Jak każdy zbieracz rzeczy różnorakich, lubię sobie w trakcie wyjazdów i podróży poszperać po obcych kątach. Na moje nieszczęście takie wycieczki urządzam bez przygotowania, tzn. nie szukam nigdzie porad ani wskazówek, gdzie najlepiej się udać za uciesznymi starociami. Jest to źle, ale taka już moja niezorganizowana natura. Wszystko pakuję w ostatniej chwili i wiadomości o odwiedzanym miejscu pozyskuję dopiero w trakcie podróży, tak więc na jakościowe tipsy nie ma co liczyć.

W czasie moich ostatnich wypadów do Wilna, udaliśmy się ze znajomymi do kilku antykwariatów, gdzie oczywiście taki turysta nie ma co liczyć na żadne ciekawe znaleziska, ale to nic, bo nie pogoń za zdobyczami była naszym celem, a zasłużony wypoczynek.
Dotarliśmy także na ulicę Zamkową w Wilnie (trudno ją ominąć), gdzie mnóstwo było straganów z suwnierami każdej maści, w tym ruskimi babami i struganymi piszczałkami. Wśród podobnie wyglądających stolików, z towarem wiadomego pochodzenia, dostrzegłam starszego pana ok. 70-tki, który proponował zgoła inne atrakcje, a mianowicie znaczki, odznaczenia …i stare pocztówki po 8 litów sztuka. Fakt nie było ich wiele, ale już sama możliwość pogrzebania w starych kartkach ucieszyła mnie ogromnie. Na niewielkim stosiku kartek i zdjęć,  było trochę pocztówek polskich, trochę świątecznych, ale nic specjalnego, z resztą na nic wielkiego nie liczyłam, jedynie na zakup niewielkiej papierowej pamiątki z wycieczki. Szukałam głownie gwiazd kina, ale nie znalazłam nic dla siebie. Stosik kartek przechwyciła moja koleżanka. Pan sprzedawca zapytał po rosyjsku, czego szuka konkretnie. Koleżanka odparła, że patrzy, może kogoś z rodziny znajdzie wśród zdjęć. Wiadomym jest oczywiście, jak karkołomnym przedsięwzięciem jest odszukanie znajomej twarzy wśród stosu kart, nieznajomego jegomościa, posiadającego przypadkowy towar z niewiadomego źródła. Naturalnie taki zamiar nie mógł się obyć bez drwiącego komentarza tego, miłego, starszego pana, który znając realia, skwitował, że „kartki się bierze albo nie , a jak ktoś szuka rodziny, to lepiej niech w ogóle nie szuka”.
No i tutaj nie sposób się nie zgodzić z tym panem w kwestii zasadniczej, bo prawdopodobieństwo szczęśliwego trafu graniczy z cudem. Ale czy to znaczy, że klient musi być narażony na wysłuchiwanie mało uprzejmych komentarzy ? Treść komentarzy bolesna i prawdziwa, sprowadzająca się do jednego oczywistego stwierdzenia – ” skarbów tutaj nie ma”.  No tak, nikt na niesamowite znaleziska raczej  nie liczył, ale nadzieja zawsze jest, że może się znajdzie coś chociażby miłego oku.  Tymczasem, grzebanie w stosie staroci spotyka się z szyderczym uśmieszkiem wielu sprzedawców, którzy już sami niejednokrotnie ten sam stosik przebrali i dobrze wiedzą, co tam jest.  Najlepszy klient to byłby taki, który bez oglądania wziąłby wszystkie zgromadzone dobra i zapłacił bez targowania wyśpiewaną cenę. Arogancja sprzedawców może świadczyć o przynajmniej jednym – że nasz sentymentalno-nostalgiczny rynek staroci ma się w najlepsze – klienci zawsze się znajdą, o nich dbać nie trzeba, bo towar rzadki.  Podczas gdy w galeriach handlowych asystentki nadskakują wyśpiewując poematy na temat  wyjątkowości cudeniek z dalekiego wschodu, o  podobne narzucanie  się przez handlarzy z pchlich targów nie musimy się obawiać. Nie to żebym tęskniła, co to to nie. Jednak chciałabym trochę wyrozumiałości dla poszukiwaczy „skarbów”, wszakże skarb skarbowi nie jest równy i każdy inaczej może interpretować to słówko.  Z drugiej jednak strony, staram się rozumieć starych wyjadaczy, którzy zwyczajnie mają dosyć, gdy tysięczna osoba podchodzi, grzebie, niszczy towar i niczego nie kupuje, bo w miszmaszu za 50gr nie znalazła ani jednego „judaika” ani „Piłsudskiego z żołnierzami”.

 

Pilies gatvė - Wilno Litwa ulica Zamkowa

Pilies gatvė – Wilno Litwa ulica Zamkowa
Pilies gatvė

Pilies gatvė – Wilno Litwa ulica Zamkowa

Reklamy