Dzisiejsze pisanie zawdzięczamy ….

Są takie dni, kiedy mam trochę czasu, żeby skrobnąć kilka zadań na ulubiony temat, ale nie mam kompletnie natchnienia; innym razem, tak jak dzisiaj pełna jestem zapału, natomiast nieprzewidziane okoliczności i poezja życia uniemożliwiają mi przelanie mojej weny na wirtualny papier. Co poradzić? Już w nocy śnił mi się krótki artykuł, o którego napisaniu myślę od ponad dwóch lat, ale niestety nic z tego – mimo najszczerszych chęci nie udało mi się dzisiaj znaleźć w bałaganie ani książki, ani pocztówki, która miała być przedmiotem mojego pisania, ani też nawet jej skanu, który dawno temu zrobiłam na „wszelką ewentualność” i wpuściłam do specjalnego folderu na twardym dysku, żeby czekał na stosowną chwilę. Bez książki sobie jakoś bym poradziła, bo fragmenty mogłabym znaleźć w internecie, jednakże bez skanu pocztówki ani rusz. Ostatnia deska ratunku – wirtualne muzeum, gdzie przechowuję część mojego filokartystycznego zbiorku – i tutaj pam tralalala ….akurat tej nie wrzuciłam do żadnej kolekcji, bo miała ona być przecież zarezerwowana na specjalną okazję. No dobrze – poddaję się. Oba przedmioty złośliwe na pewno znajdą się potem i jeszcze niejedną będę miała sposobność ich opisania. Ale co z moim zapałem grafomańskim? Postanowiłam ostatecznie zmienić temat mojego wywodu i napisać parę słów o jednym ciekawym miejscu w Warszawie, które warto odwiedzić.

Czy znasz jakieś zaczarowane miejsca ?

Jeżeli mielibyście wymienić jakieś „miejsca magiczne” w Stolicy, co w pierwszej kolejności przyszłoby Wam do głowy? Pewnie pierwsze skojarzenia to „Krakowskie Przedmieście”, „Łazienki”, „Pomnik Syreny”… . Gdy wydaje się, że już wszystko wymieniliśmy, możemy zerknąć do przewodnika po Warszawie, tam czeka lista miejsc, która mogłaby uzupełnić wyliczankę. Jednak coś mi podpowiada, że „miejsce magiczne” to jednak coś innego. To takie miejsce, które jest ukryte, zamaskowane, nie jest dla każdego oczywiste i nie ma jasnych wskazówek, jak tam trafić. Jeżeli jednak już się tam znajdziesz, przez przypadek lub za rekomendacją, wiesz, że jesteś we właściwym, prawdziwie magicznym miejscu. Ja znam takie miejsca w Warszawie, a jedno z nich odkryłam sama wiele lat temu się na Żoliborzu przy ul. Juliusza Słowackiego 6/8. Tam, w cieniu lokalnego WSS MERKURY na samiutkim końcu szeregu pawilonów handlowych znajduje się najbardziej zaczarowany antykwariat jaki znam, a w antykwariacie przesympatyczny antykwariusz – pan Krzysztof Jastrzębski, do którego codziennie, bez względu na porę dnia i godzinę walą tłumnie fascynaci literatury i ploteczek oraz miłego towarzystwa.

Jakie znasz miejsca magiczne? Może park w Łazienkach ?

Jakie znasz miejsca magiczne? Może park w Łazienkach ?

Nie ma to jak u pana Krzysia

Bywam tam od lat i jeszcze nie pamiętam, żeby kiedykolwiek u pana Krzysia było nudno lub pusto – zawsze kręci się tam przynajmniej kilka – kilkanaście osób jednocześnie, i chociaż trudno w to uwierzyć, zawsze kiedy tam mi się zdarza przyjechać, wygląda to dokładnie tak samo. A tym którzy nie są wtajemniczeni trzeba wiedzieć, że Antykwariat pana Krzysztofa jest jednym z kliku działających w tym miejscu, ale jako jedyny ściąga tak wielu sympatyków. Podczas gdy stłoczeni klienci próbują znaleźć coś dla siebie na przepełnionych półkach niewielkiego pomieszczenia pana Krzysia, sąsiednie antykwariaty, te bardziej od ulicy, są puste. Ci, którym nie udało się dostać do środka przeglądają ofertę wystawioną na zewnątrz i czekają, aż jakaś osoba wyjdzie, żeby móc zająć jej miejsce. Drzwi antykwariatu są zawsze otwarte, a książki rozłożone dookoła pawilonu w kartonach, na chodniku, na stolikach, bo inaczej nie sposób byłoby wejść do środka i czegokolwiek znaleźć. To wspaniałe udogodnienie, które każdy odwiedzający to miejsce docenia. Czasem znienacka podjeżdża ktoś z dwoma kartonami wypełnionymi książkami i wciska się między obecnych – właściciel wprawnym okiem ocenia zawartość i kupuje całość bez przebierania za 20 zł, 50 zł ….. .

U pana Krzysztofa jest zawsze gwarno, głośno i wesoło. Do dyskusji każdy chce się włączyć, zawsze toczą się jakieś dysputy, jakieś polemiki, dyskusje, poważne, żartobliwe, ze znajomością problematyki lub bez niej – każdy ma coś do powiedzenia. A tematy poruszane są różne różniste – o historii, o wojsku, o książkach, polityce, sprawach intymnych, ktoś czasem rzuci sprośny żart lub się zabawnie przejęzyczy.

Bo magiczna atmosfera antykwariatu rozwiązuje ludziom języki, niczym pod wpływem czarodziejskiego zaklęcia, przychodzące tam osoby różnych płci i stanów, jakby to kiedyś może określono, zaczynają opowiadać niestworzone historie  – wymyślone, zasłyszane lub z życia wzięte, ballady o sobie, uciążliwych sąsiadach, nieślubnych dzieciach, niewiernych żonach, rozpustnych lekarzach, przekupnych sędziach, dramatach cudzych lub własnych. Klientela pana Krzysia jest najbardziej zróżnicowana jaką można sobie wyobrazić – bywają tam gimnazjaliści, studenci, doktoranci, adwokaci, artyści, emeryci i osoby majętne i nieco uboższe, także ludzie, którzy najzwyczajniej w świecie garną się do towarzystwa, są samotni lub chcą spędzić chwilę w sympatycznej atmosferze. Przekrój społeczny tak barwny, że Pan Krzysztof swoich klientów nagrywa, a także opisuje w wydawanych przez siebie wspomnieniach.

Myślicie, że pan Krzysio jest zawsze dla wszystkich uprzejmy – a i owszem, bywa i tak, ale bywa także, że i huknie stanowczo, odrobinę obcesowo, ale zarazem tak, że nie można się gniewać. Pan Krzysztof ma dużo klientów i dużo pracy, jak chce iść do domu, to nie zawsze jest łatwo się pozbyć klientów, którzy wciąż okupują ulubiony antykwariat oglądając książki – chcieliby tu zostać na dłużej. Wtedy pan Krzysio, jak sam stwierdził kiedyś, nie jest finezyjnie przyjemny i oświadcza, że na dzisiaj koniec :)). U Pana Krzysztofa nikt nie jest anonimowy, każdy jest „Szanownym Klientem” lub „Szanowną Klientką”, „Panem Magistrem” lub „Panią Doktor”. Pan Krzysztof ma fantastyczną pamięć i uwielbia przedstawiać swoich stałych bywalców innym, akurat obecnym klientom. „ A ten pan magister to przychodzi tu do mnie od 10 lat, jeszcze jako dzieciak zrywał się zlekcji i przybiegał po komiksy”🙂 Ale dzisiaj akurat, ten ongisiejszy brzdąc przyszedł po inną, zgoła poważniejszą literaturę, jest bowiem studentem.

Niezawodny sposób na klienta

A oferta pana Krzysia, zapytacie ?– jak marzenie, takiej oferty nie ma nikt inny, a nie jeden biznesman mógłby lekcje u naszego żoliborskiego antykwariusza pobierać. Polityka cenowa nie zmieniła się od lat, każdy może znaleźć coś dla siebie, i mimo że pod Antykwariatem są kolejki, to Pan Krzysztof nie podnosi cen, co jest praktyką rzadką w dzisiejszym komercyjnym światku. Ale pan Krzysztof nie należy do gatunku „handlarzy” dzięki temu Antykwariat ma wciąż klientów, tych wiernych starych oraz nowych. Woluminów na miejscu jest wiele tysięcy, a ceny Pan Krzysztof zna wszystkie na pamięć (!) i gdy o konkretną pozycję jest pytany, to podaje kwoty z głowy, co cieszy ogromnie wszystkich, którzy nie znoszą mieć cennika nagryzmolonego na okładce. Tutaj jeszcze wspomnę o jednej istotnej rzeczy. Bywalcy targowisk i miejsc handlowych, gdzie zazwyczaj etykiet z cenami nie uświadczysz, dobrze wiedzą, że kwota rzucona przez handlarza często zależy od samego klienta; tacy robiący dobre wrażenie starych wyjadaczy mają ceny przystępniejsze, wdowy i początkujący szperacze o „naiwnym spojrzeniu” otrzymują cenę, jaką wg sprzedawcy są w stanie zapłacić. Te praktyki handlowe, będące wątpliwym urokiem bazarów i wszelakich giełd kolekcjonerskich nie mają prawa bytu w tym miejscu, bo nasz bukinista nie ocenia wartości swego towaru wg zasobności portfela klienta, ale wg subiektywnej oceny przedmiotu. Po godzinnym nurkowaniu w kartonach i na półkach, podchodzę do pana Krzysia ze stertą książek, a pan Krzysio wylicza ile mnie to będzie kosztowało : „to 50 gr”, to 1 zł, 70 gr”, ….po chwili rzuca „ o to będzie drogie, szanowna Klientko – 3 zł”🙂. I w ten sposób wydawszy 12 zł wychodzę z ciężkim plecakiem, ogromnym uśmiechem na buzi i umorusanymi od knig łapkami. Oferta jest ciekawa, bogata i ciągle są nowe pozycje. Jeżeli czegoś szukamy konkretnego, a nie ma tego akurat na wierzchu to trzeba poprosić pana Krzysia o pomoc, a nie jest wykluczone, że nam to znajdzie : „Tak, mam to, ale jest gdzieś pod stertą w magazynie i muszę się do tego dostać”. Tak brak miejsca to odwieczny problem tego miejsca:). Gdy pierwszy raz tam się pojawiłam wiele lat temu, cały pawilon był przeładowany książkami, a mimo to,  że ich było zawsze za dużo, to często Pan Krzysztof nie mógł sprzedać określonego tytułu, chociaż go miał, a powodem była niemożność wyciągnięcia go spod stosu innych ksiąg. Z czasem sytuacja wydawała się ulegać niewielkiej poprawie.

Gdzie to magiczne miejsce?

Pan Krzysztof jest z wykształcenia historykiem, pasjonatem książek, co wydaje się oczywiste z racji prowadzonej działalności. Powstał o nim nawet film dokumentalny zatytułowany Antykwariat. Gdy się odwiedza jego legendarny antykwariat, ma się wrażenie jakby właściciel przeczytał wszystkie zgromadzone tam książki. Nieład artystyczny panujący w tym miejscu oraz swoboda bycia słynnego bukinisty, prostolinijność, otwartość na ludzi, barwni bywalcy i jasne zasady rządzące antykwarycznym handlem składają się po trosze na niepowtarzalną, magiczną atmosferę, która przyciąga klientów jak magnes. Jeżeli macie chwilę wolną lub szukacie ciekawych miejsc w Warszawie, to Antykwariat u Pana Krzysztofa Jastrzębskiego jest zdecydowanie must-see.

Antykwariat mieści się przy ulicy Słowackiego 6/8 w Warszawie i jest to, patrząc od strony ulicy, ostatni, ale ze względu na liczbę klientów najbardziej się rzucający w oczy pawilon. Można tam dojechać metrem, wysiąść należy na stacji Plac Wilsona, jadąc od Centrum w kierunku stacji Młociny,. Magiczne miejsca tworzą ludzie, nie pomniki czy budynki.

Tu się mieści słynny Antykwariat Krzysztofa Jabłońskiego (fot. google maps - zrzut ekranu i moja strzałka dorobiona w Gimpie - Googlu - dziękuję!)

Tu się mieści słynny Antykwariat Krzysztofa Jabłońskiego (fot. google maps – zrzut ekranu i moja strzałka dorobiona w Gimpie – Googlu – dziękuję!)

Oprócz książek pan Krzysztof ma także pocztówki, wszakże i taki towar przynoszą ludzie z książkami, a i nie tylko. Oprócz tradycyjnych książek można spotkać tam także klasery, albumy, zdjęcia prasowe i rodzinne, płyty, kasety magnetofonowe, niekiedy i zabawki oraz inne różności, których z zasady się tam nie sprzedaje. Kiedyś udało mi się nabyć tam czysty, duży album do zdjęć za 3 zł, a także zestaw prasowych fotosów, z których jedno wygląda tak:

Dwaj rosyjscy żołnierze z sokołami  - obrońcami Kremla

Dwaj rosyjscy żołnierze z sokołami – obrońcami Kremla

Pocztówki z oferty pana Krzysztofa nie mają jakiejś specjalnej rangi, toteż jak wszystko inne, czekają sobie niedbale w kartonach lub reklamówkach na klienta, który je zechce przerzucić i zabrać do innego świata. Żeby sobie dobrać odpowiednie egzemplarze niezbędna jest cierpliwość i dużo czasu, gdyż nie obowiązuje żadna segregacja, ale też i klient nie musi sobie zawracać głowy namolnym spojrzeniem sprzedawcy, który patrzy czy to klient nie za bardzo przewraca w pudle, jak to ma miejsce w innych tego typu przybytkach. To dotyczy oczywiście mało wartościowych kartek, wydanych głównie po 1950 roku. Ja już nie raz po takiej wizycie u Pana Krzysztofa wracałam z bólem pleców i zziębniętymi dłońmi – warunki poszukiwań nie były sprzyjające, bo człowiek czasem musi przykucnąć, schylić się, co chwila wstać, bo przecież są inni klienci chcący przejść do regału za tobą, a do tego, jeżeli jest to późna jesień, marzną niemiłosiernie palce. Mimo to, nie raz już się cieszyłam ze znalezisk – uroczych artystycznych kartek z PRL, z widokami Warszawy, świątecznymi życzeniami, ilustracjami Szancera. Takie karteczki kupowałam tam po 10 -50 gr za sztukę.

Podróż po Warszawie z Wiechowską Ferajną

Podróż po Warszawie z Wiechowską Ferajną. Jedna z serii kartek pocztowych z 1965 roku, (autor Jerzy Zaruba)

Jan Marcin Szancer Żaba i Modraczek i grzyb

Jan Marcin Szancer Żaba i Modraczek i grzyb

Pies co palił fajkę, kartka fotograficzna z PRL

Pies co palił fajkę, kartka fotograficzna z PRL

Oprócz tych mniej wartościowych pocztówek dostępne są też kartki przedwojenne, ładnie ułożone w albumie, zadbane, ale o nie trzeba specjalnie zapytać , gdyż te skarby są schowane przed okiem „Szanownego Klienta”. Na moją prośbę, przyniósł kiedyś pan Krzysztof aż 3 albumy takich starych kart pocztowych. Wszystkie, o ile dobrze pamiętam, po 10 zł. Zaprezentuję jedną z kupionych w tym antykwariacie  kartek, jest to stara humorystyczna pocztówka z osobliwym przedstawieniem jednego ze szwajcarskich szczytów noszącego nazwę „Die Jungfrau” czyli po naszemu „Dziewica” – stąd taka, a nie inna wizja artysty, który tak odmalował górę: Piękne, rozłożone dziewczę i grupa śmiałków, którzy usilnie starają się zdobywać ten wspaniały szczyt. Wszystkiemu przygląda się okrągły, łysy i uśmiechnięty księżyc – stały element wielu przedwojennych pocztówek.

Die Jungfrau stara pocztówka, Szawjcaria

Die Jungfrau stara pocztówka, Szawjcaria

Do zakupu skłonił mnie surrealizm sceny, a także uderzające podobieństwo do innej mojej pocztówki, reprodukcji dzieła Canabela pt. „Narodziny Wenus”. Mam wrażenie, że autor „Die Jungfrau” trochę się wzorował na klasyku.

narodziny Wenus Canabel, stara pocztówka , Stengel Verlag

narodziny Wenus Canabel, stara pocztówka , Stengel Verlag

Antykwariat pana Jastrzębskiego opuszczasz zawsze z jakimś zakupem. Jeżeli nawet przychodzisz po książkę kucharską Kuronia, a jej tam akurat nie ma, wybierasz sobie jakieś czytadła za grosze, radziecki album o Ermitażu, pierwszy tom Harry’ego Pottera – cokolwiek, bo miejsce dostarcza tylu pozytywnych emocji, że aż głupio wychodzić z pustymi rękami. Dla mnie zakup tam jest nie tylko przyjemnością, ale moim sposobem podziękowania za mile spędzony czas.

Uwaga – Bardzo ważne!

Chociaż pan Krzysztof należy do grona dobrych czarodziejów, to magiczna aura unosząca się nad jego antykwariatem pobudza nadmiernie wyobraźnie klientów i upaja, wciąga, osacza, co czasem skutkuje tym, że Szanowna Klientka się rozkręca, kupuje rzeczy, dla których próżno szukać usprawiedliwienia oraz wolnego miejsce na domowym regale🙂. Tak oto, czas temu jakiś  (a było to dawno, że ho ho), nabyłam pod wpływem tej magii takie oto dzieło :

jeden ze śmieszniejszych rysunków z książki François André, Buchheim-Verlag

jeden ze śmieszniejszych rysunków z książki François André, Buchheim-Verlag

książka zakupiona u pana Krzysztofa:) François André, Buchheim-Verlag

książka zakupiona u pana Krzysztofa:) François André, Buchheim-Verlag

Nie dopatrzyłam się smaku w tym wydaniu, ale nabyłam je nie bez radości. Książeczka pełna jest całkiem drętwego humoru i czeka na lepsiejsze czasy.  Do zdecydowanie bardziej trafionych nabytków należy stare wydanie „Dawna Polska w Anegdocie (Maria Tomkiewiczowa, Władysław Tomkiewicz). Urocze to wydanie z niezwykłymi ilustracjami Adama Kiliana : ). Jak zwykle książeczka kosztowała jakieś śmieszne grosze.

Uwielbiam ilustracje Adama Kiliana "Dawna Polska w Anegdocie (Maria Tomkiewiczowa, Władysław Tomkiewicz)

Uwielbiam ilustracje Adama Kiliana „Dawna Polska w Anegdocie (Maria Tomkiewiczowa, Władysław Tomkiewicz)

Uwielbiam ilustracje Adama Kiliana "Dawna Polska w Anegdocie (Maria Tomkiewiczowa, Władysław Tomkiewicz)

Uwielbiam ilustracje Adama Kiliana „Dawna Polska w Anegdocie (Maria Tomkiewiczowa, Władysław Tomkiewicz)

Jedna z książek nabyta za śmieszny grosz w żoliborskim antykwariacie

Jedna z książek nabyta za śmieszny grosz w żoliborskim antykwariacie

Dla wszystkich zainteresowanych, Antykwariat na mapie: