Tag Archive: karty pocztowe


Filokartystyka jest powszechnie znanym i uprawianym hobby na całym świecie. Jeżeli przyjrzymy się jednak profilom zainteresowań, które dominują w poszczególnych krajach, zauważymy ciekawe różnice. Polski filokartysta ceni sobie „historię” w szerokim tego słowa znaczeniu – zbiera się widoki miast i wsi (temat typowy dla każdego państwa), tematykę militarną i patriotyczną.  W Wielkiej Brytanii oraz innych krajach o ustroju monarchicznym daje się zaobserwować większe niż gdzie indziej zainteresowanie kartkami „royalty” czyli przedstawieniami głów panujących i ich rodzin.  Tam gdzie był lub jest nadal silnie rozwinięty przemysł filmowy, kolekcjonerzy chętniej się skupiają na pocztówkach z wizerunkami aktorów – USA, Francja, Niemcy etc.  Cała Zachodnia Europa i USA kochają piękne pocztówki artystyczne, Ameryka, chociaż nie tylko, zbiera Halloween. No bardzo to uprościłam – wiem.  Nie da się przypisać kolekcjonerom w danym kraju jakiejś jednej łatki, chociaż każdy ma swoje pewne wyróżniki.

Grzebiąc już od jakiegoś czasu w pocztówkach francuskich nabrałam przekonania, że tamtejsi zbieracze lubują się w rozmaitych tematach dokumentalnych, obyczajowo-społecznych. Wiele jest tam pocztówek pokazujących rozmaite uroczystości, wydarzenia, a nawet drobne zdarzenia codzienne jak wypadki drogowe, kolejowe, egzekucje, pojmania przestępców, pożary, powodzie i wiele innych. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że Francuzi mają ogromną ilość materiału na ten temat, czego się nie da porównać np. z tym, co widuję w Polsce. Wszelakie pocztówki typu „dawne zawody” to jeden z ciekawszych obszarów zainteresowań filokartysty we Francji. Wśród nich znajdziemy jeden, który cieszy się szczególną popularnością (lub innymi słowy, na który jest obecnie moda). Chodzi tu o pocztówki ilustrujące wędrownych demonstratorów niedźwiedzi (po francusku „montreur d’ours” = „ten co pokazuje niedźwiedzie„). Nie wiem czy nazwa, którą wymyśliłam „demonstratorzy niedźwiedzi” jest trafna, ale „pokazywacze niedźwiedzi” gryzło mnie w uszy, a „treserzy niedźwiedzi” kojarzyło się nazbyt swojsko jak na to, co faktycznie robili „montreurs d’ours” (przybliżona wymowa: „mątrer durs”).

Demonstratorzy niedźwiedzi to zawód znany od czasów średniowiecza.  Osoby trudniące się tym fachem, wędrowały od miasteczka do miasteczka, od wsi do wsi, przemierzając często wielosetkilometrowe odcinki pomiędzy państwami  pieszo oraz dając pod gołym niebem publiczne pokazy sztuczek z udziałem wcześniej przygotowanych do tego celu niedźwiedzi.  Zawód ten szczególnie rozwinął się w Europie w XIX wieku, zwłaszcza w biedniejszych, górzystych regionach, jak francuski l’Ariège,  Abruzzo we Włoszech, czy niektóre rejony Bałkanów. Dawniej widok wędrowca z niedźwiedziem nie był czymś rzadkim, dzisiaj jednak zawód ten praktycznie zniknął. Demonstratorów niedźwiedzi można jeszcze spotkać w czasie festynów lub pokazów cyrkowych.

W Pirenejach zawód ten był w pewnych regionach tak rozwinięty na skalę niemal przemysłową. Wioska Ercé miała w XIX wieku podobno nosić dumne miano regionalnej „szkoły niedźwiedzi”. (info: wikipedia.fr)

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours

Pireneje – pocztówka francuska „Miejscowy niedźwiedź”. (fot. delcampe.net)

We Włoszech, wędrowny demonstrator (demonstratorzy znani byli tam jako ” orsanti „), nabywszy wytresowanego niedźwiedzia wyruszał w drogę, często na 2 lata. Pieszo pokonywał Alpy, kierując się przez Lombardię, Wenecję w stronę Niemiec  i Europy Wschodniej, dając za dnia pokazy na placach miast i miasteczek, które odwiedzał. Ci, którym udało się przeżyć, wracali do siebie po odbyciu kilku takich podróży, albo wyruszali do jeszcze odleglejszych krain, jak Rosja, Finlandia, Norwegia czy Ameryka. (info: wikipedia.fr).

Abruzzo we Włoszech, skąd wywodziło się wielu "orsanti".  (fot. TUBS / wikimedia.commons)

Abruzzo we Włoszech, skąd wywodziło się wielu „orsanti”. (fot. TUBS / wikimedia.commons)

Poniżej kolejna pocztówka z Pirenejów, z typowym przedstawicielem niedźwiadkowego fachu.

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (14)

Pireneje – demonstrator niedźwiedzi (fot. delcampe.net)

Pokazy niedźwiedzi musiały być niezwykłą atrakcją dla lokalnej ludności, a szczególnie dla dzieciaków, które, jak pokazują liczne pocztówki, gromadziły się wokół przybysza  i wyczekiwały z niecierpliwością trików i sztuczek.  Pamiętajmy, że były to czasy, gdy radio  i telewizja nie funkcjonowały, dostęp do gazet i książek był w pewien sposób ograniczony dla biedniejszych warstw.  Cyrk pod gołym niebem musiał być wspaniałym przeżyciem dla mieszkańców żyjących z dnia na dzień pracą i prostymi obowiązkami. Czy potrafilibyśmy sobie wyobrazić ten dreszczyk emocji towarzyszący wieści, że do miasteczka zawitali wędrowni cyganie z tańczącym niedźwiedziem ?

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (9)

Pireneje, l’Ariège – demonstrator niedźwiedzi w trakcie spektaklu pod gołym niebem…(fot. delcampe.net)

Noaillan to niewielka miejscowość w Akwitanii, w południowo -zachodniej Francji. W oku 1990 zamieszkiwało tam niespełna 900 osób.  Do poniższego zdjęcia, wykonanego na początku XX stulecia, zbiegły się chyba wszystkie maluchy z okolicy i ustawiwszy się w cieniu bohatera dnia, zostały tak oto uwiecznione .  Dwie radości za jednym razem –  pokaz wędrownego przybysza z daleka i wspólne zdjęcie, które przetrwa pokolenia ….

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (15)

Noaillan – na placu (fot. delcampe.net)

Pokazom demonstratorów towarzyszył pewnie handel pamiątkami, a w szczególności pocztówkami. Poniżej dwie ciekawe pocztówki z serii „malownicza Owernia” (L’Auvergne pittoresuqe) przedstawiające demonstratora ze swoim podopiecznym.  Podpis pod obrazkami ma na celu wywołanie reakcji przerażenia, wzbudzenia sensacji wśród uczestników pokazów,  a także przypomnienia, że obserwowane zwierzę jest w gruncie rzeczy dzikie i może być niebezpieczne, co ostatecznie musiało przyczyniać się do wzrostu sprzedaży kartek. Opisy na rzeczonych pocztówkach informują odbiorców ” Ten niedźwiedź, jest tym samym, który w czerwcu 1906 pożarł dziecko w Beaumont, niedaleko Brioude„.  Reklama dźwignią handlu :).

Demonstrator niedźwiedzi

Demonstrator niedźwiedzi

Kolejna pocztówka z niedźwiedziem – pożeraczem dzieci. Na drugim planie, w bezpiecznej odległości, pozuje do zdjęcia grupka zaciekawionych,  lokalnych uczniaków….

Demonstrator niedźwiedzi

Ten niedźwiedź, jest tym samym, który w czerwcu 1906 pożarł dziecko w Beaumont, niedaleko Brioude

Wędrowne, „jednoosobowe cyrki” przemierzały kiedyś całą Europę, dając pokazy w większych lub mniejszych miejscowościach, bardzo często podczas festynów, które pozwalały na zgromadzenie odpowiedniej publiczności.  Niedźwiedzie nie były jedynymi zwierzętami, które stanowiły atrakcję pokazów, ale spośród papug, małp, wielbłądów, to właśnie one cieszyły się szczególnym zainteresowaniem. Waga misia dochodziła do 350kg, a gdy stanął na dwóch łapach mierzyć mógł nawet 2 metry.  Mimo to, że był do pokazów specjalnie przygotowany, tańcząc, skacząc, zataczając kółka,  a także „pojedynkując się” ze swoim panem, to tak naprawdę spektatorzy zawsze mieli świadomość, że przecież jest to dzikie i niebezpieczne zwierzę, które mimo tresury może zachowywać się w sposób nieprzewidywalny. (info: museogliorsanti.it )

sztuczka z rowerem (foto Julietaurines/delcampe.net)

Sztuczka z rowerem (foto Julietaurines/delcampe.net)

Bałkany

Na Bałkanach, Romowie trudniący się tym zajęciem znani byli w Rumunii pod nazwą ” Ursari „; W Bułgarii i Serbii zwano ich Meckari, w Albanii i Kosowie – Arushgjike, a Arkoudhiares  w Grecji (info Wikipedia.fr).

Ursari Rumunia (foto: Virtok, delcampe.net)

Ursari – Sinaia, Rumunia (foto: Virtok, delcampe.net)

Ursari Rumunia (fot. Papervend, delcampe.net)

Ursari Rumunia (fot. Papervend, delcampe.net)

Gdy patrzę na te stare pocztówki, wydające się dzisiaj może nieco osobliwymi, mam nieodparte wrażenie,  że niedźwiedź jawił się dawniej jako zwierzę niemal mityczne. Jak informuje wikipedia.fr,  węgierscy demonstratorzy niedźwiedzi byli szczególnie cenieni w Niemczech, jako że niedźwiedzie, często nie były tam zwierzętami ludziom znanymi, z uwagi na deforestację terenów mającą miejsce od czasów średniowiecza. (wikipedia.fr).  Widok nieznanego stworzenia wykonującego różne triki dla zabawy musiał być fascynującym widowiskiem. Trudno to nam sobie wyobrazić,  dzisiaj, kiedy kilkoma kliknięciami możemy sobie załatwić dostęp do niemal każdej  informacji.  A może powinniśmy sobie wyobrazić ufo-ludka z planety X, podskakującego wesoło na jednej nodze, żeby spróbować zbliżyć się do doznań towarzyszących ludziom w trakcie dawnych pokazów niedźwiedzi?

Demonstratorzy niedźwiedzi jako temat do kolekcjonowania?

Jak każdy rodzaj karty pocztowej, także i ten, znajduje swoich amatorów. I to nie byle jakich. Pocztówki z pociesznymi niedźwiadkami  i ich panami mają swoich zaciekłych wielbicieli, szczególnie we Francji, gdzie często za pojedynczą pocztówkę trzeba zapłacić kilkadziesiąt Euro, a niekiedy nawet kilkaset.  Ilość materiału na temat wędrownych demonstratorów niedźwiedzi jest tam dosyć spora, co stwarza dobre warunki „rynkowe” dla zbieraczy.  Samo bogactwo zdjęć i przedstawień na starych kartach pocztowych, pozwala nam uzmysłowić sobie, że zajęcie te było ok. 100 lat temu naprawdę popularne. Z drugiej strony,  niemal całkowity brak podobnych pocztówek w Polsce, zastanawia  i intryguje.  U nas jest to temat   chyba w ogóle nieznany. Osobiście nie widziałam ani jednej pocztówki polskiej z demonstratorem niedźwiedzi. Nie powinniśmy się tym oczywiście przejmować, bo każdy ma swojego konika, którego z lubością, do bólu zajeżdża. My w Polsce mamy słabość do militariów, topografii, pamiątek patriotycznych, w tym pocztówek nawiązujących do tych tematów. Wojny i walka o niepodległość są głęboko zakorzenione w naszej świadomości i stanowią pewną część „tradycji”. Taką samą, przepełnioną nostalgią i możę nawet niekiedy utraconą tradycją są we Francji omawiani „demonstratorzy niedźwiedzi”, kojarzeni często z romantycznym światem przodków, a nawet dzieciństwa, który odszedł.  Chęć zachowania tego świata chociażby  w obrazach, odzwierciedla się w wysokich cenach tych kartek i wzmożonym popycie, jaki daje się zaobserwować już od jakiegoś czasu.

„Demonstratorzy niedźwiedzi dzisiaj :

Działające muzeum we Włoszech – museo gli Orsanti :

http://www.museogliorsanti.it

Ciekawie i romantycznie wszystko to wygląda na pocztówkach.  Ginący zawód i pocieszny zwierzak robią performanse na wolnym powietrzu. Zawód ten, będący źródłem przychodu dla ludzi, stanowił i nadal stanowi, w pewnych regionach świata, źródło cierpienia dla zwierząt. Patrząc na te stare pocztówki, łatwo zapomnieć o tym aspekcie sprawy.

źródła z których korzystałam przy tworzeniu wpisu:

delcampe.net (zdjęcia)

fr.wikipedia.org/wiki/Montreur_d’ours

ariege.com/montreursdours/index.html

Aktualizacja z dnia 23.11.2014

Dzięki gościowi z FB dowiedziałam się, że prawidłowa polska nazwa tego zawodu to ” niedźwiednicy „

Dzięki innemu odwiedzającymi mój blog, dzielę się z Wami niecodziennym dla nas obecnie widokiem niedźwiadka na terenie Karpacza ( tutaj )

„Das Schönste im Leben ist umsonst”

Czy gratisowe pocztówki muszą być nudne ? Czy gratisowe pocztówki muszą być tandetne ? Nie! Oto kilka kartek z serii promującej Goethe Institut. Ciekawa koncepcja, przykuwający oko projekt i szczypta dowcipu. Takie bywają niekiedy darmowe zdobycze pocztówkowe. Ponieważ zaciekłą pasjonatką „gratisów” tudzież „reklamowych fantów” nie jestem, toteż nie mam ich wiele u siebie. Decyduję się zabierać pod swój dach jedynie te drobiazgi, które czymś mnie zachwycą. „Zachwycą”? Zdecydowanie tak, uważam, że te parę tekturek zasługuje na uznanie.

Spotykanie podobnych słodyczy zawsze sprawia mi wiele radości i będę ich wypatrywać uważnie.

"kultura codziennego użytku" pocztówka wydana przez  Goethe Institut

„kultura codziennego użytku” pocztówka wydana przez Goethe Institut

"kultura codziennego użytku" pocztówka wydana przez  Goethe Institut

„kultura codziennego użytku” pocztówka wydana przez Goethe Institut

"kultura codziennego użytku" pocztówka wydana przez  Goethe Institut

„kultura codziennego użytku” pocztówka wydana przez Goethe Institut

Wybór artysty (Vittorio Zecchin 1878-1947), którego pocztówki wzięłam pod lupę jest zupełnie przypadkowy. Kartki pochodzą z zaprojektowanej w 1918 roku serii „Smalti e murrine” i noszą wyraźne znamiona inspiracji secesją wiedeńską, a szczególnie twórczością Gustava Klimta. W tym krótkim poście chciałam pokazać, że w wielu przypadkach (a nie jest to 100% reguła, zawsze działająca)  ceny osiągane na profesjonalnie organizowanych licytacjach przez znane domy aukcyjne są wyższe od cen osiąganych podczas licytacji na portalach typu delcampe / ebay. Może to być pewna wskazówka dla wszystkich, zarówno tych, którzy mają coś do sprzedania, jak i tych, którzy poszukują pewnych egzemplarzy do swojego zbiorku.

1. Pocztówka Tigre reale (tygrys królewski)

1a.  Pocztówka sprzedana na portalu delcampe.net w czerwcu 2013 – osiągnięta cena 60 EUR. Stan kartki pozostawiający nieco do życzenia.

Pocztówka sprzedana na delcampe.net w VI/2013 - 60 EUR

Pocztówka sprzedana na delcampe.net w VI/2013 – 60 EUR

1b. Cena osiągnięta na portalu ebay w grudniu 2013 – 91 GBP

ebay.co.uk, XII/13 GBP 91

ebay.co.uk, XII/13 GBP 91

1c. ta sama pocztówka sprzedana na 34-tej aukcji w X/2012 przez portal wiener-werkstaette-postkarten.com osiągnięta cena – 160 EUR

wiener-werkstaette-postkarten.com

Wg średnich kursów walnut z dnia 2014-01-03 ceny te wynosiły w przeliczeniu na polskie złote kolejno

– 249,87 zł (pocztówka w najsłabszym stanie zachowania)
– 666,32 zł (pocztówka w dobrym stanie zachowana, oceniona przez dom aukcyjny jako „I”)
– 456,94 zł (pocztówka w najlepszym stanie zachowania, na najpopularniejszym portalu handlowym)

2. Pocztówka  „Procellarie”

2a. cena osiągnięta na portalu ebay w grudniu 2013 – 52,51 GBP

GBP 52.51 - ebay.co.uk

GBP 52.51 – ebay.co.uk

2b. cena osiągnięta na portalu wiener-werkstaette-postkarten.com w październiku 2012- 220 EUR

220 EUR wiener Werkstatte

wiener-werkstaette-postkarten.com

Wg średnich kursów walnut z dnia 2014-01-03 ceny te wynosiły w przeliczeniu na polskie złote kolejno

– 263,67 zł –  w przypadku pocztówki sprzedanej na portalu ebay (na dzień sprzedaży 266,78 zł )
– 916,19 zł  – w przypadku pocztówki sprzedanej przez dom aukcyjny (na dzień sprzedaży (na dzień sprzedaży  901,05 zł)

Różnica w cenie jest widoczna przy zbliżonej jakości obydwu egzemplarzy.

3. Pocztówka  „Sfinge”

3a. cena osiągnięta na portalu ebay w grudniu 2013- GBP 77.00

GBP 77,00 - ebay

GBP 77,00 – ebay

3b. cena osiągnięta na portalu wiener-werkstaette-postkarten.com w październiku 2012 – 160 EUR

Wg średnich kursów walnut z dnia 2014-01-03 ceny te wynosiły w przeliczeniu na polskie złote kolejno

– 386,65 zł –  w przypadku pocztówki sprzedanej na portalu ebay (na dzień sprzedaży 391, 21 zł )
– 666,32 zł  – w przypadku pocztówki sprzedanej przez dom aukcyjny (na dzień sprzedaży  655,31 )

Zecchin w latach 1894-1901 uczęszczał do  Accademia di Belle Arti di Venezia. Od 1909 roku wystawia prace na wystawach Ca’Pesaro.  W latach 1913-1915 uczestniczy w wystawach secesji rzymskiej. W 1914 na Biennale w Wenecji wystawia szkła wykonane przy współpracy z malarzem  Teodoro Wolf Ferrari oraz bierz udział w wystawie „odzuconych” (  Rifiutati) na Biennale w Hotelu Excelsior del Lido di Venezia.  W 1916 otwiera laboratorium produkcji arrasów w dawnym klasztorze w Murano.  Z dziełami sztuk dekoracyjnych jest obecny podczas Biennale w Wenecji, w latach  1922, 1924, 1926, 1928, 1930, 1932, 1934, 1936, 1938, na ekspozycji w Monza (1923) oraz w Paryżu w 1925.

Do stworzenia posta wykorzystano zdjęcia  i dane historyczne z  licytacji portali a. wiener-werkstaette-postkarten.com (LINK TUTAJ) oraz ebay i delcampe.

Philip Boileau był amerykańskim ilustratorem, urodzonym jako syn francuskiego dyplomaty i Susan Taylor Benton – córki amerykańskiego senatora. Przyszedł na świat w Quebecu (Kanada) 7 czerwca 1963. Swoje wczesne życie spędził pomiędzy Kanadą, Ameryką i Francją, wykształcenie zdobył w Anglii, studiował także sztukę we Włoszech, gdzie poślubił swoją pierwszą żonę – rosyjską piosenkarkę, zmarłą kilka lat potem. Zanim w 1897 roku przeniósł się do USA, spędził trochę czasu w Europie. Mieszkał w Baltimore i Philadephii, gdzie poznał swoją drugą żonę – Emily Gilbert, a w roku 1902 przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie otworzył studio, a jego prace zaczęły zdobywać uznanie i przynosić handlowy sukces. W 1907 roku poślubił Emily Gilbert, studentkę dramaturgii. Zmarł na zapalenie płuc18 stycznia 1917 roku w Nowym Jorku.

Boileau był bardzo pracowitym artystą. Jego ilustracje były wszechobecne w Ameryce na początku dwudziestego stulecia. W Europie jego twórczość jest znana chyba głównie dzięki pocztówkom. Wedle różnych źródeł, istnieje od 100 do 200 rozmaitych wzorów kart pocztowych reprezentujących prace Philipa. Najwięcej pocztówek z przykładami jego malarstwa ukazało się pomiędzy 1905 a 1918 rokiem, nakładem Reihthal & Newman, New York. Jako ilustrator, oprócz pocztówek, współtworzył inne komercyjne projekty, ilustrując okładki pism (np. The Saturday Evening Post), reklamy, katalogi, kalendarze (The Osborne Company, Newy York), pudełka, plakaty i inne.

Kalendarz z pracą Philipe Boileau, wydanie The Osborne Company, New York, foto. rubylane.com

Kalendarz z pracą Philipe Boileau, wydanie The Osborne Company, New York, foto. rubylane.com

Kalendarz z pracą Philipe Boileau, wydanie The Osborne Company, New York, foto. rubylane.com

Kalendarz z pracą Philipe Boileau, wydanie The Osborne Company, New York, foto. rubylane.com

Do najbardziej prestiżowych prac należały okładki pism; do wspomnianego The Saturday Evening Post wykonał ich ponad 30 w latach 1907-1917. Inne ważne publikacje, dla których pracował to m.in. Collier’s, The Delineator, Everyweek, Holland’s, The Housewife, Ladies Home Journal, Ladies World. Na swoim koncie zanotował także okładki dwóch książek Contrary Mary (1914) oraz Mistress Anne (1917).

Jedna z okładek The Saturday Eveining Post; ilustracja jest także znana z pocztówek.

Jedna z okładek The Saturday Eveining Post; ilustracja jest także znana z pocztówek.

Artysta portretował głównie damy z wyższych sfer, wytworne i piękne kobiety w modnych, współczesnych strojach, młode dzewczęta. Jego portrety charakteryzują się nutką rozmarzonego romatyzmu, który można dostrzec zarówno w oczach niemal każdej przedstawianej przez niego niewiasty, jak również pastelowych, spokojnych kolorach. W pracach Boileau daje się też rozpoznać lekko impresjonistyczny sztych. Do wielu z jego najsłynniejszych portretów pozowała żona Philipa, Emily, co ujawnił opublikowany 19 stycznia 1917 w gazecie New York Times nekrolog.

Kolekcjonerzy pocztówek Boileau dobrze wiedzą, że artysta portretował także dzieci, chociaż już nie tak często jak młode dziewczęta. Portrety dzieci były publikowane zarówno na pocztówkach, jak i na okładkach magazynów, z którymi współpracował. Boileau wysłał portret swojego siostrzeńca – Clarence’a z 1911 roku do redakcji The Saturday Eveining Post. Na początku The Saturday Evening Post nie byli przychylni pomysłowi jego opublikowania, ale artysta miał już swoją renomę, toteż redakcja się w końcu zgodziła i praca ukazała się na okładce magazynu w 2012 rku. Tytuł „Youth/Young America” spotkał się z ciepłym przyjęciem publiczności.

The Saturday Evening Post, 1912

The Saturday Evening Post, 1912

Philip Boileau sportretował siostrzeńca, którego wizerunek został użyty na kartach pocztowych i okładce magazynu

Philip Boileau sportretował siostrzeńca, którego wizerunek został użyty na kartach pocztowych i okładce magazynu

Boileau wydaje się, przez wiele lat usiłował zdobyć uznanie dla swoich prac. Jego dobrą passę zapoczątkowała przeprowadzka do Nowego Jorku w 1902 roku, gdzie powstała słynna „Peggy”, otwierająca serię ilustracji ukazyjących wytworne damy, odmienne od tego, co się zwykło w tamtych czasach pokazywać. Słynna „Peggy” była w istocie portretem żony artysty – Emily, podobnie jak inne prace, w tym jego ulubiony portret „Sweetheart” z 1905 roku, który także stał się komercyjnym sukcesem.

"Peggy" słynny portret żony wykonany przez Philipe'a Boileau.

„Peggy” słynny portret żony wykonany przez Philipe’a Boileau.

"Sweetheart" ulubiony portret artysty, przedstawiający jego późniejszą żonę - Emily

„Sweetheart” ulubiony portret artysty, przedstawiający jego późniejszą żonę – Emily

„Dziewczęta Boileau” – czyli liczne obrazy, grafiki i rysunki młodych dam, wykonane prze Philipa, należą do najwspanialszych przedstawień amerykańskich kobiet z początku XX wieku.

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

"Sweetheart" ulubiony portret artysty, przedstawiający jego późniejszą żonę - Emily

„Sweetheart” ulubiony portret artysty, przedstawiający jego późniejszą żonę – Emily

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Stara pocztówka, Philip Boileau

Strony z których korzystałam:

http://www.thephilipboileausociety.com

http://histclo.com/art/ind/b/art-boilp.html

http://www.vintageimagecraft.com/boileau.html

http://aboutcards.blogspot.com/2007/03/philip-boileau-postcard-artist-and-his.html/a>

Girl of My Dreams: A Collector’s Guide to Philip Boileau (Dziewczyna Moich Marzeń : Philip Boileau – Przewodnik kolekcjonera; zawiera reprodukcje prac artysty w pełnym kolorze, m.in. Pocztówki, plakaty, ceramikę, pudełka, reklamy etc.).

http://www.enchantmentink.com/boileau.php

Wśród kolekcjonerów/zbieraczy pocztówek współczesnych daje się zauważyć pewien podział na zdecydowanych zwolenników pocztówek reklamowych (niektórzy np. tylko takie zbierają), oraz takich, którzy ich nie trawią.  Szczególnie się to rzuca w oczy na portalu Postcrossing.com, gdzie użytkownicy wyraźnie piszą, że  pocztówek gratisowych (reklamowych) nie życzą sobie, inni z kolei nadmieniają „że gratisowe mogą być”. Współczesna pocztówka reklamowa nie kojarzy się dobrze, bo zionie reklamą, której wszyscy mamy po dziurki w nosie i w uszach. Jeżeli poświęcamy się jakiemuś hobby dla relaksu, to dlaczego mielibyśmy być zmuszeni na dodatek łykać tanią reklamę „po godzinach”?  Nie bez znaczenia jest fakt, że pocztówki reklamowe, czy też gratisowe, są zazwyczaj niskiej jakości, słabe artystycznie, wykonane jakościowo oszczędnie, na słabym papierze.  W ten sposób, coś co teoretycznie miałoby firmom dać spodziewany efekt w postaci, zatrzymanego przez potencjalnego klienta souveniru, staje się rzeczą niepożądaną i ląduje w koszu. Wysiłek i pieniądze stracone. Nie zawsze tak jest – czasem zdarzają się także zaskakujące pozytywnie projekty reklamowe, jak opisany poniżej.

Pocztówki autorstwa Marie Korff, które zostały wydane w ramach kampanii promocyjnej niemieckiej marki odzieżowej Peek & Cloppenburg w roku 2008, są przykładem na to, że reklama może być piękna, może zachwycać, a gratisy nie zawsze muszą być naszpikowane tandetną reklamą.

Pocztówka z serii promocyjnej serii świątecznej zatytułwanej "A Night before Christmas", autorka: Marie Korff, 2008

Pocztówka z serii promocyjnej serii świątecznej zatytułwanej „A Night before Christmas”, autorka: Marie Korff, 2008

Kilka lat temu, odwiedzając jedną z warszawskich galerii handlowych w okresie przedświątecznym, zobaczyłam przed ” sklepem z ciuchami ” stojak z towarem, jakich mało. Były to oczywiście gratisowe karty pocztowe, którymi klienci się częstowali z tak wielką ochotą, że znikały w mgnieniu oka.  Z  tego powodu zabrakło dla mnie jednej z pocztówek, która należała do serii, a przedstawiała choinkę. Tylko się mogę domyślać dlaczego to właśnie  choinki najszybciej zabrakło,  jako najbardziej wyrazistego  symbolu świątecznego. Mniejsza o to; kartki które udało mi się przechwycić wprawiły mnie w zdumienie i wprawiają do dzisiaj. Po pierwsze, rzecz niebywałą,  na awersie brak jakiejkolwiek reklamy. To prawdziwa rzadkość, bo przecież , zgodnie ze starą zasadą, reklama powinna krzyczeć do odbiorcy. A tu jest inaczej, reklama się ukrywa, ale dyskretnie na rewersie, nie wadząc nikomu.

Rewers jednej z pocztówek z serii

Rewers jednej z pocztówek z serii

Awersy oczywiście odwołują się subtelnie do „zakupów” i „mody”, ale nie kłóci się to przecież z naszym postrzeganiem tematu.   Rzecz druga – szata graficzna. To oczywiście sprawa gustu, ale tak pięknie zaprojektowanych pocztówek tętniących kolorami, sercem i prawdziwą „magią świąt” nie widziałam w gratisach nigdy.  Pocztówki są prawdziwie artystyczne, co do tego nie ma żadnych wątpliwości.  Nie tylko mam na myśli samego projektu malarki, przemycającego ducha marki P&C, nawiązań do wielkiego stylu, zachwycającego świata mody, który na chwilę przed  Świętami ukrył swe drapieżne pazury, by pokryć się nastrojową zielonością i rozbłysnąć czarem tysięcy światełek, ale także to, że patrząc na te kartki, stają mi przed oczami jak żywe obrazy nieśmiertelnych ikon stylu, jak Audrey Hepburn czy Grace Kelly.  Marie Korff spisała się moim zdaniem na medal.

Pocztówka z serii promocyjnej serii świątecznej zatytułwanej "A Night before Christmas", autorka: Marie Korff, 2008

Pocztówka z serii promocyjnej serii świątecznej zatytułwanej „A Night before Christmas”, autorka: Marie Korff, 2008

Trzecia sprawa – wykonanie.  Jakościowy, sztywny karton, żywe kolory, mieniący się brokat na każdej sztuce –  te wszystkie elementy, których nie sposób oddać w tej chwili skanując pocztówki, były dla mnie wielką niespodzianką.  Pocztówki są ładnie opisane na odwrocie, ponumerowane i sygnowane.  Takie poważne podejście do tematu nie powinno może dziwić, gdyż Peek&Cloppenburg to marka niemiecka, a w jakim innym kraju na świecie powstawały kiedykolwiek lepsze i piękniejsze pocztówki, jak nie w Niemczech ? (Tutaj cichutko przypominają mi się jeszcze całkiem niezłe produkcje włoskie z okresu Art Deco). Nie jestem autorytetem w tym temacie, ale omawiana seria  to kolejny przykład na to,  (obok innych, także współczesnych) że Niemcy były i są nadal duchową stolicą karty pocztowej. Bez względu na to gdzie karta pocztowa powstała, gdzie była pierwszy raz wysłana, lub gdzie wysłano ją w największych ilościach, to niemieckim pocztówkarzom się należą wszelakie wieńce laurowe.

Koci, stylowy akcent świąteczny 😉 jakże uroczy… – nie kochać w taką noc to grzech. 

Pocztówka z serii promocyjnej serii świątecznej zatytułwanej "A Night before Christmas", autorka: Marie Korff, 2008

Pocztówka z serii promocyjnej serii świątecznej zatytułwanej „A Night before Christmas”, autorka: Marie Korff, 2008

O pocztówkach współczesnych, reklamowych i darmowych, pozornie bezwartościowych i niegodnych uwagi będę jeszcze wspominać przy różnych okazjach.

Więcej pocztówek z serii świątecznej P&C można obejrzeć tutaj:

Pocztówki Reklamowe Peek & Cloppenburg 2008 – 1

Pocztówki Reklamowe Peek & Cloppenburg 2008 – 2

Do niezwykle ciekawych należą pocztówki – „bajarki”, które poukładane w serie np. 6, 9 lub więcej, opowiadały jakieś historyjki, których kolejne odcinki prezentowane były na poszczególnych egzemplarzach należących do kolekcji.  Często były to historyjki o humorystycznym zabarwieniu. Nadawcy kupowali często całą serię i wysyłali kolejne sztuki do adresatów, aby ci mogli zebrać całość i umieścić w albumie. W złotej epoce karty pocztowej była to popularna zabawa, dzięki czemu dzisiaj, można niekiedy spotkać albumy wypełnione takimi seriami, które w stanie nienaruszonym przetrwały do naszych czasów.  W Polsce pewnie rzadziej można spotkać takie przypadki, ale np. we Francji takich rodzynki wciąż jeszcze występują na aukcjach.

Poniższe pocztówki wydane zostały na początku XX wieku i należą do francuskiej serii kart pocztowych  o intrygującym  tytule Samobójstwo („Le Suicide”). Seria prezentuje w telegraficznym skrócie sposoby pożegnania się ze światem żywych, podając przykłady tradycyjnych, powszechnie znanych metod popełniania samobójstwa jak otrucie, powieszenie, utopienie,  postrzelenie oraz wyższość nowoczesnej techniki w tym względzie nad tymi wymienionymi. Bohaterem krótkiej opowieści jest sponiewierany przez codzienność (zdradzony!) jegomość, któremu życie obrzydło i chciałby je sobie co prawda odebrać, ale decyzja o właściwym popełnieniu tego czynu nie może zostać podjęta nazbyt pochopnie. Dżentelmen jest wybredny, deliberuje nad rozmaitymi ewentualnościami, aż ostatecznie decyduje się na jedną z nich, najlepszą, bo szybką i skuteczną.

1. Samobójstwo. Zdradzony? Życie jest mi ciężarem …..

(samobójstwo 1)

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii "Le Suicide", wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii „Le Suicide”, wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

2. Trucizna? To naprawdę brzydko pachnie.

(Samobójstwo 2)

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii "Le Suicide", wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii „Le Suicide”, wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

3.  Sznurek ? Wisząc, nie wygląda się zbyt ładnie

(samobójstwo 3)

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii "Le Suicide", wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii „Le Suicide”, wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

4. Woda? Nigdy nie próbowałem

(samobójstwo 1)

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii "Le Suicide", wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii „Le Suicide”, wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

5. Kulka? Czasem się pudłuje

(samobójstwo 5)

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii "Le Suicide", wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii „Le Suicide”, wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

6. Ah! (Metro) …..szybko i pewnie

(samobójstwo 6)

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii "Le Suicide", wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

Samobójstwo dawniej. Szybko i skutecznie. Pocztówka z serii „Le Suicide”, wydanie Charles Colas, źródło: cparama.com

Adresat pocztówek, który otrzymywał stopniowo, kolejne części tej układanki, na pewno musiał być zaskoczony, że prawdziwym bohaterem lub tematem jej nie jest ani smutny Pan w garniturze, ani przepis na skuteczną śmierć, a ….nowo otwarte we francuskiej stolicy Metro.  Paryskie Metro zostało oddane do użytku w roku 1900 (w tym samym roku, kiedy miała miejsce Wystawa Światowa (l’Exposition universelle ) i było trzecim tego typu środkiem transportu w Europie, po metrze londyńskim i budapesztańskim.  Autorzy projektu  z wisielczym poczuciem humoru prezentują główne zalety nowoczesnego, paryskiego środka lokomocji – „szybko i pewnie” :). Kartki pocztowe zostały wprowadzone w obieg i skasowane trzy lata później, w 1904 roku.

Seria prezentowanych tu pocztówek francuskich może być zarazem przykładem wysublimowanej reklamy, której sposób działania wykorzystywany jest do dnia dzisiejszego (zaintrygowanie odbiorcy, wywołanie u niego emocji, które powodują, że aktywnie śledzi on  kolejne sekwencje przekazu etc.) , jak i czarnego humoru, który na dawnych pocztówkach był nader powszednim zjawiskiem.

Skany kart pocztowych pochodzą z forum www.cparama.com

 

Stare pocztówki to nie tylko art deco, pozłacane aniołki, wieże kościołów i rozebrane panienki. Niemałym zaskoczeniem okazało się dla mnie to, jak bardzo rozpowszechniony był niegdyś, przepraszam za wyrażenie,  „kult brzydoty”, lub też, jak kto woli, niezdrowe zaciekawienie wszelkimi anomaliami związanymi z ludzkim ciałem, które wg obecnych standardów, oficjalnie raczej nie przystoi.  Tematy wstydliwe były kiedyś chętnie przechwytywane przez wydawców i przedstawiane w formie drukowanej karty pocztowej.   Ludzka ciekawość nie zna granic i dzisiaj, z tego przecież żyją obecnie gazety i portale sensacyjno-plotkarskie.  Te jednak mają tę zręczną sytuację, że działają pod płaszczykiem przekaźnika informacji, co w wielu przypadkach zmienia postać rzeczy. A co w sytuacji, gdy obrazek przedstawiający pannę z solidną nadwagą traktuje się jako ciekawostkę przyrodniczą i wysyła do znajomych w postaci suweniru z wakacji lub przedstawienia ?

Spotykana obecnie na rynku, szczególnie zachodnim, ilość dawnych kart pocztowych poświęconych tematyce nadwagi i to w bardzo konkretnym ujęciu, pozostawia wiele do myślenia. Jakieś 100 lat temu, gdy znakomita część społeczeństwa mogła cierpieć raczej na niedobory żywieniowe niż otyłość, osobnik ważący ok 200 kg musiał budzić nie mniejsze emocje niż słoń z dwiema trąbami. I tak był też traktowany  – jako kuriozum, co często pozwalało mu na znalezienie zatrudnienia w cyrku.  Takie mam przynajmniej odczucie oglądając stare pocztówki. Najbardziej dla mnie zastanawiający  był  nie sam fakt przedstawienia osób otyłych, gdyż z tym przecież spotykamy się teraz na co dzień, ale łatka „dziwoląga”, które się im przyszywało. Nadawane przymiotniki („najgrubsza kobieta świata”,  „najcięższy mężczyzna współczesności”, „najcięższa tancerka „) i uwaga poświęcona konkretnym osobom, podkreślam – osobom znanym z nazwiska i imienia, a także w wielu przypadkach, ilość różnorakich kart pocztowych poświęconych tylko jednemu mężczyźnie lub kobiecie,  pozwala na wysnucie wniosku, że miały one charakter lokalnej atrakcji, cyrkowego kuriozum, anomalii.  Takie są moje odczucia, gdy dzisiaj przeglądam te kartki, wraz z naprawdę cennymi, chociaż krótkimi notkami od samych wydawców.

Z całej masy dostępnych w sklepach i na ukcjach kart pocztowych wybrałam tylko niektóre dobrze obrazujące to zjawisko.

Egon Cannon Erven , le Colosse (kolos)  – wg opisów na pocztówkach „holenderski gigant, najcięższy jaki istniał, ważący 738 livres (czyli ok. 360 kg)  i mierzący 242 cm w obwodzie talii. Urodzony w Kolonii 7 maja 1884 roku.”.  Z uwagi na swoją nieprzeciętną wagę był tematem wielu kart pocztowych.  Od sierpnia 1914 do stycznia 1915 przebywał we Francji w charakterze więźnia wojennego.  W 1916 roku występował w berlińskim Passage-Panoptikum (info. postkarten-archiv.de).

Holenderski gigant ze swoją, nieco cieńszą,  siostrą.

holenderski kolos (fot.  JIMMY4473 /delcampe.net)

holenderski kolos (fot. JIMMY4473 /delcampe.net)

„Najcięższy człowiek świata” w wieku 30 lat oraz wytrzymałe krzesło.

holenderski kolos (fot. The Nite Tripper/ flickr.com)

holenderski kolos (fot. The Nite Tripper/ flickr.com)

Ciekawe zestawienie; wydawca postanowił zilustrować wagę problemu – 1 kolos waży więcej niż 5 „normalnych” osób. Do wykonania precyzyjnych pomiarów wykorzystano niezawodną wagę.

1kolos waży więcej od 5 normalnych osób (fot. Pouet48/delcampe.net)

1kolos waży więcej niż 5 normalnych osób (fot. Pouet48/delcampe.net)

Jeszcze jedno ujęcie – tym razem w pozycji tronowej.

Cannon (fot. Patrick1306/delcampe.net)

Cannon (fot. Patrick1306/delcampe.net)

Cygaro i papieros –  najcięższy człowiek na świecie – Cannon oraz  jego przeciwieństwo  – najlżejszy, ważący zaledwie 7 kg Deniso.

najcięższy  i najlżejszy człowiek świata (fot. Maranaflo / delcampe.net)

najcięższy i najlżejszy człowiek świata (fot. Maranaflo / delcampe.net)

To co najbardziej przyciąga oko, to różnice.  Holenderski kolos nie był ponadprzeciętnie wysoki (1,90 m wzrostu raczej nie było przpustką do cyrku), tylko gruby. Jednak zestawienie z karłami nadawało mu optycznie jeszcze większych rozmiarów. Takie było zamierzenie wydawców – zaszokować, zadziwić i ułowić klienta na pocztówkę. Cannon był niekwestionowaną atrakcją,  a po dzisiejszemu po prostu  celebrytą.

holenderski kolos (fot.  JIMMY4473 /delcampe.net)

holenderski kolos (fot. JIMMY4473 /delcampe.net)

Herr Feig – stolarz z Kellenhusen. Dwie atrakcje turystyczne i jedno miejsce – Kellenhusen.  „Najgrubszy dąb w i najgrubszy człowiek w Niemczech – zobaczcie sami w Ostseebad Kellenhusen!”  Podobny slogan reklamowy widniał na wielu różnych kartkach pocztowych wysyłanych z tej nadmorskiej miejscowości, zachęcając podróżnych do odwiedzin. Największy dąb rzeczywiście znajdował się w tamtejszym lesie, miał obwód 9,20 m, wysokość 38 m i średnicę 3,05m.  Pan Feig, najcięższy człowiek w Niemczech ważył ponad 500 funtów (ok. 230 kg)  i z powodu nadwagi musiał porzucić swój zawód stolarza. (info:postkarten-archiv.de)

Najcięższy człowiek w Niemczech  - jedna z wielu kartek, które można było wysłać do znajomych z pobytu w Kellenhusen (fot. ansichtskartenversand.com )

ok. 1918 Najcięższy człowiek w Niemczech – jedna z wielu kartek, które można było wysłać do znajomych z pobytu w Kellenhusen (fot. ansichtskartenversand.com )

Najcięższy człowiek w Niemczech  - jedna z wielu kartek, które można było wysłać do znajomych z pobytu w Kellenhusen (fot. ansichtskartenversand.com )

ok. 1918. Najcięższy człowiek w Niemczech – jedna z wielu kartek, które można było wysłać do znajomych z pobytu w Kellenhusen (fot. ansichtskartenversand.com )

Daniel Lambert  – najgrubyszy człowiek  – tym razem z Anglii….

Daniel Lambert (1770-1809)  swego czasu najgrubszy człowiek w kraju. Ważył ponad 335 kg ( over 52 stone ), a jego obwód talii mierzył 280cm.
Po swoim ojcu,  wykonywał zawód strażnika więziennego w Leicester w Anglii, gdzie był także hodowcą zwierząt.  Znany był ze swojej nieprzeciętnej wagi, a także siły. Raz podobno walczył z niedźwiedziem na ulicach Leicester, znał się dobrze na psach, koniach i kogutach sportowych.  Po powrocie z nauk w Birminham do Leicester w 1788 roku jego waga ciągle rosła, chociaż był aktywny sportowo i nie spożywał nadmiernych ilości pożywienia. W 1805 roku więzienie, gdzie pracował Daniel zostało zamknięte, a ważył on wtedy już ok. 318 kg.  W tamtych czasach była to największa, udokumentowana waga dla człowieka, jaką zanotowano w historii. W 1806 roku sytuacja materialna  zmusiła go do wystawiania siebie na pokaz w celach zarobkowych.  Zamieszkał w Londynie i pobierał opłaty od zwiedzających za możliwość spotkania go w jego prywatnym apartamencie. Ci którzy go spotkali byli pod wrażeniem jego inteligencji i osobowości, a składanie mu wizyt stało się modne. Kilka miesięcy „wystawiania się na publiczny pokaz” zmęczyło Daniela i postanowił on wrócić do Leicester, gdzie zajął się hodowlą psów sportowych i odwiedzał imprezy sportowe. W latach 1806 – 1809 brał udział w pokazach, ponownie eksponując swoją nadwagę,  co przynosiło mu pożądane zarobki.

Zmarł nagle w czerwcu 1809 roku w Stamford.  W chwili śmierci ważył 335 kg; na wykonanie jego trumny zużyto 10,4m2 drewna, a włożenie jej do gobu wymagało udziału 20 mężczyzn. Daniel Lambert jest wciąż uznawany za popularną osobowość Leicester, a w 2009 roku został przez Leicester Mercury opisany jako „jedna z najbardziej cenionych ikon miasta”.  (źródło informacji: wikipedia.org, Więcej TUTAJ )

Poniższe dwie kartki pochodzą z pierwszej połowy XX wieku, gdyż w czasach Daniela pocztówka jeszcze nie była wynaleziona.

Daniel Lambert i tablica pamiątkowa, Stamford

stara pocztówka angielska – Daniel Lambert i jego grób, Stamford (foto. stamp-auctions.com)

Daniel Lambert, Stamford

stara pocztówka – Daniel Lambert, Stamford

Pamiętajcie o dziewczynach – niezapomniane, potężne niewiasty … 

Płeć piękna i słaba w wersji Plus Size ++ także znalazła swoje należne miejsce na dawnych kartach pocztowych.  Zdjęcia tych najczęściej młodych dziewcząt opatrzone były sensacyjnymi opisami typu „najcięższa, jaka kiedykolwiek żyła” lub „najcięższa dziewczyna współczesności”.  Niewątpliwie określenia „naj naj naj” zawsze przyciągały uwagę. Większość z tych pań w mniejszym lub większym stopniu brała udział w pokazach cyrkowych, o czym świadczyć mogą ekstrawaganckie stroje lub chociażby same opisy od wydawców.

Na pamiątkę Lory i Kaetchen – stara pocztówka niemiecka (ok. 1920-1930)

Dwie urocze i dobrze zbudowane dziewczątka - Lora i Kaetchen (fot. ansichtskarenversand.com)

Dwie urocze i dobrze zbudowane dziewczątka – Lora i Kaetchen (fot. ansichtskarenversand.com)

Na pamiątkę Teresiny

Pamiątka od Teresiny, stara pocztówka francuska  (foto: Mpcollections40 )

Pamiątka od Teresiny, stara pocztówka francuska (foto: Mpcollections40 )

” Irma – młoda dziewczyna – kolos;  najcięższa żyjąca kiedykolwiek”

Irma - kolosalne dziewczę  (fot. ansichtskarenversand.com)

Irma – kolosalne dziewczę (fot. ansichtskarenversand.com)

„Na pamiątkę Emmy – dziewczęcy kolos – najcięższa dziewczyna żyjąca współcześnie”. Emmy występowała także jako „gruba Emmy”.  Przypuszczalnie nazywała się Emmy Lanternbach. (info: postkarten-archiv.de)

Na pamiątkę Emmy  (fot. ansichtskarenversand.com)

Na pamiątkę Emmy (fot. ansichtskarenversand.com)

WERA – najcięższa dziewczyna Europy !

Wera - najcięższe dziewczątko ówczesnej europy w zwiewnej kreacji scenicznej ......

Wera – najcięższe dziewczątko ówczesnej europy w zwiewnej kreacji scenicznej ……

Wera - najcięższa dziewczyna Europy na starej kartce pocztowej (fot. Ansichtskartenversand.com )

Wera – najcięższa dziewczyna Europy na starej kartce pocztowej (fot. Ansichtskartenversand.com )

Najgrubsi w swojej kategorii …tancerze, sportowcy i nie tylko

Thelma – „najgrubsza tancerka świata” –  Pochodząca z Kalifornii w USA Thelma Williams wywodziła się z rodziny „dużych ludzi”.  Jej matka ważyła 280 funtów (127kg), siostra prawdopodobnie 265 (120kg) (kwestia sporna, gdyż jeden z członków rodziny temu zaprzeczył), druga siostra 450 funtów (204kg), a najmłodszy brat Thelmy ważył 400 funtów (181kg)  w wieku 18 lat. Sama Thelma w wieku 22 lat miała ważyć 585 funtów (265kg) i mierzyć 84″ (213 cm)  w biodrach oraz 42″(106 cm) w udach. W wieku 9 lat przyłączyła się do cyrku – ważyła wtedy 350 funtów (ok. 150kg) . Występowała w rozmaitych pokazach i przedstawieniach i była określana raczej mianem tancerki lub aktorki, niż „pokazowego dziwoląga”.  Thelma odeszła w 1961 roku w wieku 35 lat.  (info: phreeque.com)

Baby Thelma - najgrubsza tancerka świata , stara pocztówka z USA (fot. oldpostcards.org)

Baby Thelma – najgrubsza tancerka świata , stara pocztówka z USA (fot. oldpostcards.org)

Podpis pod kolejną pocztówką trochę mi się kojarzy z powtarzaną  u nas dla dowcipu frazą „stary i  może…”; oto kartka pocztowa, którą najprawdopodobniej można było nabyć w czasie artystycznych występów panny Comberson. „Panna J. Comberson – dziecko kolos i atletka”

Panna J. Comberson - dziecko kolos i atleta

Panna J. Comberson – dziecko kolos i atleta

Następna pocztówka pochodzi z USA (1908) i jako jedna z kilku znanych, poświęcona widocznej tu postaci z kijem, przedstawia „największego/najcięższego zawodnika baseballowego świata”, chociaż co do faktu, czy zasłużył on na to zaszczytne miano, są pewne wątpliwości.  Jak informuje nas opis na pocztówce, anonimowy zawodnik ważył 450 funtów (ok. 202kg) i był członkiem Citizens Ball Club of Emporium, Pa.

Najgrubszy zawodnik baseballowy świata - stara pocztówka z USA (fot. vintag.es )

Najgrubszy zawodnik baseballowy świata – stara pocztówka z USA (fot. vintag.es )

Wśród starych pocztówek znajdujemy też wiele przedstawiających otyłe dzieci. Tutaj kartka niemiecka – „Pozdrowienia od Annitty – dziecka giganta, 3 lata i 96 funtów wagi ( czyli ok. 43kg)”.

Pozdrowienia od Annitty - dziecka -  giganta, 3 lata i ponad 43  kg wagi )

Pozdrowienia od Annitty – dziecka – giganta, 3 lata i ponad 43 kg wagi )

Warto chyba wspomnieć, że wszystkie te osoby już dawno straciły korony pierwszeństwa w kategoriach grubości i wagi, dzięki czemu zarabiały niegdyś na życie.  W czasach gdy taka otyłość była zjawiskiem relatywnie rzadkim, pokazywało się ją w cyrku ku uciesze gawiedzi.  Dzisiaj niestety podobne obrazki już wystarczająco spowszedniały.

Motyw otyłości na starych pocztówkach jest właściwie podtematem, który zaszeregowałabym do kategorii szeroko pojętych „kuriozów” na kartach pocztowych. O ile w innych krajach ten temat jest chętnie kolekcjonowany przez zbieraczy, o tyle  w Polsce zauważyłam nim specjalnego zainteresowania. Problemem było także znalezienie typowo polskich odpowiedników „najgrubszego mężczyzny” lub „najcięższego dziewczęcia”. Zastanawiam się, czemu to należy przypisywać? Czy to znowu nasza „zaściankowość” nie pozwoliła nam w ubiegłym stuleciu rozwinąć skrzydeł i podążać z duchem nowoczesności, aby wypuszczać pamiątkowe kartki z puszystymi pannami oraz cieszyć się anomaliami współczesności, jak reszta Europy ? Ciekawa jestem, czy ktoś z Was może spotkał polską, starą kartkę tego typu?

About Postcards jest porządnie prowadzonym blogiem poświęconym starym pocztówkom. Wiele ciekawych pojęć związanych z filokartystyką, znani artyści, momenty ważne dla karty pocztowej.  Ciekawe skany :). Strona prowadzona jest przez  wieloletnich sprzedawców  pocztówek, a posty skupiają się wokół najciekawszych tematów, które są obiektem zainteresowania kolekcjonerów na zachodzie. Warto odwiedzać.

http://aboutcards.blogspot.com/

zrzut blog Aboutpostcards.blogspot.com

zrzut blog Aboutpostcards.blogspot.com

Temat akurat na czasie – jutro Wigilia, a większość z Was pewnie dostała już życzenia bożonarodzeniowe, czy to na tradycyjnych pocztówkach, czy też w formie elektronicznej. A chcielibyście może wiedzieć jak wyglądała pierwsza kartka bożonarodzeniowa?  Zapraszam do przeczytania niezwykle ciekawego artykułu:
Artykuł TUTAJ

Z pojęciem praw autorskich spotykamy się w dzisiejszych czasach znacznie częściej niż dawniej. Po pierwsze, z jednej strony grupa twórców treści jest o niebo większa niż, dajmy na to 100 lat temu i stale rośnie, po drugie, grupa potencjalnych szkodników, umyślnych czy nie, również się znacząco zwiększyła, m.in. dzięki nowoczesnym narzędziom, które ułatwiają kopiowanie do granic niemożliwości. Nie bez znaczenia jest fakt, że sama definicja „dzieła” uległa przepoczwarzeniu do tego stopnia, że obecnie niemal każdy przejaw ludzkiej ingerencji może podpadać pod ochronę praw autorskich, a niemal każdy z nas może niechcący stać się wirtualnym „przestępcą”.

Samo prawo twórcy do dzieła nie wzbudza przeważnie wątpliwości, a i ja nie zamierzam tego poddawać dyskusji, rzeczą nie zawsze jednak oczywistą bywa sama interpretacja tego prawa.

Kiedyś miałąm przyjemność czytać na forum pytanie jednego z użytkowników, który został szczęśliwym nabywcą nieokreślonej ilości pocztówek ze zdjęciami profesjonalnego fotografa. Kartki te nabyte miały być u najbardziej legalnego źródła czyli u samego autora zdjęć, właściciela praw autorskich. Problem pojawił się, gdy użytkownik zapragnął odsprzedać pocztówki na popularnym serwisie aukcyjnym. Podobno ten sam fotograf skontaktował się z nim i zażądał wycofania aukcji z racji tego, że „miał wyłączne prawa autorskie do prac i nie wyraził zgody na ich odsprzedaż”. Hmmmm. Coś jest nie tak moim zdaniem. Gdybyśmy interpretowali prawa autorskie do dzieła w ten sam sposób, z trudem moglibyśmy sprzedać cokolwiek lub cokolwiek sfotografować. Jeżeli dzisiaj mój sąsiad obfoci swoją starą Hondę lub przetartą torbę L. Vuitton należącą do żony, nikt nie może mu tego zabronić, bo gość nie wchodzi nikomu w paradę – ani popularnej marce samochodów, ani rozreklamowanemu wytwórcy dodatków. Jakiś czas temu jedna z blogerek pisząca o gotowaniu w przestrachu usunęła swój podobno dobrze rozwinięty blog, a powodem była nadgorliwa interwencja przedstawiciela jednej dobrze znanej firmy cukierniczej, bo dziewczyna w przepisie kulinarnym na swojej stronie umieściła chronioną prawem nazwę „Ptasie Mleczko” (bez wiedzy i zgody stron zainteresowanych oczywiście). Psychoza trwa.

Prawa autorskie należy szanować. Jak to jednak robić jeżeli każdy wydaje się rozumować te samo pojęcie na inny sposób. Nie jestem ekspertem od prawa, nie jestem uczona w pismach, ale mam ochotę postępować fair. Jeżeli czegoś nie rozumiem, staram się, żeby było dobrze i przeważnie tak jest. Jeżeli coś kopiuję z czyjejś strony, mam na to zgodę, podaję źródło, autora, gdzie to wymagane. Nie jestem w tym doskonała, ale się staram. Poszukując ciekawych materiałów na obcych stronach, przeważnie nie pytam o zgodę na kopiowanie, jeżeli jest to internetowy antykwariat – kopiuję po prostu skany i podaję źródło, adres strony, nazwisko twórcy. Wychodzę z założenia, że robię takiemu sklepowi darmową reklamę i myślę, że jest to podejście fair, chociaż na pewno puryści będą kręcić nosem. Jeżeli widzę coś ciekawego na forach lub stronach prywatnych, firmowych, wtedy pytam o zgodę i postępuję wg otrzymanych wskazówek. Jeżeli widzę ciekawy materiał na internetowych aukcjach – pytam o zgodę. I tutaj się na chwilę zatrzymam, bo wielokrotnie spotkałam się z ciekawym podejściem sprzedawców w różnych krajach. Chodzi mi o prawo do skopiowania i wykorzystania skanów pocztówek, które zostały nabyte przez osoby trzecie na aukcji internetowej. Często szperam w historii sprzedaży na Delcampe, bo jest to chyba jedyna mi znana strona, gdzie można wyciągnąć dobrej jakości skan kartki, której sprzedaż się skończyła kilka lat temu. Ostatnio szukałam tam kart pocztowych w „historii sprzedaży” i wysłałam zapytania do sprzedawców z prośbą o możliwość wykorzystania ich zdjęć na moim blogu w zamian za zacytowanie źródła i link do ich butiku na Delcampe. Odpowiedzi przeważnie były przychylne, jednak dostałam kilka brzmiących mniej więcej tak „ Pocztówka niestety już została sprzedana i nie mam już prawa do obrazka ani skanu”, inna odpowiedź jednego ze sprzedawców z Francji „Pocztówka została już sprzedana i trzeba zapytać nabywcę”.

W Polsce też się spotkałam z podobnymi odpowiedziami i ponieważ nie jest to zjawisko odosobnione, zaczęłam się martwić czy nie popadłam już w lekką przesadę. Autor zdjęcia odsyła mnie do nabywcy przedmiotu, żebym uzyskała zgodę na wykorzystanie jego własnego skanu czy zdjęcia, na którym występuje dana rzecz. Gdybyśmy takie rozumienie „prawa autorskiego” mieli uznać za właściwe, to dla przykładu, artysta fotograf X robiący fachowo zdjęcie konia, przestawałby być pewnym właścicielem swoich praw do danego dzieła z chwilą, gdy koń zostałby nabyty przez osobę trzecią. Firmy wysyłkowe traciłyby prawo do zdjęć umieszczonych we własnym katalogu tylko dlatego, że dana bluzka szyta w Chinach znalazła szczęśliwego nabywcę, ale że tych akurat było wielu, to kto rozstrzygnie, komu dane prawa autorskie się właściwie należą? Ha to robota dla prawnika albo raczej filozofa :).

Jeden ze sprzedawców, który także posłużył się wyżej przytoczoną interpretacją, która nieszczęśliwie pozbawiła go prawa autorskiego na skutek dokonanej sprzedaży napisał mi tak „Ta pocztówka została już sprzedana, ale może Pani wykorzystać inne pocztówki przedstawiające XXX, które są obecnie wystawione na sprzedaż (i tutaj „bam” link do działu z kartkami)”. No tak, myślę sobie, super, ale jaką mam gwarancję, że i one nie zostaną sprzedane, bo przecież w końcu o to sprzedawcy chodzi, żeby za oferowany towar dostać pieniądze i powiedzieć „baj baj – szerokiej drogi pocztóweczko”. Wtedy wraz z pocztówką, prawa autorskie zmienią właściciela, a ja będę w kropce, bo skan będzie dawno na moim blogu, a ja nawet nie dowiem się, że się stałam „wirtualnym przestępcą”.

Mam – Eureka – wiem jak ten problem rozwiązać.

Jeżeli autor skanu odsyła mnie do nabywcy, a nabywca, moim zdaniem nie ma do niego praw, to znaczy, że należy to interpretować jako przyzwolenie na kopiowanie – zapisuję wtedy plik na dysku, opisuję źródło, żeby potem podać w miejscu publikacji i jest git! Czy ktoś się może mnie czepiać o nierespektowanie praw autorskich? No, chyba tylko wydawca kartki albo właściciel klisz :). Jak widać sprawy są bardziej skomplikowane niżby się wydawać mogło. Ale nie należy panikować, znakomita większość starych kart pocztowych będących w dzisiejszym obiegu to przecież dzieła osierocone – nieznane wydawnictwa, anonimowi twórcy, wiele projektów już od dawna w domenie publicznej. Ale uwaga – są też takie kartki, które jeszcze długo będą pod ochroną i właściciele praw aktywnie strzegą swojej własności. Jednym z przykładów są dzieła legendarnej, francuskiej artystki, ilustratorki książek dla dzieci i niezliczonych kart pocztowych, które we Francji mają ogromną rzeszę fanów i są w cenie. Mam na myśli raczej mało znaną u nas Germaine Bouret i jej fantastyczne kartki z wizerunkami dzieci, które były ulubionym tematem artystki. Z uwagi na duże zainteresowanie, jakie budzą jej prace, na rynku francuskim pojawiają się regularnie nieautoryzowane gadżety-podróbki, z którymi próbuje się walczyć. Handel pocztówkami z tego tytułu jednak nie jest na szczęście zabroniony i nikt nie ma nic przeciwko temu, że na aukcjach prezentowane są zdjęcia i skany autentycznych, starych kartek Germaine. Niechęć budzą natomiast reprinty, które w ogóle są tematem kontrowersyjnym, czy się zbiera topografię, czy syrenki, ale to inny temat.

wczesna pocztówka autorstwa artystki, którą kocha cała Francja - Germaine Bourret, przed 1928

wczesna pocztówka autorstwa artystki, którą kocha cała Francja – Germaine Bourret, przed 1928

Napisałam się, rozpisałam, wypisałam cały tusz….. i nadal nie wiem kogo mam zapytać o zgodę na publikację skanu sprzedanej pocztówki. Może Wy mi powiecie ?