikimedia.commons)

Poniżej kolejna pocztówka z Pirenejów, z typowym przedstawicielem niedźwiadkowego fachu.

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (14)

Pireneje – demonstrator niedźwiedzi (fot. delcampe.net)

Pokazy niedźwiedzi musiały być niezwykłą atrakcją dla lokalnej ludności, a szczególnie dla dzieciaków, które, jak pokazują liczne pocztówki, gromadziły się wokół przybysza  i wyczekiwały z niecierpliwością trików i sztuczek.  Pamiętajmy, że były to czasy, gdy radio  i telewizja nie funkcjonowały, dostęp do gazet i książek był w pewien sposób ograniczony dla biedniejszych warstw.  Cyrk pod gołym niebem musiał być wspaniałym przeżyciem dla mieszkańców żyjących z dnia na dzień pracą i prostymi obowiązkami. Czy potrafilibyśmy sobie wyobrazić ten dreszczyk emocji towarzyszący wieści, że do miasteczka zawitali wędrowni cyganie z tańczącym niedźwiedziem ?

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (9)

Pireneje, l’Ariège – demonstrator niedźwiedzi w trakcie spektaklu pod gołym niebem…(fot. delcampe.net)

Noaillan to niewielka miejscowość w Akwitanii, w południowo -zachodniej Francji. W oku 1990 zamieszkiwało tam niespełna 900 osób.  Do poniższego zdjęcia, wykonanego na początku XX stulecia, zbiegły się chyba wszystkie maluchy z okolicy i ustawiwszy się w cieniu bohatera dnia, zostały tak oto uwiecznione .  Dwie radości za jednym razem –  pokaz wędrownego przybysza z daleka i wspólne zdjęcie, które przetrwa pokolenia ….

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (15)

Noaillan – na placu (fot. delcampe.net)

Pokazom demonstratorów towarzyszył pewnie handel pamiątkami, a w szczególności pocztówkami. Poniżej dwie ciekawe pocztówki z serii „malownicza Owernia” (L’Auvergne pittoresuqe) przedstawiające demonstratora ze swoim podopiecznym.  Podpis pod obrazkami ma na celu wywołanie reakcji przerażenia, wzbudzenia sensacji wśród uczestników pokazów,  a także przypomnienia, że obserwowane zwierzę jest w gruncie rzeczy dzikie i może być niebezpieczne, co ostatecznie musiało przyczyniać się do wzrostu sprzedaży kartek. Opisy na rzeczonych pocztówkach informują odbiorców ” Ten niedźwiedź, jest tym samym, który w czerwcu 1906 pożarł dziecko w Beaumont, niedaleko Brioude„.  Reklama dźwignią handlu :).

Demonstrator niedźwiedzi

Demonstrator niedźwiedzi

Kolejna pocztówka z niedźwiedziem – pożeraczem dzieci. Na drugim planie, w bezpiecznej odległości, pozuje do zdjęcia grupka zaciekawionych,  lokalnych uczniaków….

Demonstrator niedźwiedzi

Ten niedźwiedź, jest tym samym, który w czerwcu 1906 pożarł dziecko w Beaumont, niedaleko Brioude

Wędrowne, „jednoosobowe cyrki” przemierzały kiedyś całą Europę, dając pokazy w większych lub mniejszych miejscowościach, bardzo często podczas festynów, które pozwalały na zgromadzenie odpowiedniej publiczności.  Niedźwiedzie nie były jedynymi zwierzętami, które stanowiły atrakcję pokazów, ale spośród papug, małp, wielbłądów, to właśnie one cieszyły się szczególnym zainteresowaniem. Waga misia dochodziła do 350kg, a gdy stanął na dwóch łapach mierzyć mógł nawet 2 metry.  Mimo to, że był do pokazów specjalnie przygotowany, tańcząc, skacząc, zataczając kółka,  a także „pojedynkując się” ze swoim panem, to tak naprawdę spektatorzy zawsze mieli świadomość, że przecież jest to dzikie i niebezpieczne zwierzę, które mimo tresury może zachowywać się w sposób nieprzewidywalny. (info: museogliorsanti.it )

sztuczka z rowerem (foto Julietaurines/delcampe.net)

Sztuczka z rowerem (foto Julietaurines/delcampe.net)

Bałkany

Na Bałkanach, Romowie trudniący się tym zajęciem znani byli w Rumunii pod nazwą ” Ursari „; W Bułgarii i Serbii zwano ich Meckari, w Albanii i Kosowie – Arushgjike, a Arkoudhiares  w Grecji (info Wikipedia.fr).

Ursari Rumunia (foto: Virtok, delcampe.net)

Ursari – Sinaia, Rumunia (foto: Virtok, delcampe.net)

Ursari Rumunia (fot. Papervend, delcampe.net)

Ursari Rumunia (fot. Papervend, delcampe.net)

Gdy patrzę na te stare pocztówki, wydające się dzisiaj może nieco osobliwymi, mam nieodparte wrażenie,  że niedźwiedź jawił się dawniej jako zwierzę niemal mityczne. Jak informuje wikipedia.fr,  węgierscy demonstratorzy niedźwiedzi byli szczególnie cenieni w Niemczech, jako że niedźwiedzie, często nie były tam zwierzętami ludziom znanymi, z uwagi na deforestację terenów mającą miejsce od czasów średniowiecza. (wikipedia.fr).  Widok nieznanego stworzenia wykonującego różne triki dla zabawy musiał być fascynującym widowiskiem. Trudno to nam sobie wyobrazić,  dzisiaj, kiedy kilkoma kliknięciami możemy sobie załatwić dostęp do niemal każdej  informacji.  A może powinniśmy sobie wyobrazić ufo-ludka z planety X, podskakującego wesoło na jednej nodze, żeby spróbować zbliżyć się do doznań towarzyszących ludziom w trakcie dawnych pokazów niedźwiedzi?

Demonstratorzy niedźwiedzi jako temat do kolekcjonowania?

Jak każdy rodzaj karty pocztowej, także i ten, znajduje swoich amatorów. I to nie byle jakich. Pocztówki z pociesznymi niedźwiadkami  i ich panami mają swoich zaciekłych wielbicieli, szczególnie we Francji, gdzie często za pojedynczą pocztówkę trzeba zapłacić kilkadziesiąt Euro, a niekiedy nawet kilkaset.  Ilość materiału na temat wędrownych demonstratorów niedźwiedzi jest tam dosyć spora, co stwarza dobre warunki „rynkowe” dla zbieraczy.  Samo bogactwo zdjęć i przedstawień na starych kartach pocztowych, pozwala nam uzmysłowić sobie, że zajęcie te było ok. 100 lat temu naprawdę popularne. Z drugiej strony,  niemal całkowity brak podobnych pocztówek w Polsce, zastanawia  i intryguje.  U nas jest to temat   chyba w ogóle nieznany. Osobiście nie widziałam ani jednej pocztówki polskiej z demonstratorem niedźwiedzi. Nie powinniśmy się tym oczywiście przejmować, bo każdy ma swojego konika, którego z lubością, do bólu zajeżdża. My w Polsce mamy słabość do militariów, topografii, pamiątek patriotycznych, w tym pocztówek nawiązujących do tych tematów. Wojny i walka o niepodległość są głęboko zakorzenione w naszej świadomości i stanowią pewną część „tradycji”. Taką samą, przepełnioną nostalgią i możę nawet niekiedy utraconą tradycją są we Francji omawiani „demonstratorzy niedźwiedzi”, kojarzeni często z romantycznym światem przodków, a nawet dzieciństwa, który odszedł.  Chęć zachowania tego świata chociażby  w obrazach, odzwierciedla się w wysokich cenach tych kartek i wzmożonym popycie, jaki daje się zaobserwować już od jakiegoś czasu.

„Demonstratorzy niedźwiedzi dzisiaj :

Działające muzeum we Włoszech – museo gli Orsanti :

http://www.museogliorsanti.it

Ciekawie i romantycznie wszystko to wygląda na pocztówkach.  Ginący zawód i pocieszny zwierzak robią performanse na wolnym powietrzu. Zawód ten, będący źródłem przychodu dla ludzi, stanowił i nadal stanowi, w pewnych regionach świata, źródło cierpienia dla zwierząt. Patrząc na te stare pocztówki, łatwo zapomnieć o tym aspekcie sprawy.

źródła z których korzystałam przy tworzeniu wpisu:

delcampe.net (zdjęcia)

fr.wikipedia.org/wiki/Montreur_d’ours

ariege.com/montreursdours/index.html

Aktualizacja z dnia 23.11.2014

Dzięki gościowi z FB dowiedziałam się, że prawidłowa polska nazwa tego zawodu to ” niedźwiednicy „

Dzięki innemu odwiedzającymi mój blog, dzielę się z Wami niecodziennym dla nas obecnie widokiem niedźwiadka na terenie Karpacza ( tutaj )

Kiedyś aktorki i tancerki miały pod górkę.  Nie było takich możliwości obróbki fotografii, jak dzisiaj, nie było photoshopa i zapewne  wsparcie charakteryzatorów czy specjalistów od wizerunku było mniejsze niż dzisiaj.
Tym bardziej na uwagę zasługują damy, które mimo wszystkich tych utrudnień, 100 lat temu  promieniały wdziękiem, hipnotyzując urodą spektatorów.
Na pewno do takich wspaniałych kobiet o wyjątkowej urodzie należała aktorka i śpiewaczka operowa Lina Cavalieri, której nazwisko pewnie większości dzisiaj niewiele mówi.  Na przełomie XIX  i XX wieku, gdy jej popularność zbiegła się w czasie  z boomem na pocztówki, stała się ona jedną z najchętniej przez wydawców przedstawianych na kartach pocztowych artystek .  Powód był oczywisty – uroda daleko wykraczająca poza talenty sceniczne.
Kiedy dzisiaj patrzę na te stare zdjęcia Cavalieri, nie mam żadnych wątpliwości, że nieoficjalny tytuł „najpiękniejszej kobiety świata”, który jej wtedy nadano, był zupełnie zasłużony.  Aktorka miała wielbicieli na całym świecie nie tylko w USA, na zachodzie Europy, ale również w Rosji, skąd także pochodzi wiele pięknych kart pocztowych z jej podobizną. Lina Cavalieri nie jest może tak żywa w świadomości współczesnych, jak np. Mata Hari, jednak pamięć o niej nie zaginęła, i mam nieskromne wrażenie, że część tego sukcesu należy przypisywać wspaniałym pocztówkom, które stały się ambasadorkami wdzięcznej Włoszki, a także obecnym kolekcjonerom, którzy chętnie wyrywają te skarby ze szponów zapomnienia. Ilość i zróżnicowanie materiału, jaki przetrwał do dzisiaj,  są przy tym tak znaczne, że pozwala to na wysnucie wniosku, że sceniczna popularność gwiazdy na tamte czasy musiała być ogromna, może nawet porównywalna z tą, jaką cieszą się obecnie Rihanna czy Beyonce. Pamiętajmy, że nie było radia i telewizji, a karty pocztowe były na tamte czasy doskonałym medium, powszechnie dostępnym, dzięki któremu, każdy, bez względu na stan majątkowy, mógł skosztować sztuki, piękna, poezji.
Sama nie będąc znawczynią historii teatru i opery, nazwisko Cavalieri poznałam właśnie dzięki starym pocztówkom. Te przedstawiające Linę są naprawdę fenomenalne, a sylwetka śpiewaczki zapada głęboko w pamięć.  Z jednej strony, na pewno, karty pocztowe z Liną, podobnie jak i innymi upstrzonymi niewiastami, tancerkami, aktorkami, w typowych dla swojej epoki kapeluszach, piórach i pozach, należy zaliczyć do cieszącego się niezbyt dużym poważaniem wśród niektórych zbieraczy „kiczu”. Z drugiej strony, kicz to też przecież piękno, łatwe do przełknięcia przez każdego, proste w odbiorze, zrozumiałe i wszechobecne. Osobiście preferuję piękny kicz od ambitnej brzydoty.
Wypada wspomnieć, że magnetyczna uroda Cavalieri stała się inspiracją Piero Fornasetti ‚ego do tworzenia przedmiotów z jej wizerunkiem.  Kiedy Piero natknął się na śliczną twarzyczkę Liny w jakimś starym XIX-wiecznym magazynie, postanowił wykorzystać jej wizerunek do swoich projektów. Zaczął więc tworzyć i jak sam to określił  „nie mógł już przestać”.  W ten sposób śpiewacza operowa na nowo stała muzą i  natchnieniem – motywem wciąż powracającym w twórczości artysty.  Samych wariacji, gdzie motywem przewodnim była śpiewaczka miało powstać ponad 350.
W poniższej galerii niektóre dokonania Piero Fornasettiego:
Fornasetti PlatesFornasetti T&V Platesfornasetti iiifornasettifornasetti face ATCs for swap bot-unavail.Fornasetti girls for losy
found recently some Fornasetti friends...Fornasetti designsFornasetti BadFORNASETTI PLATESFORNASETTI CREAM SUGARPiero Fornasetti
Piero Fornasetti

Piero Fornasetti Lina Cavalieri, a gallery on Flickr.

Artystka zginęła w trakcie bombardowania przez Aliantów w lutym 1944 roku w swoim domu na przedmieściach Florencji.

Lina Cavalieri - najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

Lina Cavalieri – najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

moja ulubiona pocztówka z Liną Cavalieri

moja ulubiona pocztówka z Liną Cavalieri

Lina Cavalieri, Thais - stara pocztówka

Lina Cavalieri, Thais – stara pocztówka

Lina Cavalieri - pocztówka z serii karty do gry

Lina Cavalieri – pocztówka z serii karty do gry

stara pocztówka rosyjska

stara pocztówka rosyjska

Pocztówka rosyjska - banknto 500 rubli z Liną Cavalieri

Pocztówka rosyjska – banknot 500 rubli z Liną Cavalieri

Lina Cavalieri - najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

Lina Cavalieri – najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

Poniżej galeria dawnych pocztówek przedstawiających piękną Cavalieri. Miłego Oglądania 🙂

Lina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina Cavalieri
Lina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina Cavalieri
Lina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina Cavalieri

Vintage Postcards Lina Cavalieri Stare pocztówki, a gallery on Flickr.

Na dobry koniec posłuchajmy jeszcze uroczego głosu Liny, „Maria Marì” piosenka neapolitańska w wykonaniu artystki”

Jak wytłumaczyć komuś co czujesz, gdy patrzysz na kawałek papierka? Nie jakiś tam, ale „ten konkretny”, na który czekałeś latami. Temperatura niebezpiecznie wzrasta, krew się gotuje, puls szaleje, brakuje powietrza i ….nagle błogi spokój. Udało się – papierek kupiony  – jest twój.  Dzikie, nieszkodliwe szaleństwo – to zapewne coś więcej niż tylko wypełnianie luk w domowym albumie.

Marlena był osobowością magnetyczną, fascynującą i pozostała niezapomnianą do naszych czasów – nie każdej dawnej gwieździe się to udało.  Dlaczego właśnie ona? Cóż, jej uroda to pewnie kwestia gustu, a tutaj różne słyszałam opinie.  W początkowych latach swej kariery artystka nie zdawała się olśniewać reżyserów urodą – do dzisiaj można na ten temat przeczytać tu i ówdzie nieprzychylne artystce wypowiedzi z epoki; gdy w późniejszych latach wspominała tamte czasy, mówiła tak, jakby chciała o nich zapomnieć. Narzekała, że tamte pierwsze zdjęcia i filmy przedstawiały ją bardzo niekorzystnie,  skarżyła się na złe oświetlenie i inne detale.  Miała jednak wielkie zalety – piękne nogi, uwodzicielski głos i nieprzeciętny sposób bycia, który ją dopiero wyróżniał przy bliższym kontakcie. Nieoszlifowany diament, który wymagał pracy ? O tak, Josef von Sternberg poznał się na tym diamencie natychmiast i postanowił zaangażować do swojego nowego filmu „Błękitny Anioł”, który stał się przełomem w karierze drugorzędnej lub może nawet trzeciorzędnej berlińskiej aktorki. Po premierze „Błękitnego Anioła” w Berlinie w 1929 roku Marlena opuściła swoją ojczyznę. Kierunek Hollywood. Wtedy cały świat usłyszał jej nazwisko. Niemcy na 5 minut zyskały gwiazdę, odkrytą przez amerykańskiego reżysera, by ją zdążyć tylko obrzucić oklaskami i kwiatami,  a zaraz potem bezpowrotnie stracić. W stolicy światowego kina Miss Dietrich była pieczołowicie szlifowana przez nowego mentora, brała lekcje języka, zrzuciła trochę zbędnych kilogramów, dostała odpowiednią garderobę i nauczyła się, jak ważne jest w pracy filmowej światło. Tak ze skromnej aktoreczki powoli wyciosano wielką gwiazdę. Cała sztuka polega przecież na tym, żeby zatuszować niedostatki i wydobyć na powierzchnię te istotne cechy, które stanowią o naszych przewagach.

Prusaczka z krwi i kości, nauczona dyscypliny i wytrwałości, zadomowiła się w Ameryce, gdzie szokowała męskimi strojami, które zakładała i  romansami, w które się wdawała.  Marlena przyciągała jak magnes, także kobiety, co pewnie jest jedną z przyczyn, dla których pozostaje ikoną środowisk gejowskich, podobnie z resztą jak  Zarah Leander.   Oficjalnie wytworna, elegancka, jak wymagały tego okoliczności, a prywatnie prosta, lubiąca porządek gospodyni, z zamiłowaniem do prostych ludzi, nie znosząca pozerstwa i sztuczności, stroniąca od pustych, nic nie wnoszących wywiadów. Dzisiaj mało prawdopodobne, żeby Marlena dawała sobie co i rusz cykać fotki na ściankach czy robiła ustawki z tabloidami.  Najważniejsza rzecz, jakiej w życiu dokonała? – sama twierdziła, że była nią służba w czasie II wojny światowej, u boku Aliantów, przeciwko nazistowskim Niemcom. Przeciwko ojczyźnie.  Okres powojenny był wypełniony wewnętrzną walką ze swoimi uczuciami względem utraconego kraju. Po wojnie już nic nie było takie samo. Z Hitlerem odszedł raj, odszedł Berlin, jaki pamiętała, okres dzieciństwa i młodości pozostał jedynie w śpiewanych chropowatym głosem piosenkach. Później sama ułożyła wzruszający tekst   do muzyki Czesława Niemena „Mutter, Hast du mir vergeben” – „Matko, czy mi wybaczyłaś”.

Mutter, hast du mir vergeben? (Mamo, czy mi wybaczyłaś? )
Mutter, denkst du noch daran? (Mamo, myślisz jeszcze o mnie?)
Mutter, hast du mir vergeben, (Mamo, czy mi wybaczyłaś? )
was ich dir angetan? (co Tobie zrobiłam?)

(…)

Heimat, hast du mir vergeben? (Ojczyzno, czy mi wybaczyłaś?)
Heimat, denkst du noch daran? (Ojczyzno, czy jeszcze o tym myślisz?)
Heimat, hast du mir vergeben, (Ojczyzno, czy mi wybaczyłaś?)
was ich dir angetan? (co Tobie zrobiłam)

(…)

Ostatnie lata to czas goryczy i izolacji. Artystka schowała się na 12 lat w swoim paryskim mieszkaniu, którego prawie nie opuszczała. 12 lat samotności, wspomnień, zapisków, niezliczonych telefonów, listów, , tysiące autografów, dobrodusznie rozdanych fanom z całego świata.

„Co nam zostało z tamtych lat?”. Pocztówki, ale nie tylko. Marlena, jak każda gwiazda kina w tamtym okresie była wdzięcznym tematem kart pocztowych. Już wtedy kolekcjonerzy chętnie zbierali pocztówki z odtwórczynią drugoplanowej roli „Błękitnego Anioła”. Na uwagę zasługuje fakt, że pocztówki te często były nabywane tylko po to, żeby je wsadzić do czystego albumu, dzięki czemu obecnie znalezienie karty pocztowej w nienagannym stanie nie jest trudne.  Z drugiej strony, stan pocztówek z gwiazdami kina jest dla współczesnych zbieraczy bardzo ważny. Zawsze mi się chce trochę śmiać, jak pomyślę, że gdy Marlena występowała w Niemczech, gdzie produkowane były najpiękniejsze na świecie pocztówki, wypuszczono zaledwie kilka kart z jej podobizną. Dopiero gdy  wyjechała do Hollywood, najsłynniejszy, światowy wydawca fotograficznych pocztówek z gwiazdami kina zaczął wypuszczać całe serie poświęcone aktorce. A co w kwestii pocztówek w Ameryce? Ha, pustynia! Do dzisiaj udało mi się znaleźć w moim zbiorku jakieś b. słabej jakości egzemplarze „made in USA”. To jest właśnie cała ironia – Ameryka produkowała filmy oraz światowe gwiazdy, a Niemcy i reszta Europy pocztówki je przedstawiające.  Najpiękniejsze i najwyższej jakości karty pocztowe związane z kinem i artystami były wydawane przez ROSS VERLAG Strona poświęcona pocztówkom VERLAG ROSS i do dzisiaj stanowią one bardzo ważny element kolekcji osób, które skupiają swą uwagę na kinematografii i odtwórcach ról filmowych.  Jeżeli chodzi o kino to Ross Verlag jest zdecydowanie numerem 1 w tej materii.  Przemawiają za tym – nienaganne wykonanie oraz ilość „modeli”, że tak to określę. Samych pocztówek, nie licząc dużych kart z fotosami aktorki i małych zdjęć kolekcjonerskich, poświęcił Ross Marlenie  ponad 200 sztuk. Do tego należy dodać rozmaite edycje zagraniczne, jak np. pocztówki dla włoskiego wydawnictwa Ballerini & Fratini. Marlena nie była jednak najliczniej reprezentowaną artystką na pocztówkach tego wydawnictwa, w tym względzie przewyższała ją zdecydowanie Greta Garbo, której pocztówkowy dorobek na całym świecie jest doprawdy imponujący. Stare Pocztówki z Gretą Garbo – baza danych ze skanami i informacjami tutaj

Pierwsza pocztówka poświęcona Marlenie Dietrich przez wydawnictwo Ross Verlag wydana została na początku 1928 roku. Pocztówka kosztowała wówczas w sprzedaży detalicznej 0,15RM i jak nadmieniają autorzy niemieckiego katalogu pocztówek z Marleną Dietrich z 1998 roku, nie było to bez ryzyka dla wydawnictwa, gdyż artystka była wtedy mało znana, co mogło się skończyć małym popytem publiczności na jej zdjęcia, a co za tym idzie stratami finansowymi . Poniższa kartka została własnoręcznie wzbogacona przez aktorkę podpisem, pochodzącym z wczesnego okresu jej kariery.

Marlene Dietrich stara pocztówka

Pierwsza pocztówka z Marlene Dietrich, jaka została wydana prze Verlag Ross pod koniec lat 1920-tych.

Ostatnia pocztówka z wizerunkiem Marleny wydana została przez Ross Verlag latem 1940 roku. Jest to dosyć rzadki egzemplarz. Autorem zdjęcia jest sławny amerykański fotograf Clarence Sinclair  Bull. Pierwszą i ostatnią pocztówkę Ross’a dzieli odstęp 12 lat. Patrząc na obydwie pocztówki trudno się dziwić Marlenie, że pragnęła za wszelką cenę zatrzeć udokumentowaną pamięć o wczesnych latach swojej kariery. Będąc już wielką gwiazdą pracowała z najlepszymi fotografami, sławnymi projektantami kostiumów.  Z tej przyczyny uważam, że pocztówki, takie jak te z Marlene Dietrich to prawdziwe,  wielkie – małe dzieła sztuki.  Na zakup kolekcji oryginalnych fotografii z epoki takich artystów jak Sinclair Bull czy Eugene Robert Richee mało kto może sobie pozwolić, a jednak stare pocztówki bez straty dla jakości i portfela  pozwalają nam cieszenie tym autentycznym pięknem. Stare pocztówki filmowe to także historia kostiumów filmowych, historia mody i cały magiczny glamour.  W przypadku filmowej garderoby Marlene, należy wymienić przynajmniej jedno wielkie nazwisko, które poprzez swoje dzieła zostało uwiecznione na tych niezwykłych pocztówkach – Travis Banton – niezmordowany, płodny hollywoodzki projektant.

marlene dietrich on vintage postcards 5

Ostatnia pocztówka z Marlene, jaka została wydana przez legendarnego berlińskiego wydawcę – Verlag Ross.

Jedna z moich ulubionych pocztówek to włoska karta fotograficzna z domu wydawniczego Ballerni & Fratni.  Marlene Dietrich w podwójnej roli – złodziejki i hrabiny w filmie Desire; tutaj jest wygodnie rozłożona na okazałym szezlongu i nonszalancko trzyma papierosa. Za projekt kostiumów odpowiedzialny był Travis Banton.

marlene dietrich on vintage postcards 9

Piękna włoska pocztówka z połowy lat 1930-tych wydana przez Frattini & Ballerini we Florencji. Glamour w pełnej krasie. Zdjęcia do filmu „Desire”.

Niemcy byli moim zdaniem niedoścignionymi producentami pocztówek. Przed pierwszą wojną i także przed tą drugą.  Nie byli oni jednak w tym rzemiośle odosobnieni na mapie Europy. Doskonałe pocztówki filmowe produkował także brytyjski Picturegoer oraz holednerski Bonnist & Zonen.  Kartki tego ostatniego wydawnictwa są dosyć rzadkie, ale przeważnie dobrze zachowane i jeżeli już się gdzieś pojawiają, schodzą jak świeże bułeczki. Wiele pięknych kart ukazało się we Włoszech i we Francji, sporą ilością pocztówek filmowych, o dziwo, może poszczycić się także Łotwa, jednak ich jakość już nie jest tak doskonała. W Polsce pocztówki z Marlene Dietrich produkowane były głównie w Krakowie przez wydawnictwo Polonia. Nie jest ich wiele, ale są i to się liczy.

Pocztówki filmowe były nastawione na opiewanie kolejnych sukcesów przedstawianych aktorów, ale zdarzają się też ciekawostki i rarytasy, jeżeli można użyć tego określenia. Do ciekawostek na pewno należą wszelkie nietypowe karty, jak np. ta belgijska dająca po chwili przypatrywania się efekt iluzji optycznej.  Podobne pocztówki poświęcono także innym artystkom, m.in. Grecie Garbo.

Marlene Dietrich,  La photo Mystérieuse, Patent Burtec, 19 rue Potagère, Belgium Bruxelles

Marlene Dietrich, La photo Mystérieuse, Patent Burtec, 19 rue Potagère, Belgium Bruxelles

Dla wytrwałych zbieraczy ogromną nagrodą jest także zdobycie pocztówek – karykatur lub takich,

gdzie nazwisko aktora nie jest wymienione (np. gdy jest to zdjęcie z wczesnego okresu kariery jako modelki i przykładowo  zostało użyte na pocztówkach okolicznościowych dla ozdoby) lub też jest trudno zauważalne.  Trik polega na tym, że sprzedający często nie zagłębiają się w detale i jeżeli nie nadadzą swojemu przedmiotowi odpowiednich słów kluczowych, znalezienie  go przez poszukujących zbieraczy jest bardzo trudne. Do ciekawostek należą również pocztówki wyprodukowane przez samego artystę. Są to oczywiście powszechnie niegdyś dostępne w fotograficznych atelier zdjęcia odpowiedniego formatu z pocztówkową liniaturą na rewersie. Przeważnie były one zamawiane w niewielkiej liczbie sztuk, na prywatne potrzeby, do wysłania znajomym lub rodzinie.  Są to bardzo osobiste pocztówki.  Poniżej jedna z takich kartek, na której widnieje fotografia młodej, 18-letniej Marleny z jej podpisem. Zdjęcie wysłane zostało do jej ówczesnej sympatii, a ona sama nie przypomina w niczym przyszłej hollywoodzkiej gwiazdy.

Pierwsza znana mi pocztówka z Marlene Dietrich. Przyszła aktorka w wieku 18 lat, gdy świat jeszcze o niej nie słyszał.

Pierwsza znana mi pocztówka z Marlene Dietrich. Przyszła aktorka w wieku 18 lat, gdy świat jeszcze o niej nie słyszał.

Marlene Dietrich ma wiernych wielbicieli na całym świecie. Najpiękniejszych kolekcji z przedstawiającymi ją pocztówkami można się spodziewać w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Holandii, Wielkiej Brytanii, USA. Katalog pocztówek z Marleną nie jest zamknięty, nie wiadomo ile dokładnie ich powstało, choćbyś objeździł świat i odwiedzał regularnie giełdy i aukcje, zawsze pojawi się coś nowego.  Pocztówki z wizerunkiem Marleny Dietrich należą do droższych – karty wydane przez Ross Verlag przeważnie można nabyć w cenie do 10 EUR / sztukę.  Rzadsze egzemplarze lub te w wyjątkowo dobrym stanie kosztują więcej.  Zakładając, że mówimy o o zwykłych kartach (bez np. autografów lub innych wartości dodanych) pocztówki z Miss Dietrich nie zwykły przekraczać 50 EUR, chociaż w ekstremalnych, odosobnionych przypadkach kupujący mogą dać więcej za brakujące do kolekcji egzemplarze. Najdroższa pocztówka jaką spotkałam na aukcji została nabyta przez szczęśliwego zbieracza za ok. 150 USD.

Jedną z niemiłych niespodzianek była dla mnie w roku ubiegłym aukcja tej pocztówki, którą ku mojemu zaskoczeniu sprzedano jakiemuś szczęśliwemu kolekcjonerowi za ….ponad 83 EUR.

Przedwojenna pocztówka z Marlene Dietrich, sprzedana za 83 EUR

Przedwojenna pocztówka z Marlene Dietrich, sprzedana za 83 EUR

Pech związany z tą brytyjską, kolorową pocztówką prześladuje mnie od samego początku. Kartę z serii „cameo series” widuję na aukcjach regularnie, a mimo to, za każdym razem udaje się ją nabyć komuś innemu za astronomiczne kwoty:). Poniższy egzemplarz sprzedano innemu szczęśliwcowi za 37 funtów na aukcji ebay.

Marlene Dietrich - 37 funtów brytyjskich

Marlene Dietrich – 37 funtów brytyjskich

Zasada, że pocztówka z aktorami musi być doskonałej jakości, nie zawsze jest respektowana. Poniższa pocztówka, mimo pewnych ubytków mechanicznych została sprzedana za 36,50 USD. Możliwe, że podziałała magia widniejącego na awersie „podpisu”, który jest nieoryginalnym autografem.

36,50 - Marlene Dietrich na starej karcie pocztowej.

36,50 – Marlene Dietrich na starej karcie pocztowej.

Rzadko spotykana, ale nadwyrężona niejednym zębem czasu pocztówka. Nabyta przez klienta z Niemiec za 20 EUR na aukcji w Hiszpanii.

Marlene Dietrich, 20 EUR

Marlene Dietrich, 20 EUR

Najdrożej , znana mi, zwykła  pocztówka z Marlene Dietrich, sprzedana za 156 USD. Pocztówka chyba wyprodukowana w Argentynie, nie jest dobrej jakości, jednak przedstawia rzedko spotykane na kartach pocztowych ujęcie artystki. Szczęśliwemu nabywcy wypada pogratulować.

156 USD / pocztówka z Marlene Dietrich

156 USD / pocztówka z Marlene Dietrich

Ciekawostką mogą się okazać także niektóre pocztówki o mieszanej tematyce, reprezentujące różne motywy, będące obiektem pożądania kolekcjonerów o odmiennych zainteresowaniach. Do takich kart należy najdroższa, współczesna (lub pół-współczesna) pocztówka z Marlene Dietrich, wydana  w latach 1950-tych z okazji jej występów w obecnie już nieczynnym Hotelu Sahara w Las Vegas.  Pocztówka ta pojawia się czasem na aukcjach, ale za każdym razem osiąga dosyć wysokie ceny. Rywalizują o nią zarówno kolekcjonerzy Marleny Dietrich, jak i osoby zbierające tematykę „kasyna”, „hotele”  oraz „Las Vegas”.  Poniższy egzemplarz w stanie dobrym sprzedano jakiemuś szczęśliwcowi za 101 USD.

101 USD - Marlene Dietrich w Sahara Hotel w Las Vegas.

101 USD – Marlene Dietrich w Sahara Hotel w Las Vegas.

Takich przykładów można mnożyć bez końca. Są to wyjątki od reguły, o czym wie każdy, kto cokolwiek zbiera. Najbardziej ekscytujące są poszukiwania, nawet te trwające latami. Chodzi przecież o to, żeby gonić króliczka, prawda? Dlatego każdy „myśliwy” powinien tak polować,  żeby nie „ubić” wszystkiej zwierzyny. Bo gdzie kończy się zwierzyna, tam kończy się zabawa.

Poniżej mała galeria pocztówek z Marlene Dietrich.

oraz nieco bardziej rozbudowana, acz niekompletna…Galeria pocztówek z Marlene Dietrich

Na koniec wypada wspomnieć, że Marlena również zbierała pocztówki z aktorkami. No może nie pocztówki jako takie, ale zdjęcia z wizerunkiem swojej niegdyś ulubionej aktorki, którą była mało już dzisiaj znana gwiazda niemieckiego kina niemego Henny Porten.  Marlena była tak zafascynowana ( a nawet, nie bojąc się użyć słowa „zakochana”) swoją idolką, że nosiła jej kwiaty do garderoby po przedstawieniach i chodziła pod jej dom.

„Das Schönste im Leben ist umsonst”

Czy gratisowe pocztówki muszą być nudne ? Czy gratisowe pocztówki muszą być tandetne ? Nie! Oto kilka kartek z serii promującej Goethe Institut. Ciekawa koncepcja, przykuwający oko projekt i szczypta dowcipu. Takie bywają niekiedy darmowe zdobycze pocztówkowe. Ponieważ zaciekłą pasjonatką „gratisów” tudzież „reklamowych fantów” nie jestem, toteż nie mam ich wiele u siebie. Decyduję się zabierać pod swój dach jedynie te drobiazgi, które czymś mnie zachwycą. „Zachwycą”? Zdecydowanie tak, uważam, że te parę tekturek zasługuje na uznanie.

Spotykanie podobnych słodyczy zawsze sprawia mi wiele radości i będę ich wypatrywać uważnie.

"kultura codziennego użytku" pocztówka wydana przez  Goethe Institut

„kultura codziennego użytku” pocztówka wydana przez Goethe Institut

"kultura codziennego użytku" pocztówka wydana przez  Goethe Institut

„kultura codziennego użytku” pocztówka wydana przez Goethe Institut

"kultura codziennego użytku" pocztówka wydana przez  Goethe Institut

„kultura codziennego użytku” pocztówka wydana przez Goethe Institut

Philip Boileau był amerykańskim ilustratorem, urodzonym jako syn francuskiego dyplomaty i Susan Taylor Benton – córki amerykańskiego senatora. Przyszedł na świat w Quebecu (Kanada) 7 czerwca 1963. Swoje wczesne życie spędził pomiędzy Kanadą, Ameryką i Francją, wykształcenie zdobył w Anglii, studiował także sztukę we Włoszech, gdzie poślubił swoją pierwszą żonę – rosyjską piosenkarkę, zmarłą kilka lat potem. Zanim w 1897 roku przeniósł się do USA, spędził trochę czasu w Europie. Mieszkał w Baltimore i Philadephii, gdzie poznał swoją drugą żonę – Emily Gilbert, a w roku 1902 przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie otworzył studio, a jego prace zaczęły zdobywać uznanie i przynosić handlowy sukces. W 1907 roku poślubił Emily Gilbert, studentkę dramaturgii. Zmarł na zapalenie płuc18 stycznia 1917 roku w Nowym Jorku.

Boileau był bardzo pracowitym artystą. Jego ilustracje były wszechobecne w Ameryce na początku dwudziestego stulecia. W Europie jego twórczość jest znana chyba głównie dzięki pocztówkom. Wedle różnych źródeł, istnieje od 100 do 200 rozmaitych wzorów kart pocztowych reprezentujących prace Philipa. Najwięcej pocztówek z przykładami jego malarstwa ukazało się pomiędzy 1905 a 1918 rokiem, nakładem Reihthal & Newman, New York. Jako ilustrator, oprócz pocztówek, współtworzył inne komercyjne projekty, ilustrując okładki pism (np. The Saturday Evening Post), reklamy, katalogi, kalendarze (The Osborne Company, Newy York), pudełka, plakaty i inne.

Kalendarz z pracą Philipe Boileau, wydanie The Osborne Company, New York, foto. rubylane.com

Kalendarz z pracą Philipe Boileau, wydanie The Osborne Company, New York, foto. rubylane.com

Kalendarz z pracą Philipe Boileau, wydanie The Osborne Company, New York, foto. rubylane.com

Kalendarz z pracą Philipe Boileau, wydanie The Osborne Company, New York, foto. rubylane.com

Do najbardziej prestiżowych prac należały okładki pism; do wspomnianego The Saturday Evening Post wykonał ich ponad 30 w latach 1907-1917. Inne ważne publikacje, dla których pracował to m.in. Collier’s, The Delineator, Everyweek, Holland’s, The Housewife, Ladies Home Journal, Ladies World. Na swoim koncie zanotował także okładki dwóch książek Contrary Mary (1914) oraz Mistress Anne (1917).

Jedna z okładek The Saturday Eveining Post; ilustracja jest także znana z pocztówek.

Jedna z okładek The Saturday Eveining Post; ilustracja jest także znana z pocztówek.

Artysta portretował głównie damy z wyższych sfer, wytworne i piękne kobiety w modnych, współczesnych strojach, młode dzewczęta. Jego portrety charakteryzują się nutką rozmarzonego romatyzmu, który można dostrzec zarówno w oczach niemal każdej przedstawianej przez niego niewiasty, jak również pastelowych, spokojnych kolorach. W pracach Boileau daje się też rozpoznać lekko impresjonistyczny sztych. Do wielu z jego najsłynniejszych portretów pozowała żona Philipa, Emily, co ujawnił opublikowany 19 stycznia 1917 w gazecie New York Times nekrolog.

Kolekcjonerzy pocztówek Boileau dobrze wiedzą, że artysta portretował także dzieci, chociaż już nie tak często jak młode dziewczęta. Portrety dzieci były publikowane zarówno na pocztówkach, jak i na okładkach magazynów, z którymi współpracował. Boileau wysłał portret swojego siostrzeńca – Clarence’a z 1911 roku do redakcji The Saturday Eveining Post. Na początku The Saturday Evening Post nie byli przychylni pomysłowi jego opublikowania, ale artysta miał już swoją renomę, toteż redakcja się w końcu zgodziła i praca ukazała się na okładce magazynu w 2012 rku. Tytuł „Youth/Young America” spotkał się z ciepłym przyjęciem publiczności.

The Saturday Evening Post, 1912

The Saturday Evening Post, 1912

Philip Boileau sportretował siostrzeńca, którego wizerunek został użyty na kartach pocztowych i okładce magazynu

Philip Boileau sportretował siostrzeńca, którego wizerunek został użyty na kartach pocztowych i okładce magazynu

Boileau wydaje się, przez wiele lat usiłował zdobyć uznanie dla swoich prac. Jego dobrą passę zapoczątkowała przeprowadzka do Nowego Jorku w 1902 roku, gdzie powstała słynna „Peggy”, otwierająca serię ilustracji ukazyjących wytworne damy, odmienne od tego, co się zwykło w tamtych czasach pokazywać. Słynna „Peggy” była w istocie portretem żony artysty – Emily, podobnie jak inne prace, w tym jego ulubiony portret „Sweetheart” z 1905 roku, który także stał się komercyjnym sukcesem.

"Peggy" słynny portret żony wykonany przez Philipe'a Boileau.

„Peggy” słynny portret żony wykonany przez Philipe’a Boileau.

"Sweetheart" ulubiony portret artysty, przedstawiający jego późniejszą żonę - Emily

„Sweetheart” ulubiony portret artysty, przedstawiający jego późniejszą żonę – Emily

„Dziewczęta Boileau” – czyli liczne obrazy, grafiki i rysunki młodych dam, wykonane prze Philipa, należą do najwspanialszych przedstawień amerykańskich kobiet z początku XX wieku.

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

"Sweetheart" ulubiony portret artysty, przedstawiający jego późniejszą żonę - Emily

„Sweetheart” ulubiony portret artysty, przedstawiający jego późniejszą żonę – Emily

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Strony z których korzystałam:

http://www.thephilipboileausociety.com

http://histclo.com/art/ind/b/art-boilp.html

http://www.vintageimagecraft.com/boileau.html

http://aboutcards.blogspot.com/2007/03/philip-boileau-postcard-artist-and-his.html/a>

Girl of My Dreams: A Collector’s Guide to Philip Boileau (Dziewczyna Moich Marzeń : Philip Boileau – Przewodnik kolekcjonera; zawiera reprodukcje prac artysty w pełnym kolorze, m.in. Pocztówki, plakaty, ceramikę, pudełka, reklamy etc.).

http://www.enchantmentink.com/boileau.php

Od dawna trapi mnie uczucie komercyjnego przesytu, które nasila się szczególnie w takich okresach jak Święta lub wydarzenia okolicznościowe typu imieniny, urodziny, chrzciny etc. To uczucie pewnie wielu nie jest obce. Nie chodzi o to, że człowiek wszystko już ma, ale o to, że wszystko ze sklepowych witryn, mimo że wygląda niemal dokładnie tak samo i pochodzi niemal wyłącznie z jednego źródła, stara się udawać – NAJLEPSZE, NAJNOWSZE, NAJODPOWIEDNIEJSZE dla Ciebie. Kalosze straszą kolorami, ciuchy rwą się z wieszaków, by Cię złapać, regały walczą o Ciebie.  Niestety, jeżeli zakupy nazywa się czasem „łowami”, to myśliwymi już dawno przestali być klienci. Jak dawno ? – nie wiem…może gdzieś w PRL-u.

Naprawdę przyprawiające uczucie przesytu i niespełnienia dopadać mnie zaczęło ostatnio przed Świętami Bożego Narodzenia, kiedy jak zwykle TRZEBA coś było kupić. Dużą miałam zagwozdkę z kartkami świątecznymi. Co roku mam z resztą wygląda ona podobnie  – szukam pięknych, niezwykłych kart, oczywiście BEZ ŻYCZEŃ wypisanych na gotowo, bo lubię naskrobać coś od siebie (grafomania wrodzona, nieuleczalna). Pytanie numer jeden 1. na co postawić?  – czy na a.  – motywy bardziej „religijne”, najczęściej mniej atrakcyjne wizualnie, tańsze, ale wytworzone w Polsce i najczęściej dostępne głównie na poczcie, czy też może na b.  – wypasiony złoto perłowy karnet z mikołajem, reniferami i choinką, dostępny w dobrym papierniczym lub saloniku prasowym. Opcję c. wykluczam z zasady, bo oznaczałaby konieczność nabycia jakiegoś ultra nowoczesnego karnetu designerskiego made in Poland, ale z wzorem odbiegającym tego, co zazwyczaj kojarzymy z  Bożym Narodzeniem. To było pierwsze pytanie. Drugie pytanie numer 2. brzmi – czy ja pamiętam, czy ja już tej kartki nie wysyłałam przypadkiem w zeszłym roku? Nie chciałabym się wyróżnić w albumach bliskich nadmiarem identycznych kartek wysyłanych notorycznie w grudniu.  No przesadzam trochę. Wybieranie kartek w salonikach prasowych, co mogłoby dziwić, sprawia mi wiele przyjemności. Lubię stać przed ścianą kart i obmyślać dla kogo będzie „ta”, a dla kogo „tamta”.  To dużo fajniejsze niż głowienie się nad wyborem prezentów.

W tym roku chciałam zrobić w kwestii kartek coś wyjątkowego  – i zrobiłam. Postanowiłam niektórym osobom przesłać kartki, jakich nie można kupić w zwykłym sklepie, a już na pewno nie przypłyną kontenerem z Azji. Jakie były moje wymagania w tym roku ? Kartka powinna być 1. piękna, 2. robiona ręcznie, 3. wykonana w Polsce. Takie rzeczy u nas można kupić – ręcznie robione kartki świąteczne (wyglądały naprawdę cudownie) nabyłam na stronie pakamera.pl. Nie jest to jedyne miejsce, ale dla mnie było tam najwygodniej z uwagi na duży wybór. Aniołki z perełkami, wstążkami, uśmiechnięte krasnale, Mikołaje, otwierane okienka, drzwiczki, wycinane renifery, śnieg (niemal jak prawdziwy), brokat, elementy 3D, koronki, wszywki, guziczki ….. – zdolności drzemiące w naszym narodzie zapierają dech w piersiach.  Popularnie nazywają to „kitsch”, a ja kocham ten „kitsch”. Byłam zachwycona znalezionymi kartkami, złożonymi z wielu warstw i wykonanymi tylko na zamówienie. Koszt takiej kartki to ok. 12-30 zł, czas oczekiwania na wykonanie to ok. 1-2 dni, ale myślę że naprawdę warto,  szczególnie, że Święta nie są co tydzień, no i oczywiście, przecież nie musimy każdego obdarowywać także „cenną” kartką.

Poniżej 5 przykładowych kartek do nabycia na stronie pakamera.pl, właścicielem zdjęć i projektów:  http://www.pakamera.pl/dorota-mk-0_s12120099.htm (jeżeli poszukujecie naprawdę PIĘKNYCH kartek, to serdecznie zapraszam do tej pani)

foto: pakamera.pl / użytkownk Dorota Mk pakamera.pl/dorota-mk-0_s12120099.htm

foto: pakamera.pl / użytkownk Dorota Mk pakamera.pl/dorota-mk-0_s12120099.htm

foto: pakamera.pl / użytkownk Dorota Mk pakamera.pl/dorota-mk-0_s12120099.htm

foto: pakamera.pl / użytkownk Dorota Mk pakamera.pl/dorota-mk-0_s12120099.htm

foto: pakamera.pl / użytkownk Dorota Mk pakamera.pl/dorota-mk-0_s12120099.htm

foto: pakamera.pl / użytkownk Dorota Mk pakamera.pl/dorota-mk-0_s12120099.htm

foto: pakamera.pl / użytkownk Dorota Mk pakamera.pl/dorota-mk-0_s12120099.htm

foto: pakamera.pl / użytkownk Dorota Mk pakamera.pl/dorota-mk-0_s12120099.htm

foto: pakamera.pl / użytkownk Dorota Mk pakamera.pl/dorota-mk-0_s12120099.htm

foto: pakamera.pl / użytkownk Dorota Mk pakamera.pl/dorota-mk-0_s12120099.htm

Te piękne kartki trochę mi przypominają stare pocztówki – książeczki, jak ta wydana w USA ok. 1911 roku :

1. pocztówka - rozkładana, John Winsch, ok. 1911, USA

1. pocztówka – rozkładana, John Winsch, ok. 1911, USA

2. pocztówka - rozkładana, John Winsch, ok. 1911, USA

2. pocztówka – rozkładana, John Winsch, ok. 1911, USA

3. pocztówka - rozkładana, John Winsch, ok. 1911, USA

3. pocztówka – rozkładana, John Winsch, ok. 1911, USA

Kartki wydane przez Johna Winsch ‚a w Stanach Zjednoczonych są szczególnie piękne. Nie inaczej jest w przypadku tej wyżej pokazanej. Dlaczego? Oczywiście – kartka wyprodukowana w jedynym kraju na świecie, który przed I wojną światową wypuszczał podobne cuda – w Niemczech.

W tym miejscu, jeżeli już mowa o wyjątkowych i jedynych w swoim rodzaju pocztówkach,  przypomniało mi się, że przecież dawno, dawno temu też robiono pocztówki „samemu”.  Dzisiaj kolekcjonerzy raczej niechętnie patrzą na kartki robione samodzielnie, no chyba, że miała to być kartka wykonana przez jakąś sławną osobę.  Ja uważam, że kartki robione samodzielnie mają w sobie coś romantycznego  i niezwykłego – robi się je obecnie, robiło się i dawniej. Tak, tak, nawet wtedy, gdy wzorów i pomysłów było pod dostatkiem. Tak się składa, że ludzie zawsze szukają czegoś nadzwyczajnego, niepowtarzalnego, a pasja tworzenia jest jedną z cech najbardziej charakterystycznych dla człowieka.  Zbieracze pocztówek pewnie często napotykają na takie „kwiatki” –

Ręcznie malowana pocztówka z obiegu pocztowego, Nowy Sącz, rok 1900 🙂 :

ręcznie malowana

Całkowicie ręcznie wykonana, malowana włącznie z rewersem pocztówka utrzymana w stylu Kirchner ‚owskim:

ręcznie malowa pocztówka a la Kirchner :) obieg 1905

ręcznie malowa pocztówka a la Kirchner 🙂 obieg 1905

rewers

rewers

Pomijając te stare, urocze „samoróbki”, bywały też takie kartki,  jak ta wg projektu Xavier ‚a Sager ‚a, barwiona akwarelami; mój egzemplarz jednak ucierpiał i część farby nieszczęśliwie spłynęła:

Xavier Sager, 1919, pocztówka z cyklu  "Paryskie fantazje w akwareli"

Xavier Sager, 1919, pocztówka z cyklu „Paryskie fantazje w akwareli”

Giovanni Meschini, ręcznie barwiona kartka w technice „pochoir” (na odwrocie „dipinta a mano”) :

Giovanni Meschini, włoska pocztówka malowana ręcznie, "pochoir"

Giovanni Meschini, włoska pocztówka malowana ręcznie, „pochoir”

Jak się okazuje, niemałą fabryką pół-amatorskiego rękodzieła (spółdzielnie i nie tylko) były czasy PRL-u, kiedy potrzeba była płodną matką wielu wynalazków. Czasem lepsze, czasem gorsze egzemplarze z tamtego okresu spotykam. Większości nie jestem w stanie zatrzymać, ale obrazki niektóre chwytają za serduszko.  Nawet jeżeli niektóre mi nie bardzo się podobają, pocieszam się, że to robota jednostkowa, polska, ręczna.

Ręcznie malowana kartka z czasów PRL, ok. 1950-1970

Ręcznie malowana kartka z czasów PRL, ok. 1950-1970

Ręcznie malowana kartka z czasów PRL, ok. 1950-1970

Ręcznie malowana kartka z czasów PRL, ok. 1950-1970

Mam wrażenie, że dzisiaj wiele osób nie potrafi docenić uroku rękodzieła. Wydaje się, że to co kupione w sklepie, fabrycznie zapakowane w złotko i wstążeczkę,  jest lepsze; no i przecież nie wypada dać na prezent czegoś, co było zrobione „samemu”. Dla mnie nic bardziej błędnego.  Rzeczy stukanych na chińskiej prasie w milionach egzemplarzy nie możemy wyrugować z naszej codzienności, ale niektórym, wyjątkowym chwilom można czasem pozostawić furtkę fantazji i beztroski, by dostrzec rzadkość zaklętą w niepowtarzalności. Dlatego TAK- dla kartek ręcznie robionych, TAK – dla aniołków struganych w drewnie, TAK – dla samodzielnie wyklejanych scrapbooków, TAK – dla osobiście przygotowanych ozdób choinkowych. *)

Najlepsze prezenty to te od serca.  Krawat czy perfumy każdy z nas przecież może sobie kupić sam.

*) A skąd na to wziąć czas? To już inna bajka …..

Stare pocztówki z Jasła, Rzeszowa i Krosna

Stare pocztówki z Jasła, Rzeszowa i Krosna

Polskie Radio Rzeszów, 13 stycznia, poniedziałek, g. 22:05, Dyskusyjny Klub Radiowy.

O swoich zborach opowiedzą kolekcjonerzy z Rzeszowa, Krosna i Jasła. W czasie audycji czynny jest telefon 17 2222222.

„W Dyskusyjnym Klubie Radiowym rozmowa z kolekcjonerami i wydawcami pocztówek. Trudno ustalić autora i datę pierwszej karty pocztowej. Na pewno stało się to w XIX wieku, a dużą rolę odegrała poczta cesarstwa austro-węgierskiego, która w1869 roku jako pierwsza wprowadziła ” odkrytą” karę korespondencyjną. W XXI wieku, pocztówki ustępują miejsca wiadomościom przesyłanym za pomocą urządzeń elektronicznych czy telefonów, niemniej zbieranie kart pocztowych stało się jednym z najpopularniejszych hobby na świecie. Deltiologia ma wiele odmian i specjalności. Kolekcjonerzy zbierają pocztówki z pejzażami, fotografiami miast, kolekcjonują kartki okolicznościowe i świąteczne. Wielkim zainteresowaniem cieszą się specjalne wydawnictwa i katalogi poświęcone pocztówkom, które są znakomitym świadectwem zmieniającej się rzeczywistości i historii. W Polskim Radiu Rzeszów o swoich zborach opowiedzą kolekcjonerzy z Rzeszowa , Krosna i Jasła. Dyskusyjny Klub Radiowy w Polskim Radiu Rzeszów w poniedziałek13 stycznia o 22.05. W czasie audycji czynny jest telefon 17 2222222. Zaprasza Adam Głaczyński”

źródło info:

Dla pocztówek  nie stworzono jednego, oficjalnego cennika, wg którego świat śledziłby notowania tej czy innej kartki, jak w przypadku znaczków lub monet.  Zawsze powtarzam, że to wielkie szczęście, gdyż nie ma nic gorszego jak przykleić znaczkowi czy monecie łatkę z ceną i bawić się w spekulacje giełdowe.  Jasne, są oczywiście różne katalogi pocztówek, pełniące rolę albumów, a  nawet przewodniki cenowe (Neudin), jednak w przypadku filokartystyki, największą rolę odgrywa pasja, polegająca na nieograniczonej możliwości kreowania i budowania kolekcji, której wartość zależy od zaangażowania  zbieracza. Kolekcjonowanie kartek daje nam unikalną szansę powrotu do dzieciństwa, odkrywania starych rzeczy na nowo. Pocztówki to wiele nieoczekiwanych spotkań i ekscytujących niespodzianek.    Kto nigdy pocztówek nie zbierał, nie wie nawet co to za uczucie,  zobaczyć gdzieś w stercie „papierków” kartkę pasującą idealnie do kolekcji, a o której istnieniu się nie wiedziało, bo w żadnym „katalogu” nie została jeszcze opisana, zwymiarowana, zważona, otagowana.   Jednak pocztówki mają swoje ceny i swoją wartość.  Rynek pocztówkowy jest nieprzewidywalny, kapryśny, ale jak wszędzie, tak i w filokartystyce znajdują się tematy, miejsca, osobistości, które są tzw. pewniakami, co oznacza, że ich ceny „rynkowe” są już od dawna ukształtowane na pewnym poziomie, poniżej którego nie schodzą.  Dobrze o tym wiedzą wszyscy, którzy zajmują się sprzedażą pocztówek na co dzień, wiedzą o tym także wielbiciele tych uroczych staroci.

Jedno z najczęściej powtarzających się pytań, których zbieracze i kolekcjonerzy mają przyjemność doświadczać przeszukując fora tematyczne poświęcone swoim zainteresowaniom brzmi następująco „Ile to może być warte ….” i tu opis słowny lub kilka fotek cykniętych komórką (i teraz wstawcie co chcecie)  pocztówkom,  znaczkom,  przedmiotom o nieokreślonych kształtach …etc. Osoby siedzące już od jakiegoś czasu w temacie nie zawsze mają chęć odpowiadać na podobne zapytania; raz, że owych zapytań jest naprawdę dużo, dwa – często nie ma jednej, właściwej odpowiedzi, trzy – wstępną wycenę, bo o taką przecież chodzi, może w wielu przypadkach zrobić każdy z nas sam. Wystarczy poszukać.  Tutaj jest zła i dobra wiadomość.  Zła jest taka, że dla poznania odpowiedzi na pytanie o wartość jest niezbędny czas i trochę chęci.  Dobra wiadomość, że usługa jest bezpłatna, a jej wynik wiarygodny.  Poniżej kilka wskazówek dla początkujących chętnych, którzy mają trochę wolnego czasu.

Jak ja to robię ?  Najprostszym dla mnie sposobem, poza oczywiście wrzuceniem pytania na jakieś forum i czekaniem na odpowiedź anonimowego usera,  jest przeszukiwanie archiwów zakończonych sprzedażą aukcji pocztówek w serwisach takich jak ebay, delcampe, allegro, todocoleccion etc.  Są to serwisy aukcyjne, gdzie spotyka się stosunkowo duża liczba  kupujących  i sprzedających, dostęp do nich nie jest odgórnie utrudniony, a osiągnięte ceny są w większości przypadków odzwierciedleniem zderzenia się rynkowych sił podaży i popytu.  To, że dochodzi niekiedy do wypaczeń (techniki nieuczciwego zawyżania ceny przez sprzedającego, brak zaufania kupujących do sprzedawców, nazbyt euforyczne licytowanie), nie zmienia dla mnie faktu, że są to na dzień dzisiejszy  najbardziej wiarygodne miejsca, gdzie mogę sobie gratis, własnymi siłami sprawdzić przybliżoną wartość posiadanych pocztówek.

delcampe.net

zdecydowanie jest to serwis numer 1, tak pod względem dostępnej historii aukcji zakończonych, które można śledzić na kilka lat do tyłu, jak i kompletności informacji oraz ilości przedmiotów, które możemy tu wykopać.  Spotkamy tu kolekcjonerów, antykwariuszy i drobnych handlarzy z całego świata, gdzie najliczniejszą grupę stanowią francusko-, angielsko- i niemiecko-języczni sprzedawcy oraz nabywcy.  Na pochwałę zasługuje wielojęzyczność serwisu ( do wyboru francuski, angielski, niderlandzki, włoski, niemiecki, hiszpański), rozbudowane fora dyskusyjne, gdzie zawsze możemy liczyć na szybką i kompetentną odpowiedź ze strony przyjaznych pasjonatów – wolontariuszy.

Do dzieła! – dla uproszczenia przyjmuję, wiemy co przedstawia pocztówka lub wg jakich słów kluczowych należy jej szukać w archiwum.  Jeżeli nie wiadomo co przedstawia pocztówka, bo np. napisy są w języku utrudniającym rozszyfrowanie miejsca, ewentualnie kartka ilustruje bliżej niezidentyfikowane obiekty, warto najpierw rozwiązać tę podstawową zagadkę.  Temu tematowi,  w wolnej chwili poświęcę osobny post, teraz jednak, na szybko mogę polecić zeskanowanie przedmiotu i wrzucenie zapytania na strony typu ask.com / yahoo.answers.com.

1. tak więc znając przedmiot naszych poszukiwań, wchodzimy na stronę http://www.delcampe.net i w okienku wyszukiwania wstukujemy interesujące nas hasło (np. „Warszawa„, „Kirchner” lub „pere noel„)

2. z rozwijanej listy kategorii wybieramy „pocztówki” (czyli w zależności od używanej wersji językowej serwisu „postcards„, „cartes postales„, „Ansichtskarten„, etc.)

3. klikamy na przycisk „szukaj”

wchodzimy na stronę www.delcampe.net

wchodzimy na stronę http://www.delcampe.net

Pojawić się nam powinny wyniki wyszukiwania, jednak domyślnie są to wyniki wyszukiwania aukcji trwających, a nam nie o takie chodzi – poszukujemy przedmiotów, których sprzedaż została zakończona. Aby wyświetlić przedmioty sprzedane, należy

4. w prawej kolumnie  wybrać aukcje zakończone i sprzedane  czyli  rozwinąć filty – Preferencje = Préférences  –  Zakończone = Fermées  – Tylko sprzedane = Uniquement vendues

5. z uwagi na wygodę, zawsze zaznaczam także opcję, która pozwala na wyświetlanie w pierwszej kolejności przedmiotów, które osiągnęły przy sprzedaży najwyższą cenę.  Jeżeli też uważacie to za pomocne, możecie w  sekcji Tri = sortowanie zaznaczyć Plus chers d’abord = najpierw najdroższe

6. Na koniec zatwierdzamy wybrane parametry wyszukiwania , klikając na dole lewej kolumny Utiliser ces paramètres = zastosuj te parametry

wybieramy kryteria wyszukiwania

wybieramy kryteria wyszukiwania

W efekcie, wyświetli się lista sprzedanych przedmiotów odpowiadających poszukiwanemu przez nas słowu kluczowemu. Poniższy zrzut ekranu przedstawia przykładowy ekran jednej z zakończonych aukcji, z informacjami o osiągniętej cenie końcowej (7), a także dokładną historią licytacji (8).  Jeżeli po wprowadzeniu słowa kluczowego (np. „Warszawa zoo” albo „fille avec parapluie”) okaże się, że nie ma żadnych wyników w historii aukcji zakończonych, może to oznaczać kilka rzeczy, np.

– zrobiliśmy błąd w pisowni (ewentualnie popełnił błąd sprzedawca, co zdarza się nie tak rzadko), pocztówka pod daną nazwą nie występuje i należy wpisać synonim lub też wpisać te samo słowo kluczowe, ale w innych językach (pamiętajmy,  że na delcampe większość przedmiotów opisanych jest po angielsku lub francusku i nie zawsze użytkownicy opisują sprzedawane przedmioty nazwami rodzimymi, np. „Warszawa” to po francusku „Varsovie”, a po hiszpańsku „Varsovia” – to samo dotyczy pocztówek, które nie są w ogóle opisane, a użytkownicy posługują się słowami kluczowymi wg prądów w sztuce, nazwami profesji, rekwizytów etc.

– nasza pocztówka jest dosyć rzadka i do tej pory prawdopodobnie nie była w sprzedawana na tym portalu, co może być dobrą wróżbą i zachętą do dalszych poszukiwań 🙂  Poszukiwania można kontynuować na ebay.com i portalach pokrewnych, a także w google.com oraz forach tematycznych, chociażby tych na delcampe.

– nasza pocztówka jest dosyć popularna i nikt jej ostatnio (w ostatnich latach) nie kupował lub jest uważana za pocztówkę wartościową i wiedzący  o tym sprzedawcy wystawiają ją po zawyżonej cenie, co powstrzymuje nabywców od zakupu – w tym wypadku powinniśmy wejść ponownie na stronę główną delcampe.net i ponowić wyszukiwanie w aukcjach trwających. Często się zdarza, że kartki padają ofiarami swojej popularności – jest ich albo zbyt dużo i „wszyscy już je mają” lub też  są tak wielbione przez handlarzy, że żaden nie chce opuścić ceny … .

dokładne wyniki licytacji dostępne natychmiast, bez opłat, rejestracji,  - archiwum obejmujące lata ubiegłe (stan na koniec 2013 roku)

dokładne wyniki licytacji dostępne natychmiast, bez opłat, rejestracji, – archiwum obejmujące lata ubiegłe (stan na koniec 2013 roku)

Dodatkowe wskazówki!

I w zasadzie to by było na tyle, jeżeli chodzi o wyszukiwanie na delcampe.  Pewnym problemem niekiedy mogą się okazać kwestie językowe, jak również słowa kluczowe i ich tłumaczenie na różne języki. Portal jest wielojęzyczny, ale na chwilę obecną nie radzi sobie najlepiej z polskimi znakami, dlatego wszelkie hasła typu „Lódź” ,  „Boże Narodzenie” lub „Wesołych Świąt” najlepiej wpisywać bez polskich znaków czyli zaleca się wpisać „Lodz” zamiast „Łódź”. Poniżej przykład wyszukiwania  – dla hasła „Łódź” wyszukiwarka delcampe nie znalazła niczego …..

Polskie znaki na delcampe.net

Polskie znaki na delcampe.net

Zamiast „Łódź” wpisano „Lodz”,  dzięki czemu okazało się, że mamy do przejrzenia aż 1377 wyników odpowiadających naszemu zapytaniu.  Może ale nie musi odnosić się to także do innych nazw występujących w obcych językach. Dlatego warto czasem spróbować powrzucać różne wersje pisowni tego samego wyrazu, żeby się przekonać, czy wyników rzeczywiście nie ma.

wyszukiwanie nazw zawierających polskie znaki

wyszukiwanie nazw zawierających polskie znaki

Jak sobie poradzić z językyami – angielskim, francuskim, włoskim etc.  ? Jak już wspomniałam – na delcampe mamy do wyboru kilka języków – jeżeli żaden z nich nam nie odpowiada warto skorzystać z oprogramowania tłumaczącego strony.

wybór języka delcampe

Osobiście, najchętniej korzystam z pobieżnego tłumaczenia, które z automatu dostępne jest w przeglądarce Chrome; dzięki Chrome bez problemu radzę sobie z czeskimi, węgierskimi, a nawet rumuńskimi stronami. Przeglądarkę Chrome można bezpłatnie, łatwo i szybko zainstalować stąd: https://www.google.com/intl/pl/chrome/browser/

Jeżeli Chrome już jest zainstalowana, odpal ją i wpisz adres www.delcampe.net , a następnie kliknij prawy klawisz myszy na pustym i niepodlinkowanym obszarze portalu, po czym z  menu rozwijanego wybierz opcję „Przetłumacz na język polski”.

9

Efekt powinien być, jak poniżej – portal delcampe w języku polskim; jasne – nie jest to taki ładny polski jak w książeczce, ale poruszać po najważniejszych miejscach strony da się bez problemu – będziemy wiedzieli, gdzie jest „szukaj”, gdzie „wyjście” i gdzie „pocztówki”.

10

Jeżeli przeglądarka Chrome jest skonfigurowana poprawnie pod względem języka, na górze strony zawsze pojawia się pasek pomocy, informujący o możliwości przetłumaczenia stron obcojęzycznych na naszą piękną polszczyznę.

12

Podsumowanie :

– Wyszukując staraj się używać różnych języków i synonimów przy – czasem naprawdę warto – np. Warszawa, Warschau, Varsovie, Varsovia; kobieta / dziewczyna – femme – Frau – fille – donna – femmina etc. Jest to bardzo pomocne, gdyż sprzedawcy pochodzą z różnych krajów i posiadając pocztówkę z widokiem Gdańska opisaną jako „Danzig” nie zawsze fatygują się, aby nazwę miasta podać w naszym ojczystym języku, chociaż jest to na ich korzyść.  Z tego chociażby wynika, że takie poszukiwania, nawet pojedynczego przedmiotu mogą być czasochłonne, ale niekiedy opłacalne.

– Jeżeli nie możemy znaleźć żadnych wyników, spróbujmy poszerzyć zakres wyszukiwania poprzez odrzucenie niektórych słów np. zamiast „fille parapluie robe” wpiszmy „fille parapluie” lub zamiast „Warschau Nacht 1900” spróbujmy „Warschau 1900”.

ebay.com –

Schemat szukania w wynikach serwisu ebay jest bardzo podobny do tego, który stosuję w delcampe.net. Największa różnica jest taka, że ilość wyników, które otrzymam będzie znacznie mniejsza, gdyż ebay utrzymuje historię zakończonych aukcji przez kilka tygodni, tak więc nie możemy sprawdzić w listopadzie, za ile sprzedano określony przedmiot w maju zeszłego roku. Bez względu na to, serwis ebay jest niezwykle przydatny z uwagi na ilość generowanego ruchu, tak więc jeżeli przeszukamy główne serwisy tego giganta  – ebay.de, ebay.fr, ebay. com,  ebay.co.uk, to bez wątpienia, jeżeli nie mamy w garści jakiegoś niesamowitego unikatu,  powinniśmy wycisnąć stamtąd potrzebne informacje dotyczące orientacyjnej wartości pocztówek lub innych drobiazgów.

Wyszukiwanie zamkniętych aukcji / sprzedanych przedmiotów jest proste. Wchodzimy na stronę www.ebay.com –

a. w okienku wyszukiwania wpisujemy hasło „bicycle„, z listy kategorii z prawej strony wybieramy „collectibles” i

b. klikamy „Advanced” (z prawej, obok dużego, niebieskiego „Search

ebay.com - jak przeszukiwać historię aukcji zakończonych

ebay.com – jak przeszukiwać historię aukcji zakończonych

Na następnej stronie zaawansowanego wyszukiwania

c. pozostawiamy słowo „bicycle”, jak jest

d. pozostawiamy „collectibles” na liście kategorii

e. niżej zaznaczamy ptaszkiem „sold listings” (przedmioty sprzedane)

ebay.com - jak przeszukiwać historię aukcji zakończonych

ebay.com – jak przeszukiwać historię aukcji zakończonych

schodzimy niżej i natej samej stronie zaznaczamy

f. Only show items: From preferred locations: „Worldwide” – z całego świata

g. klikamy na „Search” na dole strony

ebay.com - jak przeszukiwać historię aukcji zakończonych

ebay.com – jak przeszukiwać historię aukcji zakończonych

Pojawi się lista wyników. Ale uwaga ! – wyniki pokażą wszystkie przedmioty kolekcjonerskie mające w tytule „bicycle”. My szukamy tylko pocztówek, dlatego w lewej kolumnie klikamy na „Postcards„,  co powinno ostatecznie wyświetlić pożądaną listę wyników odpowiadającą naszemu słowu kluczowemu. Jeżeli wyników jest bardzo dużo, wyszukiwanie można zawęzić wpisując zamiast słowa „bicycle” kombinację np. „old bicycle” lub „vintage bicycle” itd.

ebay.com - jak przeszukiwać historię aukcji zakończonych

ebay.com – jak przeszukiwać historię aukcji zakończonych

Warto wiedzieć! – zaznaczenie w opcjach wyszukiwania zaawansowanego „Worldwide” (czyli wyszukuj wyniki na całym świecie) nie oznacza, że pojawią nam się wszystkie wyniki z wszystkich krajów. Opcja ta będzie działać tylko w przypadku, jeżeli sprzedawca wypełniając formularz aukcyjny podał opcję wysyłki „Worldwide”.  Nie wszyscy sprzedawcy to robią, dlatego aby znaleźć poszukiwany przedmiot , w tym wypadku pocztówkę, warto  pokopać na innych serwisach należących do ebay.

Inne strony należące do wielkiej rodziny ebay, które warto przeszukać:

http://www.ebay.de

http://www.ebay.it

http://www.ebay.co.uk

http://www.ebay.fr

http://www.ebay.be

Wszystkie strony regionalne ebay można znaleźć tutaj:   http://www.ebayinc.com/who_we_are/one_company

allegro.pl – 

Wyników aukcji zakończonych w polskim serwisie allegro można szukać na dwóch niżej podanych stronach.

http://archiwum.allegro.pl/
http://archiwumallegro.pl/szukaj/

W tym roku serwis usunął niezwykle przydatną dla wielu użytkowników opcję wyszukiwania w świeżo zakończonych aukcjach, dzięki czemu z poziomu serwisu można było sprawdzić ceny sprzedanych przedmiotów w ciągu ostatnich 2 miesięcy (lub może 3 – nie jestem pewna). Wyżej podane strony oczywiście są użyteczne, jednak wygoda poruszania się po nich pozostawia wiele do życzenia.

Gdzie jeszcze szukać?

Serwisów aukcyjnych w internecie jest naprawdę dużo. Nie wszystkie jednak są tak dla mnie wygodne w obsłudze, jak wyżej opisane.  Podstawowy problem to ilość zarchiwizowanych aukcji, ich dostępność oraz miarodajność wyników. Większe domy aukcyjne, cieszące się na  prestiżem większym niż portale aukcyjne,  mają swoje schematy działania i swoich wiernych klientów, którymi są zazwyczaj bardziej majętni i wygodni uczestnicy rynku (ja jestem raczej drobnym myśliwym, łowczynią okazji, toteż chętniej wybieram ukochane portale delcampe/ebay). Jest to pewne ograniczenie, które w wielu przypadkach sprawia, chociaż nie jest to zawsze obowiązującą regułą, że ceny tam osiągnięte są wyższe niż na licytacjach ebay/delcampe.  Wiąże się to m.in. z większym zaufaniem, jakim cieszą się licytacje organizowane od lat przez dane domy aukcyjne, które zazwyczaj mają lepszy i już wyselekcjonowany towar (na ebay/delcampe/allegro – mamy „groch z kapustą”, który osobiście uwielbiam, gdyż jestem maniaczką przebierania i nałogowym szperaczem); jeżeli chcemy się kierować tymi wynikami, powinniśmy je skorygować czasem w dół, a czasem w górę, w zależności od okoliczności.   Dla takiego przeciętnego użytkownika, jak ja, który ma garstkę podziadkowych lub strychowych pocztówek do sprawdzenia, na pewno znacznie miarodajnym źródłem wiedzy są powszechnie dostępne aukcje internetowe – ebay, delcampe, allegro. Jeżeli mam kilka różnych cen tego samego przedmiotu, to przeważnie biorę pod uwagę tę najniższą. Oprócz tych już wspomnianych serwisów, można się posiłkować także innymi, pomocnymi, choć już nie tak elastycznymi w obsłudze stronami. Warto pamiętać o istnieniu:

http://www.todocoleccion.net/orientaprecios/ – Todocoleccion to hiszpańskojęzyczna adresowana do kolekcjonerów wszelakich; znajdziemy tam pocztówki, znaczki, naklejki, zabawki, magazyny i wiele innych.  Sekcja „orientaprecios”  działa jak wyszukiwarka w archiwum aukcji zakończonych, wyrzucając historyczne wyniki sprzedaży dla określonego słowa kluczowego.  Jeżeli nie mamy pocztówek związanych ze światem hiszpańskojęzycznym, narzędzie to będzie nam pomocne jedynie w niewielkim zakresie. Warto jednak znać.

http://www.liveauctioneers.com – wyniki zakończonych licytacji, zarówno stacjonarnych, jak i internetowych, z opisami, zdjęciami i cenami  – dostępne do przeglądania bezpłatnie po zarejestrowaniu.

http://www.worthpoint.com –  korzystanie z serwisu odpłatne. Zalety to duża baza danych  ze zdjęciami, opisami przedmiotów i wynikami sprzedaży;  źródło danych to zarówno  aukcje internetowe, jak i wyniki pochodzące z profesjonalnych domów aukcyjnych. O wycenę  przedmiotu można zapytać także eksperta. Warto tu zajrzeć i sprawdzić jeżeli istnieje duże prawdopobieństwo, że posiadany przedmiot jest wartościowy.

http://www.wiener-werkstaette-postkarten.com  – aukcje pocztówek „z wyższej półki” warsztaty wiedeńskie, bauhaus etc.  – na stronie ogólnie dostępne także wyniki aukcji zakończonych – jeżeli jesteście nowi w temacie pocztówek, to naprawdę warto tam zajrzeć, żeby przekonać się,  ile mogą kosztować zwykłe, a jednak niezwykłe, karty pocztowe :)!

Jeżeli chcę się dowiedzieć,  jakie notowania ma określona tematyka (nie konkretna pocztówka) czasem sięgam do dostępnych zasobów udostępnionych przez stacjonarne i internetowe domy aukcyjne. W tym wypadku dobrym adresem jest http://www.philasearch.com/ – serwis będący platformą skierowaną do profesjonalnych domów aukcyjnych obracających się w obszarze znaczków pocztowych i pocztówek. Oprócz możliwości śledzenia bieżących ofert, serwis udostępnia także wyniki aukcji zakończonych. Warta uwagi jest też sekcja informacyjna dotycząca współpracujących domów aukcyjnych http://www.philasearch.com/de/auctionhouses.html . Z naszego rodzimego podwórka, można spróbować zaopatrzyć się w katalogi i dostępne online listy wynikowe pocztówkowych aucji organizowanych tutaj  http://www.m-c.com.pl/ .

Bez względu na to w jakim miejscu grzebię, staram się zawsze dowiedzieć  za jaką cenę w ostatnim czasie sprzedano pocztówkę taką jak moja. Do tego celu pomocne okazują wszelkie dostępne narzędzia, z katalogami drukowanymi włącznie.

Czy może być prościej ?

Może, ale niekoniecznie korzystniej i już nie samodzielnie.  Zawsze można nasze kartki dać do wyceny specjaliście. Sama nigdy tego nie robiłam, bo nie miałam takiej potrzeby. Gdzie w Polsce siedzą tacy specjaliści od filokartystycznych zbiorów? Osoby mogące  się wypowiedzieć w kwestii cen kart pocztowych polskich można spotkać na rozmaitych giełdach kolekcjonerskich.  Jeżeli macie pocztówki zagraniczne, topograficzne lub tematyczne, najlepiej oddać je do wyceny w kraju, skąd pochodzą- przynajmniej ja bym tak zrobiła. Wyceny mogą dokonać także domy aukcyjne oraz firmy handlujące kartkami, gdyż z reguły są oni sami zainteresowani ich zakupem. Ze zbiorami kartek tematycznych lub widokami miejsc/miast/wsi zagranicznych, najpierw udałabym się po opinię do sklepów/handlarzy zagranicznych.

Dla kogo adresowany jest ten post ?
Dla każdego,  kto ma pocztówki do wyceny i trochę czasu oraz cierpliwości. Pocztówkę może sobie wycenić każdy i istnieje b. duże prawdopodobieństwo, że będzie to wycena jak najbardziej trafiona.

Od dawna się nosiłam z zamiarem stworzenia tego tekstu, chciałam, żeby był wyczerpujący, kompletny, poprawny. W efekcie po wielu miesiącach zwlekania i opracowywania strategii, jak tu się do tego „dzieła” zabrać nie napisałam ani zdania. W związku z powyższym, że temat mnie męczy już od sama-nie-pamiętam-kiedy, postanowiłam zmienić plan i napisać go całkowicie na luzie.  Mam nadzieję, że wskazówki tu ujęte, chociaż dla niektórych pewnie zbyt drobiazgowe, będą pomocne. Wszystko co tu napisałam, oparte jest na moich amatorskich doświadczeniach i chętnie skorzystam ze wszelkich Waszych spostrzeżeń, jeżeli macie życzenie się nimi podzielić. 

Projekt „Obraz Tatr i Podtatrza na pocztówkach” STRONA Z POCZTÓWKAMI Z TATR TUTAJ

Zdygitalizowane zbiory Ośrodka Dokumentacji Tatrzańskiej oraz Muzeum w Kieżmarku w formie bazy danych wraz z wyszukiwarką.

Sąsiedzkie wykopki szufladowe cz.I

Sąsiedzi sąsiadów znajomych podczas postypowych wykopek nazbierali garstkę listów i pocztówek z czasów PRL, które zapewne spotkałby smutny los śmietnikowy, gdyby nie czujność dobrych ludzi, którzy o mnie i o moich inklinacjach pamiętają. W ten oto sposób stałam się w ciągu jednego dnia właścicielką niechcianego skarbu rodziny „X” złożonego z około 200 sztuk listów, pocztówek i zdjęć . Skarb jest oczywiście bezcenny – dostałam go za friko i nie zamierzam zbywać w najbliższym czasie ze względu na  brak czasu na skanowanie, opisywanie etc. Wśród niewycenionych znalezisk mamy fotograficzne pocztówki z Polski, głównie z lat 1960-tych, kilka kartek świątecznych, telegramy, karty pocztowe z demoludów i krajów Europy Zachodniej, wiele listów zagranicznych z Anglii i Niemiec (te ostatnie zubożały o znaczki pocztowe, które zostały podręcznikowo wycięte z kopert i zapewne teraz grzeją miejsce w jakiejś kolekcji filatelistycznej). Znalazł się nawet jeden bilet kolejowy do Lipska z 1968 roku. Nie muszę chyba nadmieniać, że popołudnie miałam bardzo sympatyczne i to pomimo to, że unikatów niestety „niet”. Na początek

1.

Jadąc od góry – koperta listu nadanego w Senegalu w lipcu 1967. W kopercie oprócz zapisanego świstka papieru znajdowała się także urocza fotograficzna pocztówka przedstawiająca handlarzy ryb. Poniżej koperta z Włoch z roku 1968, dalej już nasza krajowa kopera, ze skromnym znaczkiem i stemplami propagującymi „PZU Ubezpieczenia Zaopatrzenia Dzieci” oraz „PZU Ubezpieczenia Rentowe Zapewniają Spokojną Starość „. Ostatnia koperta PKO I Oddział w Warszawie, Ew. 1, ul. Sienkiewicza 12/14 i jakże chwytliwe hasło reklamowe ” Masz złotówkę chcesz mieć sto – składaj skrzętnie w PKO.

Wykopkowe koperty z PRL ;) Senegal, Włochy i Polska Ludowa

Wykopkowe koperty z PRL 😉 Senegal, Włochy i Polska Ludowa

Tutaj pocztówka z Senegalu i handel rybami:

Editions HOA-QUI, Afrique en Couleurs, Targ rybny, Marchandes de poissons

Editions HOA-QUI, Afrique en Couleurs, Targ rybny, Marchandes de poissons

2.

Najciekawszymi pocztówkami dla mnie, jakie będą pasowały do mojego zbiorku są kartki artystyczne – okolicznościowe, w tym zdobne telegramy:

Wesołych Świąt, pocztówka świąteczna ze Świętym Mikołajem, autor: Danuta Imielska, RUCH, 1962

Wesołych Świąt, pocztówka świąteczna ze Świętym Mikołajem, autor: Danuta Imielska, RUCH, 1962

Wesołych Świąt, kartka rozkładana artystyczna, autor: Janusz Stanny, RUCH 1966

Wesołych Świąt, kartka rozkładana artystyczna, autor: Janusz Stanny, RUCH 1966

Kartka rozkładana, artystyczna, kwiaty - wzór ludowy,  autor. Ewa Salamon, wyd.  RUCH, 1966

Kartka rozkładana, artystyczna, kwiaty – wzór ludowy, autor. Ewa Salamon, wyd. RUCH, 1966

Kartka rozkładana, artystyczna, pawie, autor. A. Balcerzak, wyd.  RUCH, 1964

Kartka rozkładana, artystyczna, pawie, autor. A. Balcerzak, wyd. RUCH, 1964

Telegramy z kopertami, rok 1964

Telegramy z kopertami, rok 1964

3.

Klasztor na Jasnej Górze, Częstochowa, pocztówka obiegowa z 1959 roku, fotograficzna

Klasztor na Jasnej Górze, Częstochowa, pocztówka obiegowa z 1959 roku, fotograficzna, Polskie Towarzystwo Turystyczno Krajoznawcze

Klasztor na Jasnej Górze, Częstochowa, pocztówka obiegowa z 1959 roku, fotograficzna, Polskie Towarzystwo Turystyczno Krajoznawcze

4.

Park Miejski w Białymstoku, pocztówka fotograficzna, Wojskowa Agencja Fotograficzna, Warszawa

Park Miejski w Białymstoku, pocztówka fotograficzna, Wojskowa Agencja Fotograficzna, Warszawa, RUCH, c. 1953

Park Miejski w Białymstoku, pocztówka fotograficzna, Wojskowa Agencja Fotograficzna, Warszawa, RUCH, c. 1953

5.

Pocztówka fotograficzna z Sopotu, 1956 rok

Sopot - molo, kartka fotograficzna, 1956,

Sopot – molo, kartka fotograficzna, 1956,

6.

Hotel MERKURY w Poznaniu,  Pocztówka fotograficzna ( kolorowa ! ) z 1965 roku

Hotel MERKURY - Poznań,  Pocztówka fotograficzna nadana w  1965 roku, RUCH

Hotel MERKURY – Poznań, Pocztówka fotograficzna nadana w 1965 roku, RUCH

7.

Tatry, Żółta Turnia ok. 1966 , pocztówka fotograficzna

Tatry, Żółta Turnia ok. 1966 , pocztówka fotograficzna, fot. P. Mystkowski

Tatry, Żółta Turnia ok. 1966 , pocztówka fotograficzna, fot. P. Mystkowski

8.

Sandomierz – Gastomianum ( obecnie liceum ogólnokształcące), c. 1961

Sandomierz - Gastomianum ( obecnie liceum ogólnokształcące), około 1961, wyd. RUCH, fot. B. Malmurowicz

Sandomierz – Gastomianum ( obecnie liceum ogólnokształcące), około 1961, wyd. RUCH, fot. B. Malmurowicz

9.

Ruiny Zamku w Ujeździe, ok. 1966 roku, kartka fotograficzna

Ujazd - ruiny zamku, fot. P.Pierściński, ok. 1966, PTTK,

Ujazd – ruiny zamku, fot. P.Pierściński, ok. 1966, PTTK,

10.

Krynica – fragment uzdrowiska, pocztówka fotograficzna

Krynica - fragment uzdrowiska, pocztówka fotograficzna, ok. 1968, fot. G. Russ, PTTK

Krynica – fragment uzdrowiska, pocztówka fotograficzna, ok. 1968, fot. G. Russ, PTTK

11.

Ha! Znalazło się też cosik, co ucieszyłoby miłośników i kolekcjonerów latarni morskich. Oto latarnia morska w Rozewiu – pocztówka fotograficzna;  Latarnia morska  z 1731 roku, rozbudowana w 1910 roku. Należy do największych w Europie. Wysokość 27m, siła światła 4 miliony świec, błyski widoczne na odległość 60km.

Rozewie, Latarnia Morska, pocztówka fotograficzna, ok. 1967 roku, fot. J. Siudecki

Rozewie, Latarnia Morska, pocztówka fotograficzna, ok. 1967 roku, fot. J. Siudecki

12.

Jezioro Garcz, pocztówka fotograficzna, RUCH, ok. 1961 roku

Jezioro Garcz, pocztówka fotograficzna, RUCH, ok. 1961 roku

Jezioro Garcz, pocztówka fotograficzna, RUCH, ok. 1961 roku

13.

Piękny, okaleczony Wrocław. Fragment miasta – widok  z wieży Ratusza.

Wrocław, widok z wieży Ratusza, fot. L. Święcki, PTTK, Wrocław

Wrocław, widok z wieży Ratusza, fot. L. Święcki, PTTK, Wrocław

14.

Jastarnia, Port Rybacki, pocztówka fotograficzna RUCH

Jastarnia, Port Rybacki, pocztówka fotograficzna RUCH, fot. J. Siudecki

Jastarnia, Port Rybacki, pocztówka fotograficzna RUCH, fot. J. Siudecki

15.

Pocztówka fotograficzna o nietypowych wymiarach. Port w Gdyni i statek BATORY. Dodatkowo ciekawy rewers z ładną hotelową vlepką ” International Student Hotel”.

Gdynia, Statek Batory, pocztówka fotograficzna, 1965

Gdynia, Statek Batory, pocztówka fotograficzna, 1965

(rewers) Gdynia, Statek Batory, pocztówka fotograficzna, 1965

(rewers) Gdynia, Statek Batory, pocztówka fotograficzna, 1965

16.

Oto zdjęcie bez oznaczeń pocztówkowych, o nietypowych dla kartek pocztowych wymiarach 10×24. Na rewersie informacja o wytwórcy : Spółdzielnia Foto-Jedność, Zakopane, Fot. St. Burnatowicz,

fotografia wysłana jako pocztówka, St. Burnatowicz, Zakopane

fotografia wysłana jako pocztówka, St. Burnatowicz, Zakopane

W stercie kartek były także listy – niektóre w kopertach, inne bez. Nie udało się niestety wszystkich przeczytać, bo pismo niekiedy mało czytelne,  a i cierpliwości brak. Znalazły się jednak dwa listy pisane na maszynie.  Których ciekawsze fragmenty przytoczę.

17.

List polskiej zakonnicy z Włoch nr. 1. Zaznaczyłam ciekawy fragment, który cytuję, dotyczący nawiązania do historii polskich Ziem Zachodnich: ” (…)Teraz zabiorę się do przestudiowania naszej Historji, dotyczącej naszych ziem zachodnich, w tych dniach dzienniki niemieckie zupełnie bezwstydnie kłamią, mówiąc, że te ziemie zawsze należały do nich, chcę to sprostować na podstawie historji, bo wiem przecież, że Słowianie zajmowali ziemie aż tam, gdzie jest obecnie Berlin. Mieszko I połączył te różne szczepy słowiańskie, które najpierw nazywały się Polanami, a potem Polską. To pamiętam doskonale, a teraz jeszcze sobie powtórzę historię, napiszę na ten temat i dam do wydrukowania jednemu ze znanych dziennikarzy, bo nie chcę, aby to było wydrukowane pod moim nazwiskiem, bo jestem zakonnicą. Chodzi mi tylko o to, aby prawda była wiadoma. Nie mogę zrozumieć. jak Niemcy mogą takie bzdury pisac, ale też i tego, że nasi Polacy cicho siedzą i mało co piszą na ten temat. (…)”.

list z Włoch, 1967 rok

list z Włoch, 1967 rok

18.

List z Włoch nr. 2, połowa lat 1960-tych. List pisany przez tę samą zakonnicę, tym razem ciekawy fragment nawiązuje do lotu w Kosmos i wycieczek na księżyc: „(…) Tu wszyscy mówią, że te słoty zawdzięczają się tym próbom samolotowym na księżyc, gdyż poruszają się chmury radioaktywne, które przynoszą tyle zła. Prawdy rzekłszy, ja tych rzeczy nie uczyłam się, więc nie wiem, kto ma rację, a kto nie. Może by Witek coś mi na ten temat napisał, przecież on uczy się pewno tych rzeczy, tak teraz przez wszystkich omawianych, ale ja nie mam czasu teraz tym się zajmować  poważnie, wystarczają mi te wiadomości, które podają gazety, mniej lub więcej dokładnie. Ja sama jakoś nie bardzo dużo spodziewam się korzyści z tych wycieczek na księżyc, pewno jest to bardzo ciekawe, ale nie byłoby lepiej dać  na razie te olbrzymie sumy na tych ludzi, którzy umierają z głodu? Na księżycu nie ma światła, nie ma powietrza, jest okropnie zimno, powierzchnia księżyca jest miękka, więc jaka korzyść  materjalna może z tego być ? Ale zostawiam ten znak zapytania ludziom, którzy poświęcają tej sprawie wiele nauki  i badań, nasi potomkowie będą to wiedzieli, a my jesteśmy w ciemnościach, co przyniesie przyszłość . (…)”

list pisany na maszynie, połowa lat 1960-tych

list pisany na maszynie, połowa lat 1960-tych

Kartek pocztowych z widokami z Polski jest więcej, jednak na dzisiaj to by było na tyle, z polskich akcentów..  W drugiej części, jak starczy zapału, zeskanuję kilka kartek zagranicznych.

Jak wspomniałam w papierzyskach zapętlił się niewinny bilecik kolejowy na pociągi pośpieszne z Warszawy Głównej  ( Orbis) do Lipska Hauptbahnhof przez Poznań Słubice.

Bilecik do Lipska, z 19 kwietnia 1967

Bilecik do Lipska, z 19 kwietnia 1967