Latest Entries »

Dzisiaj odsłuchiwałam starą płytę z utworami Marlene Dietrich i jedna z piosenek tak mnie pozytywnie nastroiła, że postanowiłam odkopać ją na youtube, a także podrzucić kilka cudownych pocztówek Kathariny Klein :)

Mam na myśli wspaniały utwór „Cherche la rose” czyli „Szukaj róży„. Posłuchajcie:

Przesłanie i słowa są tym, co naprawdę urzeka w tej piosence; tłumaczy ona, dlaczego warto jest gonić za swoimi marzeniami. Najczęściej są to marzenia o „rzeczach” szlachetnych, ulotnych, pięknych,  jak sama róża, która jest synonimem „miłości”, ale nie wykluczone, że może symbolizować cokolwiek innego, wspaniałego i ważnego dla człowieka, gdyż każdy z nas ma przecież inne marzenia i potrzeby.  Czasem są to marzenia, zdawałoby się, niemożliwe do spełnienia, dlatego powinniśmy uwolnić swój umysł i dać skrzydła wyobraźni.  To, czego pragniemy, szukajmy wszędzie, nawet tam, gdzie poszukiwania wydawałyby się absurdalne. Tak więc nie bójmy się marzyć i szukajmy RÓŻY  wszędzie – ” w więziennych lukarnach”, „morskich wydmach”, „w sercach umęczonych”, „tam gdzie wysychają źródła” …wszędzie, nawet tam, gdzie szukanie skazane jest w powszechnej opinii na klęskę. 

Czy to gwarantuje sukces ? Oczywiście, że nie. Po co więc nam ten cały wysiłek ? Kilka linijek pięknie nam to tłumaczy:

/szukaj róży/
/A gdy przemierzywszy wszystkie drogi/
/nie udało Ci się jej odnaleźć/
/Przynajmniej o niej śniłeś/

Czasem nie cel drogi jest najważniejszy, ale podróż sama w sobie – piękno krajobrazów, zachody słońca i gwałtowne burze. Marzenia nadają bieg naszemu życiu, pobudzają do działania, dzięki nim poznajemy rzeczy nowe, których nie odkrylibyśmy, gdybyśmy się nie ośmielili. To wspaniałe doświadczenia, które wzbogacają nas wewnętrznie, uczą piękna i pokazują nowe, niepoznane drogi. Sen o marzeniu jest także spełnieniem – pamiętajmy o tym i nie bójmy się marzyć, bo gdyby nie marzenia, nie czytalibyście tego tekstu ….. :)

Poniżej kilka linijek z tej pięknej piosenki:

Cherche La Rose /Szukaj Róży/

(…)
Dans le sable du désert
/w piasku pustyni /
Sur les dunes de la mer
/w morskich wydmach/
Et tant pis si tu te perds,
/trudno, jeżeli się zgubisz/
Cherche la rose {la rose}
/szukaj róży (róży)/
Aux lucarnes des prisons
/w lukarnach więziennych/
Où l’on rêve de pardon
/gdzie się marzy o uniewinnieniu /
Où se meurt une chanson
/gdzie piosenka umiera /

(…)

Chez l’aveugle, chez le sourd
/u niewidomego, u głuchego/
Où la nuit rêve du jour
/gdzie noc marzy o dniu/
….
Au fond de ton cœur meurtri
/na dnie serca umęczonego/
Où la source se tarit
/gdzie źródło wysycha/
Où dans l’ombre monte un cri
/gdzie w cieniu wznosi się krzyk/
Cherche la rose
/szukaj róży/
Et battant tous les pavés
/A gdy przemierzywszy wszystkie drogi/
Si tu n’ l’a point trouvée
/nie udało Ci się jej odnaleźć/
Tu l’auras au moins rêvée
/Przynajmniej o niej śniłeś/
Cherche la rose {la rose}
/Szukaj róży (róży)/

***

Róża, synonim miłości, jeden z ulubionych kwiatów malarzy i poetów. Nie mogłam się powstrzymać i wykopałam w swoim zbiorku kilka pocztówek wspaniałej niemieckiej artystki, Cathariny Klein, której ulubionym tematem malarskim, była flora. Wśród niezliczonych pocztówek, do których stworzenia wykorzystano piękne obrazy Klein, znajduje się ogromna ilość tych poświęconych róży – róże czerwone, różowe i żółte, w bukietach, w wazonach lub w pojedynkę.

  1. Pocztówka z serii „Rosenzauber” wydana przez Meissner&Buch, z datą 1903, długi adres, adresowana do Zgorzelca  i urocza korespondencja w języku francuskim:

„Kochana Ciociu!
Toż to dzisiaj rocznica Twoich urodzin i nie mogę w takim dniu nie powiedzieć Ci, jak bardzo Cię kocham. Przyjmij moje najszczersze życzenia. Całuję Cię moja droga Ciociu.
Twoja oddana siostrzenica Louise „Róża Roses Catharina Klein Stara Pocztówka Vintage Postcard (2)

  1. Inne piękne przedstawienie róż na pocztówce przedwojennej, wydanej ok. 1910-1930.Róża Roses Catharina Klein Stara Pocztówka Vintage Postcard (12)
  2. Trójca :) Trzy róże – czerwona, różowa i biała na czarnym tle pocztówki urodzinowej. Kartka z obiegiem 1929.  Wydanie Meissner & Buch.

Róża Roses Catharina Klein Stara Pocztówka Vintage Postcard (4)

4. Róże żółte, pocztówki przedwojenne

4. Róża Roses Catharina Klein Stara Pocztówka Vintage Postcard (11) Róża Roses Catharina Klein Stara Pocztówka Vintage Postcard (10)

5. Cudowna wytłaczana pocztówka wydana przez   T.S.N. (6 Dess) Theo Ströfer Nürnberg. Kartka z obiegiem : 1910.

Róża Roses Catharina Klein Stara Pocztówka Vintage Postcard (1)

Zobacz także:

Zbiorek starych pocztówek z reprodukcjami prac Cathariny Klein

Catharina Klein – pocztówki

Kilka pocztówek z reprodukcjami dzieł Cathariny Klein

Cieszę się ogromnie, że udało mi się odwiedzic Jarmark w tym roku. Wiele ślicznych rzeczy widziałam, dosłownie kilka kupiłam ( w dobrej cenie ), obfociłam, co mogłam :)

Moje skromne pocztówkowe zdobycze przedstawiają się następująco:

1. Art Deco, Chiostri bez sygnatury – 7 zł ( kupiłam go przypadkiem, od Pana, który w zasadzie nie wystawiał się na Jarmarku, ale jako pewnie dobry bywalec takich targowisk, nosił ze sobą album pocztówek, gdzie zawsze każdy coś dla siebie znajdzie).

Chiostri, Art Deco stara pocztówka

Chiostri, Art Deco stara pocztówka

 

2. Reklamowa pocztówka z widoczkiem Krakowa. Wytargowałam od jednego Gdańszczanina – z 20 zł zszedł na 15 ;)

Kraków, stara przedwjenna pocztówka reklamowa

Kraków, stara przedwjenna pocztówka reklamowa

3. Jeden z moich ulubionych tematów – czarownice – i Hexentanzplatz – Waplpurgisnach za całe 5 zł – toż to „Schnäppchenpreis ” :)

Czarownice i Noc Walpurgii, stara pocztówka

Czarownice i Noc Walpurgii, stara pocztówka

 

Ogólne wrażenia z antykowo-starociowej części Jarmarku Św. Dominika mają się następująco:

 

Sprzedaż zakończona 9 lipca 2015 na portalu Ebay. Cena wywoławcza 7000 USD. Sprzedano za mniejszą kwotę, której wysokość nie została określona.

Marlene Dietrich i Greta Garbo - sprzedaż pocztówek na Ebay

Marlene Dietrich i Greta Garbo – sprzedaż pocztówek na Ebay

Marlene Dietrich i Greta Garbo - sprzedaż pocztówek na Ebay

Marlene Dietrich i Greta Garbo – sprzedaż pocztówek na Ebay

Czasem pocztówka staje się pretekstem do opowiedzenia historyjki, a tym razem, to historyjka jest pretekstem do zaprezentowania pocztówki. W zasadzie to chodzi o piękny wiersz XIX-wiecznego autora niemieckiego – Ferdinand Freiligrath’a.  Na wiersz ten natknęłam się kilka lat temu, poszukując informacji o Marlene Dietrich. Na youtube znajduje się nagranie Marleny opowiadającej ten wiersz przez łzy; wiersz jest przepiękny, tak że po jakimś czasie, nareszcie zdobyłam się na jego wklejenie na mój blog. Od siebie dodaję moje szybkościowe tłumaczenie.

 

Pocztówka przedstawia, naturalnie, autora wiersza :)

 Ferdinand Freiligrath

Ferdinand Freiligrath

O lieb’, solang du lieben kannst!

O lieb’, solang du lieben kannst!
O lieb’, solang du lieben magst!
Die Stunde kommt, die Stunde kommt,
Wo du an Gräbern stehst und klagst!

Und sorge, daß dein Herze glüht
Und Liebe hegt und Liebe trägt,
Solang ihm noch ein ander Herz
In Liebe warm entgegenschlägt!

Und wer dir seine Brust erschließt,
O tu ihm, was du kannst, zulieb’!
Und mach’ ihm jede Stunde froh,
Und mach ihm keine Stunde trüb!

Und hüte deine Zunge wohl,
Bald ist ein böses Wort gesagt!
O Gott, es war nicht bös gemeint, –
Der andre aber geht und klagt.

O lieb’, solang du lieben kannst!
O lieb’, solang du lieben magst!
Die Stunde kommt, die Stunde kommt,
Wo du an Gräbern stehst und klagst!

Dann kniest du nieder an der Gruft
Und birgst die Augen, trüb und naß,
– Sie sehn den andern nimmermehr –
Ins lange, feuchte Kirchhofsgras.

Und sprichst: O schau’ auf mich herab,
Der hier an deinem Grabe weint!
Vergib, daß ich gekränkt dich hab’!
O Gott, es war nicht bös gemeint!

Er aber sieht und hört dich nicht,
Kommt nicht, daß du ihn froh umfängst;
Der Mund, der oft dich küßte, spricht
Nie wieder: Ich vergab dir längst!

Er tat’s, vergab dir lange schon,
Doch manche heiße Träne fiel
Um dich und um dein herbes Wort –
Doch still – er ruht, er ist am Ziel!

O lieb’, solang du lieben kannst!
O lieb’, solang du lieben magst!
Die Stunde kommt, die Stunde kommt,
Wo du an Gräbern stehst und klagst!

Kochaj, tak długo, jak możesz

Kochaj, tak długo, jak możesz!
Kochaj, tak długo, jak pragniesz!
Przyjdzie czas, przyjdzie czas,
Gdy staniesz nad grobem i zapłaczesz!

Dbaj, aby serce Twe zawsze płonęło
Miłością pałało i ją pielęgnowało,
Tak długo, jak drugie serce
mu w miłości będzie wtórowało !

Gdy jego ramiona się dla Ciebie otworzą,
Rób co możesz, dla jego słodyczy!
Czyń go szczęśliwym w każdej godzinie,
I w żadnej godzinie nie czyń mu goryczy!

I poskramiaj język swój,
Nim złe słowo wypowiesz!
O Boże –  to nie było zamierzone –
On jednak odejdzie i zapłacze.

Kochaj, tak długo, jak możesz!
Kochaj, tak długo, jak pragniesz!
Przyjdzie czas, przyjdzie czas,
Gdy staniesz nad grobem i zapłaczesz!

Wtedy nad kryptą  uklękniesz
I schowasz oczy, smutne i mokre,
– Jego już nigdy więcej nie zobaczysz –
W cmentarza trawie wilgotnej.

I powiesz – popatrz na mnie teraz,
Która płacze nad Twoim grobem!
Przebacz, że tak Cię zraniłam nieraz!
O Boże, to nie było zamierzone!

On  nie zobaczy Cię i nie usłyszy jednak,
Nie przyjdzie, byś go z radością objęła;
Usta, co często całowały, nie mówią już nigdy wszak:
Ja już dawno Tobie przebaczyłem!

Ale on i tak już  Ci wybaczył  dawno,
Choc wiele   gorących łez uronił
Za Twoim słowem cierpkim bardzo –
Cicho, wypoczywa już, u celu swych dni!

Kochaj, tak długo, jak możesz!
Kochaj, tak długo, jak pragniesz!
Przyjdzie czas, przyjdzie czas,
Gdy staniesz nad grobem i zapłaczesz!

Christmas Greetings from the Blue Angel :

 

 

 

 

Z pocztówką tą miałam styczność dwukrotnie. Kilka dobrych lat temu pozbyłam się jej, bo nie pasowała do tematyki mojego zbieractwa.  Z czasem jednak pożałowałam  swojej decyzji. Nie pamiętałam jednak tytułu karty, a jedynie autora, którego charakterystyczny styl zwrócił moją uwagę. Dosyć szybko udało mi się odnaleźć inny egzemplarz pocztówki. Na pierwszy rzut oka, skrzydlaty stwór widoczny na pocztówce przypominał nieco smoka z opowieści fantasy.  Tułów jednak wyglądał bardziej na ciało lwa, a zamiast tradycyjnej paszczy smoczej, dostrzec można było jakąś brodatą twarz ludzką.  Stwór sprzedany jako „smok” okazał się być Gerionem, czyli mitycznym stworem, który przybrał swój charakterystyczny, ale odmienny od mitologicznego,  wygląd w Boskiej Komedii Dantego.

Pocztówka ilustruje właśnie tę scenę z Boskiej Komedii, gdzie w Piekle Dante i Wergiliusz odbywają podróż na grzbiecie mitycznego stwora – Geriona.  Kartę tę można w internecie spotkać zarówno w wersji czarno-białej, jak i kolorowej.

Gerion, Domenico Mastroianni, wydanie własne artysty

Gerion, Domenico Mastroianni, wydanie własne artysty

rewers pocztówki; Gerion, Domenico Mastroianni, wydanie własne artysty

rewers pocztówki; Gerion, Domenico Mastroianni, wydanie własne artysty

Fragment tej podróży ilustrują następujące wersy z lektury: 
„Oto zwierz, co chwost ponosi kolczaty
Po górach, twierdze i zbroje druzgoce,
Wstrętnym oddechem zapowietrza światy” —
4
Rzekł Mistrz i skinął czarciemu wywłoce,
Ażeby do nas przybliżył się, skrzydły
Dżwignąwszy w górę ku samej opoce.
7
A owy zdrady pierwowzór obrzydły
Do brzegów tułów i głowę wypręża,
W dół opuszczając ogoniaste widły.
10
Twarz jego, niby twarz zacnego męża,
Ufność budziła składając się szczerze,
Lecz resztą cielska przypominał węża.
13
Łapy kosmate miał do pach, jak zwierzę,
A boki jego, grzbiet i przepuklina
Były upstrzone w węzły i puklerze.”
[opis Geriona – fragment z Dante Alighieri,Boska Komedia, Piekło, Pieśń XVII,]

Na rewersie cytat z pieśni XVII Piekła –
„Allor fu’ io più timido allo scoscio” … -„Za czym lękliwiej kurczę się i czaję”

Dawno, dawno temu, gdy świat nie słyszał o mandze, na ulicach Tokyo próżno było szukać dziewcząt – lalek z różowymi włosami i koronkami w sukienkach, a reszta Japończyków nie robiła sobie dziwnych obwarzanków na czołach, żyła sobie urocza, młoda niewiasta o imieniu Tokojoko …… bla bla bla. Część bajki zmyśliłam, ale jak mam napisać, kim jest panna z poniższego zdjęcia ?

Japonka na starej pocztówce z początku XX wieku

Japonka na starej pocztówce z początku XX wieku

Sprzedawcy pocztówek w takich momentach rzucają „gejszami”, ale czy to rzeczywiście gejsza  ? Popyt na gejsze jest znaczny, toteż każda skośnooka przedstawicielka płci pięknej może liczyć na takie miano, pojawiając się gdzieś na aukcji. A może dawniej przeciętne Japonki nie mogły pozować fotografom do zdjęć ? Nic mi o tym nie wiadomo. Kartkę nabyłam z uwagi na ciekawą kolorystykę i wspaniały rewers :

pocztówka Japońska

Pamiętam, że oprócz tej pocztówki miałam upatrzone jeszcze inne kartki z Japonkami, tamte jednak będąc pocztówkami obiegowymi jawiły się zbieraczom bardziej ciekawe (znaczki!) i dlatego nie udało mi się wygrać licytacji. Do zbiorku trafiła samotna Japonka  z czystym rewersem.

Pisałam już czy nie, ale syrenki są bardzo lubianym tematem zachodnich filokartystów. Ostatnio miałam coś skrobnąć na temat i postanowiłam się rozejrzeć po naszym rodzimym podwórku, czego owocem były dwa ciekawe nabytki, z których jeden tutaj prezentuję.

A. Dzierzbicki, Syrena - stara pocztówka z Warszawy

A. Dzierzbicki, Syrena – stara pocztówka z Warszawy

Przedwojenna pocztówka z wizerunkiem warszawskiej syrenki autorstwa pana Dzierzbickiego (na dole pocztówki widoczne są inicjały A.D.). Gdy zobaczyłam tę kartkę aż podskoczyłam z radości. Powód do szczęścia podwójny – po pierwsze wzbogaciłam się  o naprawdę piękną syrenę, po drugie jest to nasza Warszawska Syrena   i to z 1914 roku :).  W tle widzimy także dobrze nam znane zabytki stołeczne – Kolumnę Zygmunta, pomnik Mikołaja Kopernika, Katedrę św. Jana w swym przedwojennym kształcie. Pocztówki warszawskie to nie jest mój konik, ale zawsze miło, gdy coś takiego wpadnie.

Syrenka Dzierzbickiego ma swój wyraźny charakter, jest trochę nimfą, trochę amazonką o rysach twarzy podobnych do Madonny  – piękną, mityczną zjawą. W ilustracji artysty dopatrzyć się można wpływów zarówno ludowych (koronkowe wycinanki),  jak i jeszcze  niedawno modnej secesji.

Kim był sam A. Dzierzbicki ? Looknęłam do netu i jedyna osoba, która mi wpadła w oko i, pi razy drzwi,  pasuje do A. Dzierzbickiego, to Antoni Eugeniusz Dzierzbicki (1887-1959), który być może wzorem innych artystów swej epoki, oprócz tworzenia tradycyjnych obrazów, użyczał swego talentu na potrzeby produkcji  pocztówek.  Na pewno w jakichś niezdygitalizowanych opracowaniach naukowych jest coś niecoś na temat tego pana, ja niestety, będąc ograniczoną do zasobów g+ muszę zakończyć na tym niniejszy rys biograficzny.  Jedyny szczegół, jaki ustaliłam, to fakt, że jego obraz pt. „Krzew Różany” był wyceniony w katalogu Desa z 2011 na nieco ponad 4000 zł. Nasza Syrenka z pocztówki nie taka droga, ale o ile piękniejsza!

rewers

rewers

Wydanie: Tow. wyd. Gryf w Warszawie, Prawa zastrzeżone 14 stycznia 1914r.

er

Filokartystyka jest powszechnie znanym i uprawianym hobby na całym świecie. Jeżeli przyjrzymy się jednak profilom zainteresowań, które dominują w poszczególnych krajach, zauważymy ciekawe różnice. Polski filokartysta ceni sobie „historię” w szerokim tego słowa znaczeniu – zbiera się widoki miast i wsi (temat typowy dla każdego państwa), tematykę militarną i patriotyczną.  W Wielkiej Brytanii oraz innych krajach o ustroju monarchicznym daje się zaobserwować większe niż gdzie indziej zainteresowanie kartkami „royalty” czyli przedstawieniami głów panujących i ich rodzin.  Tam gdzie był lub jest nadal silnie rozwinięty przemysł filmowy, kolekcjonerzy chętniej się skupiają na pocztówkach z wizerunkami aktorów – USA, Francja, Niemcy etc.  Cała Zachodnia Europa i USA kochają piękne pocztówki artystyczne, Ameryka, chociaż nie tylko, zbiera Halloween. No bardzo to uprościłam – wiem.  Nie da się przypisać kolekcjonerom w danym kraju jakiejś jednej łatki, chociaż każdy ma swoje pewne wyróżniki.

Grzebiąc już od jakiegoś czasu w pocztówkach francuskich nabrałam przekonania, że tamtejsi zbieracze lubują się w rozmaitych tematach dokumentalnych, obyczajowo-społecznych. Wiele jest tam pocztówek pokazujących rozmaite uroczystości, wydarzenia, a nawet drobne zdarzenia codzienne jak wypadki drogowe, kolejowe, egzekucje, pojmania przestępców, pożary, powodzie i wiele innych. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że Francuzi mają ogromną ilość materiału na ten temat, czego się nie da porównać np. z tym, co widuję w Polsce. Wszelakie pocztówki typu „dawne zawody” to jeden z ciekawszych obszarów zainteresowań filokartysty we Francji. Wśród nich znajdziemy jeden, który cieszy się szczególną popularnością (lub innymi słowy, na który jest obecnie moda). Chodzi tu o pocztówki ilustrujące wędrownych demonstratorów niedźwiedzi (po francusku „montreur d’ours” = „ten co pokazuje niedźwiedzie„). Nie wiem czy nazwa, którą wymyśliłam „demonstratorzy niedźwiedzi” jest trafna, ale „pokazywacze niedźwiedzi” gryzło mnie w uszy, a „treserzy niedźwiedzi” kojarzyło się nazbyt swojsko jak na to, co faktycznie robili „montreurs d’ours” (przybliżona wymowa: „mątrer durs”).

Demonstratorzy niedźwiedzi to zawód znany od czasów średniowiecza.  Osoby trudniące się tym fachem, wędrowały od miasteczka do miasteczka, od wsi do wsi, przemierzając często wielosetkilometrowe odcinki pomiędzy państwami  pieszo oraz dając pod gołym niebem publiczne pokazy sztuczek z udziałem wcześniej przygotowanych do tego celu niedźwiedzi.  Zawód ten szczególnie rozwinął się w Europie w XIX wieku, zwłaszcza w biedniejszych, górzystych regionach, jak francuski l’Ariège,  Abruzzo we Włoszech, czy niektóre rejony Bałkanów. Dawniej widok wędrowca z niedźwiedziem nie był czymś rzadkim, dzisiaj jednak zawód ten praktycznie zniknął. Demonstratorów niedźwiedzi można jeszcze spotkać w czasie festynów lub pokazów cyrkowych.

W Pirenejach zawód ten był w pewnych regionach tak rozwinięty na skalę niemal przemysłową. Wioska Ercé miała w XIX wieku podobno nosić dumne miano regionalnej „szkoły niedźwiedzi”. (info: wikipedia.fr)

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours

Pireneje – pocztówka francuska „Miejscowy niedźwiedź”. (fot. delcampe.net)

We Włoszech, wędrowny demonstrator (demonstratorzy znani byli tam jako ” orsanti „), nabywszy wytresowanego niedźwiedzia wyruszał w drogę, często na 2 lata. Pieszo pokonywał Alpy, kierując się przez Lombardię, Wenecję w stronę Niemiec  i Europy Wschodniej, dając za dnia pokazy na placach miast i miasteczek, które odwiedzał. Ci, którym udało się przeżyć, wracali do siebie po odbyciu kilku takich podróży, albo wyruszali do jeszcze odleglejszych krain, jak Rosja, Finlandia, Norwegia czy Ameryka. (info: wikipedia.fr).

Abruzzo we Włoszech, skąd wywodziło się wielu "orsanti".  (fot. TUBS / wikimedia.commons)

Abruzzo we Włoszech, skąd wywodziło się wielu „orsanti”. (fot. TUBS / wikimedia.commons)

Poniżej kolejna pocztówka z Pirenejów, z typowym przedstawicielem niedźwiadkowego fachu.

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (14)

Pireneje – demonstrator niedźwiedzi (fot. delcampe.net)

Pokazy niedźwiedzi musiały być niezwykłą atrakcją dla lokalnej ludności, a szczególnie dla dzieciaków, które, jak pokazują liczne pocztówki, gromadziły się wokół przybysza  i wyczekiwały z niecierpliwością trików i sztuczek.  Pamiętajmy, że były to czasy, gdy radio  i telewizja nie funkcjonowały, dostęp do gazet i książek był w pewien sposób ograniczony dla biedniejszych warstw.  Cyrk pod gołym niebem musiał być wspaniałym przeżyciem dla mieszkańców żyjących z dnia na dzień pracą i prostymi obowiązkami. Czy potrafilibyśmy sobie wyobrazić ten dreszczyk emocji towarzyszący wieści, że do miasteczka zawitali wędrowni cyganie z tańczącym niedźwiedziem ?

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (9)

Pireneje, l’Ariège – demonstrator niedźwiedzi w trakcie spektaklu pod gołym niebem…(fot. delcampe.net)

Noaillan to niewielka miejscowość w Akwitanii, w południowo -zachodniej Francji. W oku 1990 zamieszkiwało tam niespełna 900 osób.  Do poniższego zdjęcia, wykonanego na początku XX stulecia, zbiegły się chyba wszystkie maluchy z okolicy i ustawiwszy się w cieniu bohatera dnia, zostały tak oto uwiecznione .  Dwie radości za jednym razem –  pokaz wędrownego przybysza z daleka i wspólne zdjęcie, które przetrwa pokolenia ….

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (15)

Noaillan – na placu (fot. delcampe.net)

Pokazom demonstratorów towarzyszył pewnie handel pamiątkami, a w szczególności pocztówkami. Poniżej dwie ciekawe pocztówki z serii „malownicza Owernia” (L’Auvergne pittoresuqe) przedstawiające demonstratora ze swoim podopiecznym.  Podpis pod obrazkami ma na celu wywołanie reakcji przerażenia, wzbudzenia sensacji wśród uczestników pokazów,  a także przypomnienia, że obserwowane zwierzę jest w gruncie rzeczy dzikie i może być niebezpieczne, co ostatecznie musiało przyczyniać się do wzrostu sprzedaży kartek. Opisy na rzeczonych pocztówkach informują odbiorców ” Ten niedźwiedź, jest tym samym, który w czerwcu 1906 pożarł dziecko w Beaumont, niedaleko Brioude„.  Reklama dźwignią handlu :).

Demonstrator niedźwiedzi

Demonstrator niedźwiedzi

Kolejna pocztówka z niedźwiedziem – pożeraczem dzieci. Na drugim planie, w bezpiecznej odległości, pozuje do zdjęcia grupka zaciekawionych,  lokalnych uczniaków….

Demonstrator niedźwiedzi

Ten niedźwiedź, jest tym samym, który w czerwcu 1906 pożarł dziecko w Beaumont, niedaleko Brioude

Wędrowne, „jednoosobowe cyrki” przemierzały kiedyś całą Europę, dając pokazy w większych lub mniejszych miejscowościach, bardzo często podczas festynów, które pozwalały na zgromadzenie odpowiedniej publiczności.  Niedźwiedzie nie były jedynymi zwierzętami, które stanowiły atrakcję pokazów, ale spośród papug, małp, wielbłądów, to właśnie one cieszyły się szczególnym zainteresowaniem. Waga misia dochodziła do 350kg, a gdy stanął na dwóch łapach mierzyć mógł nawet 2 metry.  Mimo to, że był do pokazów specjalnie przygotowany, tańcząc, skacząc, zataczając kółka,  a także „pojedynkując się” ze swoim panem, to tak naprawdę spektatorzy zawsze mieli świadomość, że przecież jest to dzikie i niebezpieczne zwierzę, które mimo tresury może zachowywać się w sposób nieprzewidywalny. (info: museogliorsanti.it )

sztuczka z rowerem (foto Julietaurines/delcampe.net)

Sztuczka z rowerem (foto Julietaurines/delcampe.net)

Bałkany

Na Bałkanach, Romowie trudniący się tym zajęciem znani byli w Rumunii pod nazwą ” Ursari „; W Bułgarii i Serbii zwano ich Meckari, w Albanii i Kosowie – Arushgjike, a Arkoudhiares  w Grecji (info Wikipedia.fr).

Ursari Rumunia (foto: Virtok, delcampe.net)

Ursari – Sinaia, Rumunia (foto: Virtok, delcampe.net)

Ursari Rumunia (fot. Papervend, delcampe.net)

Ursari Rumunia (fot. Papervend, delcampe.net)

Gdy patrzę na te stare pocztówki, wydające się dzisiaj może nieco osobliwymi, mam nieodparte wrażenie,  że niedźwiedź jawił się dawniej jako zwierzę niemal mityczne. Jak informuje wikipedia.fr,  węgierscy demonstratorzy niedźwiedzi byli szczególnie cenieni w Niemczech, jako że niedźwiedzie, często nie były tam zwierzętami ludziom znanymi, z uwagi na deforestację terenów mającą miejsce od czasów średniowiecza. (wikipedia.fr).  Widok nieznanego stworzenia wykonującego różne triki dla zabawy musiał być fascynującym widowiskiem. Trudno to nam sobie wyobrazić,  dzisiaj, kiedy kilkoma kliknięciami możemy sobie załatwić dostęp do niemal każdej  informacji.  A może powinniśmy sobie wyobrazić ufo-ludka z planety X, podskakującego wesoło na jednej nodze, żeby spróbować zbliżyć się do doznań towarzyszących ludziom w trakcie dawnych pokazów niedźwiedzi?

Demonstratorzy niedźwiedzi jako temat do kolekcjonowania?

Jak każdy rodzaj karty pocztowej, także i ten, znajduje swoich amatorów. I to nie byle jakich. Pocztówki z pociesznymi niedźwiadkami  i ich panami mają swoich zaciekłych wielbicieli, szczególnie we Francji, gdzie często za pojedynczą pocztówkę trzeba zapłacić kilkadziesiąt Euro, a niekiedy nawet kilkaset.  Ilość materiału na temat wędrownych demonstratorów niedźwiedzi jest tam dosyć spora, co stwarza dobre warunki „rynkowe” dla zbieraczy.  Samo bogactwo zdjęć i przedstawień na starych kartach pocztowych, pozwala nam uzmysłowić sobie, że zajęcie te było ok. 100 lat temu naprawdę popularne. Z drugiej strony,  niemal całkowity brak podobnych pocztówek w Polsce, zastanawia  i intryguje.  U nas jest to temat   chyba w ogóle nieznany. Osobiście nie widziałam ani jednej pocztówki polskiej z demonstratorem niedźwiedzi. Nie powinniśmy się tym oczywiście przejmować, bo każdy ma swojego konika, którego z lubością, do bólu zajeżdża. My w Polsce mamy słabość do militariów, topografii, pamiątek patriotycznych, w tym pocztówek nawiązujących do tych tematów. Wojny i walka o niepodległość są głęboko zakorzenione w naszej świadomości i stanowią pewną część „tradycji”. Taką samą, przepełnioną nostalgią i możę nawet niekiedy utraconą tradycją są we Francji omawiani „demonstratorzy niedźwiedzi”, kojarzeni często z romantycznym światem przodków, a nawet dzieciństwa, który odszedł.  Chęć zachowania tego świata chociażby  w obrazach, odzwierciedla się w wysokich cenach tych kartek i wzmożonym popycie, jaki daje się zaobserwować już od jakiegoś czasu.

„Demonstratorzy niedźwiedzi dzisiaj :

http://www.youtube.com/watch?v=kA_JreEckDg

Działające muzeum we Włoszech – museo gli Orsanti :

http://www.museogliorsanti.it

Ciekawie i romantycznie wszystko to wygląda na pocztówkach.  Ginący zawód i pocieszny zwierzak robią performanse na wolnym powietrzu. Zawód ten, będący źródłem przychodu dla ludzi, stanowił i nadal stanowi, w pewnych regionach świata, źródło cierpienia dla zwierząt. Patrząc na te stare pocztówki, łatwo zapomnieć o tym aspekcie sprawy.

źródła z których korzystałam przy tworzeniu wpisu:

delcampe.net (zdjęcia)

fr.wikipedia.org/wiki/Montreur_d’ours

ariege.com/montreursdours/index.html

Aktualizacja z dnia 23.11.2014

Dzięki gościowi z FB dowiedziałam się, że prawidłowa polska nazwa tego zawodu to ” niedźwiednicy „

Dzięki innemu odwiedzającymi mój blog, dzielę się z Wami niecodziennym dla nas obecnie widokiem niedźwiadka na terenie Karpacza ( tutaj )

Kiedyś aktorki i tancerki miały pod górkę.  Nie było takich możliwości obróbki fotografii, jak dzisiaj, nie było photoshopa i zapewne  wsparcie charakteryzatorów czy specjalistów od wizerunku było mniejsze niż dzisiaj.
Tym bardziej na uwagę zasługują damy, które mimo wszystkich tych utrudnień, 100 lat temu  promieniały wdziękiem, hipnotyzując urodą spektatorów.
Na pewno do takich wspaniałych kobiet o wyjątkowej urodzie należała aktorka i śpiewaczka operowa Lina Cavalieri, której nazwisko pewnie większości dzisiaj niewiele mówi.  Na przełomie XIX  i XX wieku, gdy jej popularność zbiegła się w czasie  z boomem na pocztówki, stała się ona jedną z najchętniej przez wydawców przedstawianych na kartach pocztowych artystek .  Powód był oczywisty – uroda daleko wykraczająca poza talenty sceniczne.
Kiedy dzisiaj patrzę na te stare zdjęcia Cavalieri, nie mam żadnych wątpliwości, że nieoficjalny tytuł „najpiękniejszej kobiety świata”, który jej wtedy nadano, był zupełnie zasłużony.  Aktorka miała wielbicieli na całym świecie nie tylko w USA, na zachodzie Europy, ale również w Rosji, skąd także pochodzi wiele pięknych kart pocztowych z jej podobizną. Lina Cavalieri nie jest może tak żywa w świadomości współczesnych, jak np. Mata Hari, jednak pamięć o niej nie zaginęła, i mam nieskromne wrażenie, że część tego sukcesu należy przypisywać wspaniałym pocztówkom, które stały się ambasadorkami wdzięcznej Włoszki, a także obecnym kolekcjonerom, którzy chętnie wyrywają te skarby ze szponów zapomnienia. Ilość i zróżnicowanie materiału, jaki przetrwał do dzisiaj,  są przy tym tak znaczne, że pozwala to na wysnucie wniosku, że sceniczna popularność gwiazdy na tamte czasy musiała być ogromna, może nawet porównywalna z tą, jaką cieszą się obecnie Rihanna czy Beyonce. Pamiętajmy, że nie było radia i telewizji, a karty pocztowe były na tamte czasy doskonałym medium, powszechnie dostępnym, dzięki któremu, każdy, bez względu na stan majątkowy, mógł skosztować sztuki, piękna, poezji.
Sama nie będąc znawczynią historii teatru i opery, nazwisko Cavalieri poznałam właśnie dzięki starym pocztówkom. Te przedstawiające Linę są naprawdę fenomenalne, a sylwetka śpiewaczki zapada głęboko w pamięć.  Z jednej strony, na pewno, karty pocztowe z Liną, podobnie jak i innymi upstrzonymi niewiastami, tancerkami, aktorkami, w typowych dla swojej epoki kapeluszach, piórach i pozach, należy zaliczyć do cieszącego się niezbyt dużym poważaniem wśród niektórych zbieraczy „kiczu”. Z drugiej strony, kicz to też przecież piękno, łatwe do przełknięcia przez każdego, proste w odbiorze, zrozumiałe i wszechobecne. Osobiście preferuję piękny kicz od ambitnej brzydoty.
Wypada wspomnieć, że magnetyczna uroda Cavalieri stała się inspiracją Piero Fornasetti ‚ego do tworzenia przedmiotów z jej wizerunkiem.  Kiedy Piero natknął się na śliczną twarzyczkę Liny w jakimś starym XIX-wiecznym magazynie, postanowił wykorzystać jej wizerunek do swoich projektów. Zaczął więc tworzyć i jak sam to określił  „nie mógł już przestać”.  W ten sposób śpiewacza operowa na nowo stała muzą i  natchnieniem – motywem wciąż powracającym w twórczości artysty.  Samych wariacji, gdzie motywem przewodnim była śpiewaczka miało powstać ponad 350.
W poniższej galerii niektóre dokonania Piero Fornasettiego:
Fornasetti PlatesFornasetti T&V Platesfornasetti iiifornasettifornasetti face ATCs for swap bot-unavail.Fornasetti girls for losy
found recently some Fornasetti friends...Fornasetti designsFornasetti BadFORNASETTI PLATESFORNASETTI CREAM SUGARPiero Fornasetti
Piero Fornasetti

Piero Fornasetti Lina Cavalieri, a gallery on Flickr.

Artystka zginęła w trakcie bombardowania przez Aliantów w lutym 1944 roku w swoim domu na przedmieściach Florencji.

Lina Cavalieri - najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

Lina Cavalieri – najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

moja ulubiona pocztówka z Liną Cavalieri

moja ulubiona pocztówka z Liną Cavalieri

Lina Cavalieri, Thais - stara pocztówka

Lina Cavalieri, Thais – stara pocztówka

Lina Cavalieri - pocztówka z serii karty do gry

Lina Cavalieri – pocztówka z serii karty do gry

stara pocztówka rosyjska

stara pocztówka rosyjska

Pocztówka rosyjska - banknto 500 rubli z Liną Cavalieri

Pocztówka rosyjska – banknot 500 rubli z Liną Cavalieri

Lina Cavalieri - najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

Lina Cavalieri – najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

Poniżej galeria dawnych pocztówek przedstawiających piękną Cavalieri. Miłego Oglądania :)

Lina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina Cavalieri
Lina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina Cavalieri
Lina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina Cavalieri

Vintage Postcards Lina Cavalieri Stare pocztówki, a gallery on Flickr.

Na dobry koniec posłuchajmy jeszcze uroczego głosu Liny, „Maria Marì” piosenka neapolitańska w wykonaniu artystki”

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 4 641 obserwujących.