Latest Entries »

Z pocztówką tą miałam styczność dwukrotnie. Kilka dobrych lat temu pozbyłam się jej, bo nie pasowała do tematyki mojego zbieractwa.  Z czasem jednak pożałowałam  swojej decyzji. Nie pamiętałam jednak tytułu karty, a jedynie autora, którego charakterystyczny styl zwrócił moją uwagę. Dosyć szybko udało mi się odnaleźć inny egzemplarz pocztówki. Na pierwszy rzut oka, skrzydlaty stwór widoczny na pocztówce przypominał nieco smoka z opowieści fantasy.  Tułów jednak wyglądał bardziej na ciało lwa, a zamiast tradycyjnej paszczy smoczej, dostrzec można było jakąś brodatą twarz ludzką.  Stwór sprzedany jako „smok” okazał się być Gerionem, czyli mitycznym stworem, który przybrał swój charakterystyczny, ale odmienny od mitologicznego,  wygląd w Boskiej Komedii Dantego.

Pocztówka ilustruje właśnie tę scenę z Boskiej Komedii, gdzie w Piekle Dante i Wergiliusz odbywają podróż na grzbiecie mitycznego stwora – Geriona.  Kartę tę można w internecie spotkać zarówno w wersji czarno-białej, jak i kolorowej.

Gerion, Domenico Mastroianni, wydanie własne artysty

Gerion, Domenico Mastroianni, wydanie własne artysty

rewers pocztówki; Gerion, Domenico Mastroianni, wydanie własne artysty

rewers pocztówki; Gerion, Domenico Mastroianni, wydanie własne artysty

Fragment tej podróży ilustrują następujące wersy z lektury: 
„Oto zwierz, co chwost ponosi kolczaty
Po górach, twierdze i zbroje druzgoce,
Wstrętnym oddechem zapowietrza światy” —
4
Rzekł Mistrz i skinął czarciemu wywłoce,
Ażeby do nas przybliżył się, skrzydły
Dżwignąwszy w górę ku samej opoce.
7
A owy zdrady pierwowzór obrzydły
Do brzegów tułów i głowę wypręża,
W dół opuszczając ogoniaste widły.
10
Twarz jego, niby twarz zacnego męża,
Ufność budziła składając się szczerze,
Lecz resztą cielska przypominał węża.
13
Łapy kosmate miał do pach, jak zwierzę,
A boki jego, grzbiet i przepuklina
Były upstrzone w węzły i puklerze.”
[opis Geriona – fragment z Dante Alighieri,Boska Komedia, Piekło, Pieśń XVII,]

Na rewersie cytat z pieśni XVII Piekła -
„Allor fu’ io più timido allo scoscio” … -„Za czym lękliwiej kurczę się i czaję”

Dawno, dawno temu, gdy świat nie słyszał o mandze, na ulicach Tokyo próżno było szukać dziewcząt – lalek z różowymi włosami i koronkami w sukienkach, a reszta Japończyków nie robiła sobie dziwnych obwarzanków na czołach, żyła sobie urocza, młoda niewiasta o imieniu Tokojoko …… bla bla bla. Część bajki zmyśliłam, ale jak mam napisać, kim jest panna z poniższego zdjęcia ?

Japonka na starej pocztówce z początku XX wieku

Japonka na starej pocztówce z początku XX wieku

Sprzedawcy pocztówek w takich momentach rzucają „gejszami”, ale czy to rzeczywiście gejsza  ? Popyt na gejsze jest znaczny, toteż każda skośnooka przedstawicielka płci pięknej może liczyć na takie miano, pojawiając się gdzieś na aukcji. A może dawniej przeciętne Japonki nie mogły pozować fotografom do zdjęć ? Nic mi o tym nie wiadomo. Kartkę nabyłam z uwagi na ciekawą kolorystykę i wspaniały rewers :

pocztówka Japońska

Pamiętam, że oprócz tej pocztówki miałam upatrzone jeszcze inne kartki z Japonkami, tamte jednak będąc pocztówkami obiegowymi jawiły się zbieraczom bardziej ciekawe (znaczki!) i dlatego nie udało mi się wygrać licytacji. Do zbiorku trafiła samotna Japonka  z czystym rewersem.

Pisałam już czy nie, ale syrenki są bardzo lubianym tematem zachodnich filokartystów. Ostatnio miałam coś skrobnąć na temat i postanowiłam się rozejrzeć po naszym rodzimym podwórku, czego owocem były dwa ciekawe nabytki, z których jeden tutaj prezentuję.

A. Dzierzbicki, Syrena - stara pocztówka z Warszawy

A. Dzierzbicki, Syrena – stara pocztówka z Warszawy

Przedwojenna pocztówka z wizerunkiem warszawskiej syrenki autorstwa pana Dzierzbickiego (na dole pocztówki widoczne są inicjały A.D.). Gdy zobaczyłam tę kartkę aż podskoczyłam z radości. Powód do szczęścia podwójny – po pierwsze wzbogaciłam się  o naprawdę piękną syrenę, po drugie jest to nasza Warszawska Syrena   i to z 1914 roku :).  W tle widzimy także dobrze nam znane zabytki stołeczne – Kolumnę Zygmunta, pomnik Mikołaja Kopernika, Katedrę św. Jana w swym przedwojennym kształcie. Pocztówki warszawskie to nie jest mój konik, ale zawsze miło, gdy coś takiego wpadnie.

Syrenka Dzierzbickiego ma swój wyraźny charakter, jest trochę nimfą, trochę amazonką o rysach twarzy podobnych do Madonny  – piękną, mityczną zjawą. W ilustracji artysty dopatrzyć się można wpływów zarówno ludowych (koronkowe wycinanki),  jak i jeszcze  niedawno modnej secesji.

Kim był sam A. Dzierzbicki ? Looknęłam do netu i jedyna osoba, która mi wpadła w oko i, pi razy drzwi,  pasuje do A. Dzierzbickiego, to Antoni Eugeniusz Dzierzbicki (1887-1959), który być może wzorem innych artystów swej epoki, oprócz tworzenia tradycyjnych obrazów, użyczał swego talentu na potrzeby produkcji  pocztówek.  Na pewno w jakichś niezdygitalizowanych opracowaniach naukowych jest coś niecoś na temat tego pana, ja niestety, będąc ograniczoną do zasobów g+ muszę zakończyć na tym niniejszy rys biograficzny.  Jedyny szczegół, jaki ustaliłam, to fakt, że jego obraz pt. „Krzew Różany” był wyceniony w katalogu Desa z 2011 na nieco ponad 4000 zł. Nasza Syrenka z pocztówki nie taka droga, ale o ile piękniejsza!

rewers

rewers

Wydanie: Tow. wyd. Gryf w Warszawie, Prawa zastrzeżone 14 stycznia 1914r.

er

Filokartystyka jest powszechnie znanym i uprawianym hobby na całym świecie. Jeżeli przyjrzymy się jednak profilom zainteresowań, które dominują w poszczególnych krajach, zauważymy ciekawe różnice. Polski filokartysta ceni sobie „historię” w szerokim tego słowa znaczeniu – zbiera się widoki miast i wsi (temat typowy dla każdego państwa), tematykę militarną i patriotyczną.  W Wielkiej Brytanii oraz innych krajach o ustroju monarchicznym daje się zaobserwować większe niż gdzie indziej zainteresowanie kartkami „royalty” czyli przedstawieniami głów panujących i ich rodzin.  Tam gdzie był lub jest nadal silnie rozwinięty przemysł filmowy, kolekcjonerzy chętniej się skupiają na pocztówkach z wizerunkami aktorów – USA, Francja, Niemcy etc.  Cała Zachodnia Europa i USA kochają piękne pocztówki artystyczne, Ameryka, chociaż nie tylko, zbiera Halloween. No bardzo to uprościłam – wiem.  Nie da się przypisać kolekcjonerom w danym kraju jakiejś jednej łatki, chociaż każdy ma swoje pewne wyróżniki.

Grzebiąc już od jakiegoś czasu w pocztówkach francuskich nabrałam przekonania, że tamtejsi zbieracze lubują się w rozmaitych tematach dokumentalnych, obyczajowo-społecznych. Wiele jest tam pocztówek pokazujących rozmaite uroczystości, wydarzenia, a nawet drobne zdarzenia codzienne jak wypadki drogowe, kolejowe, egzekucje, pojmania przestępców, pożary, powodzie i wiele innych. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że Francuzi mają ogromną ilość materiału na ten temat, czego się nie da porównać np. z tym, co widuję w Polsce. Wszelakie pocztówki typu „dawne zawody” to jeden z ciekawszych obszarów zainteresowań filokartysty we Francji. Wśród nich znajdziemy jeden, który cieszy się szczególną popularnością (lub innymi słowy, na który jest obecnie moda). Chodzi tu o pocztówki ilustrujące wędrownych demonstratorów niedźwiedzi (po francusku „montreur d’ours” = „ten co pokazuje niedźwiedzie„). Nie wiem czy nazwa, którą wymyśliłam „demonstratorzy niedźwiedzi” jest trafna, ale „pokazywacze niedźwiedzi” gryzło mnie w uszy, a „treserzy niedźwiedzi” kojarzyło się nazbyt swojsko jak na to, co faktycznie robili „montreurs d’ours” (przybliżona wymowa: „mątrer durs”).

Demonstratorzy niedźwiedzi to zawód znany od czasów średniowiecza.  Osoby trudniące się tym fachem, wędrowały od miasteczka do miasteczka, od wsi do wsi, przemierzając często wielosetkilometrowe odcinki pomiędzy państwami  pieszo oraz dając pod gołym niebem publiczne pokazy sztuczek z udziałem wcześniej przygotowanych do tego celu niedźwiedzi.  Zawód ten szczególnie rozwinął się w Europie w XIX wieku, zwłaszcza w biedniejszych, górzystych regionach, jak francuski l’Ariège,  Abruzzo we Włoszech, czy niektóre rejony Bałkanów. Dawniej widok wędrowca z niedźwiedziem nie był czymś rzadkim, dzisiaj jednak zawód ten praktycznie zniknął. Demonstratorów niedźwiedzi można jeszcze spotkać w czasie festynów lub pokazów cyrkowych.

W Pirenejach zawód ten był w pewnych regionach tak rozwinięty na skalę niemal przemysłową. Wioska Ercé miała w XIX wieku podobno nosić dumne miano regionalnej „szkoły niedźwiedzi”. (info: wikipedia.fr)

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours

Pireneje – pocztówka francuska „Miejscowy niedźwiedź”. (fot. delcampe.net)

We Włoszech, wędrowny demonstrator (demonstratorzy znani byli tam jako ” orsanti „), nabywszy wytresowanego niedźwiedzia wyruszał w drogę, często na 2 lata. Pieszo pokonywał Alpy, kierując się przez Lombardię, Wenecję w stronę Niemiec  i Europy Wschodniej, dając za dnia pokazy na placach miast i miasteczek, które odwiedzał. Ci, którym udało się przeżyć, wracali do siebie po odbyciu kilku takich podróży, albo wyruszali do jeszcze odleglejszych krain, jak Rosja, Finlandia, Norwegia czy Ameryka. (info: wikipedia.fr).

Abruzzo we Włoszech, skąd wywodziło się wielu "orsanti".  (fot. TUBS / wikimedia.commons)

Abruzzo we Włoszech, skąd wywodziło się wielu „orsanti”. (fot. TUBS / wikimedia.commons)

Poniżej kolejna pocztówka z Pirenejów, z typowym przedstawicielem niedźwiadkowego fachu.

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (14)

Pireneje – demonstrator niedźwiedzi (fot. delcampe.net)

Pokazy niedźwiedzi musiały być niezwykłą atrakcją dla lokalnej ludności, a szczególnie dla dzieciaków, które, jak pokazują liczne pocztówki, gromadziły się wokół przybysza  i wyczekiwały z niecierpliwością trików i sztuczek.  Pamiętajmy, że były to czasy, gdy radio  i telewizja nie funkcjonowały, dostęp do gazet i książek był w pewien sposób ograniczony dla biedniejszych warstw.  Cyrk pod gołym niebem musiał być wspaniałym przeżyciem dla mieszkańców żyjących z dnia na dzień pracą i prostymi obowiązkami. Czy potrafilibyśmy sobie wyobrazić ten dreszczyk emocji towarzyszący wieści, że do miasteczka zawitali wędrowni cyganie z tańczącym niedźwiedziem ?

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (9)

Pireneje, l’Ariège – demonstrator niedźwiedzi w trakcie spektaklu pod gołym niebem…(fot. delcampe.net)

Noaillan to niewielka miejscowość w Akwitanii, w południowo -zachodniej Francji. W oku 1990 zamieszkiwało tam niespełna 900 osób.  Do poniższego zdjęcia, wykonanego na początku XX stulecia, zbiegły się chyba wszystkie maluchy z okolicy i ustawiwszy się w cieniu bohatera dnia, zostały tak oto uwiecznione .  Dwie radości za jednym razem –  pokaz wędrownego przybysza z daleka i wspólne zdjęcie, które przetrwa pokolenia ….

demonstratorzy niedźwiedzi - montreurs d'ours  (15)

Noaillan – na placu (fot. delcampe.net)

Pokazom demonstratorów towarzyszył pewnie handel pamiątkami, a w szczególności pocztówkami. Poniżej dwie ciekawe pocztówki z serii „malownicza Owernia” (L’Auvergne pittoresuqe) przedstawiające demonstratora ze swoim podopiecznym.  Podpis pod obrazkami ma na celu wywołanie reakcji przerażenia, wzbudzenia sensacji wśród uczestników pokazów,  a także przypomnienia, że obserwowane zwierzę jest w gruncie rzeczy dzikie i może być niebezpieczne, co ostatecznie musiało przyczyniać się do wzrostu sprzedaży kartek. Opisy na rzeczonych pocztówkach informują odbiorców ” Ten niedźwiedź, jest tym samym, który w czerwcu 1906 pożarł dziecko w Beaumont, niedaleko Brioude„.  Reklama dźwignią handlu :).

Demonstrator niedźwiedzi

Demonstrator niedźwiedzi

Kolejna pocztówka z niedźwiedziem – pożeraczem dzieci. Na drugim planie, w bezpiecznej odległości, pozuje do zdjęcia grupka zaciekawionych,  lokalnych uczniaków….

Demonstrator niedźwiedzi

Ten niedźwiedź, jest tym samym, który w czerwcu 1906 pożarł dziecko w Beaumont, niedaleko Brioude

Wędrowne, „jednoosobowe cyrki” przemierzały kiedyś całą Europę, dając pokazy w większych lub mniejszych miejscowościach, bardzo często podczas festynów, które pozwalały na zgromadzenie odpowiedniej publiczności.  Niedźwiedzie nie były jedynymi zwierzętami, które stanowiły atrakcję pokazów, ale spośród papug, małp, wielbłądów, to właśnie one cieszyły się szczególnym zainteresowaniem. Waga misia dochodziła do 350kg, a gdy stanął na dwóch łapach mierzyć mógł nawet 2 metry.  Mimo to, że był do pokazów specjalnie przygotowany, tańcząc, skacząc, zataczając kółka,  a także „pojedynkując się” ze swoim panem, to tak naprawdę spektatorzy zawsze mieli świadomość, że przecież jest to dzikie i niebezpieczne zwierzę, które mimo tresury może zachowywać się w sposób nieprzewidywalny. (info: museogliorsanti.it )

sztuczka z rowerem (foto Julietaurines/delcampe.net)

Sztuczka z rowerem (foto Julietaurines/delcampe.net)

Bałkany

Na Bałkanach, Romowie trudniący się tym zajęciem znani byli w Rumunii pod nazwą ” Ursari „; W Bułgarii i Serbii zwano ich Meckari, w Albanii i Kosowie – Arushgjike, a Arkoudhiares  w Grecji (info Wikipedia.fr).

Ursari Rumunia (foto: Virtok, delcampe.net)

Ursari – Sinaia, Rumunia (foto: Virtok, delcampe.net)

Ursari Rumunia (fot. Papervend, delcampe.net)

Ursari Rumunia (fot. Papervend, delcampe.net)

Gdy patrzę na te stare pocztówki, wydające się dzisiaj może nieco osobliwymi, mam nieodparte wrażenie,  że niedźwiedź jawił się dawniej jako zwierzę niemal mityczne. Jak informuje wikipedia.fr,  węgierscy demonstratorzy niedźwiedzi byli szczególnie cenieni w Niemczech, jako że niedźwiedzie, często nie były tam zwierzętami ludziom znanymi, z uwagi na deforestację terenów mającą miejsce od czasów średniowiecza. (wikipedia.fr).  Widok nieznanego stworzenia wykonującego różne triki dla zabawy musiał być fascynującym widowiskiem. Trudno to nam sobie wyobrazić,  dzisiaj, kiedy kilkoma kliknięciami możemy sobie załatwić dostęp do niemal każdej  informacji.  A może powinniśmy sobie wyobrazić ufo-ludka z planety X, podskakującego wesoło na jednej nodze, żeby spróbować zbliżyć się do doznań towarzyszących ludziom w trakcie dawnych pokazów niedźwiedzi?

Demonstratorzy niedźwiedzi jako temat do kolekcjonowania?

Jak każdy rodzaj karty pocztowej, także i ten, znajduje swoich amatorów. I to nie byle jakich. Pocztówki z pociesznymi niedźwiadkami  i ich panami mają swoich zaciekłych wielbicieli, szczególnie we Francji, gdzie często za pojedynczą pocztówkę trzeba zapłacić kilkadziesiąt Euro, a niekiedy nawet kilkaset.  Ilość materiału na temat wędrownych demonstratorów niedźwiedzi jest tam dosyć spora, co stwarza dobre warunki „rynkowe” dla zbieraczy.  Samo bogactwo zdjęć i przedstawień na starych kartach pocztowych, pozwala nam uzmysłowić sobie, że zajęcie te było ok. 100 lat temu naprawdę popularne. Z drugiej strony,  niemal całkowity brak podobnych pocztówek w Polsce, zastanawia  i intryguje.  U nas jest to temat   chyba w ogóle nieznany. Osobiście nie widziałam ani jednej pocztówki polskiej z demonstratorem niedźwiedzi. Nie powinniśmy się tym oczywiście przejmować, bo każdy ma swojego konika, którego z lubością, do bólu zajeżdża. My w Polsce mamy słabość do militariów, topografii, pamiątek patriotycznych, w tym pocztówek nawiązujących do tych tematów. Wojny i walka o niepodległość są głęboko zakorzenione w naszej świadomości i stanowią pewną część „tradycji”. Taką samą, przepełnioną nostalgią i możę nawet niekiedy utraconą tradycją są we Francji omawiani „demonstratorzy niedźwiedzi”, kojarzeni często z romantycznym światem przodków, a nawet dzieciństwa, który odszedł.  Chęć zachowania tego świata chociażby  w obrazach, odzwierciedla się w wysokich cenach tych kartek i wzmożonym popycie, jaki daje się zaobserwować już od jakiegoś czasu.

„Demonstratorzy niedźwiedzi dzisiaj :

http://www.youtube.com/watch?v=kA_JreEckDg

Działające muzeum we Włoszech – museo gli Orsanti :

http://www.museogliorsanti.it

Ciekawie i romantycznie wszystko to wygląda na pocztówkach.  Ginący zawód i pocieszny zwierzak robią performanse na wolnym powietrzu. Zawód ten, będący źródłem przychodu dla ludzi, stanowił i nadal stanowi, w pewnych regionach świata, źródło cierpienia dla zwierząt. Patrząc na te stare pocztówki, łatwo zapomnieć o tym aspekcie sprawy.

źródła z których korzystałam przy tworzeniu wpisu:

delcampe.net (zdjęcia)

fr.wikipedia.org/wiki/Montreur_d’ours

ariege.com/montreursdours/index.html

Aktualizacja z dnia 23.11.2014

Dzięki gościowi z FB dowiedziałam się, że prawidłowa polska nazwa tego zawodu to ” niedźwiednicy „

Dzięki innemu odwiedzającymi mój blog, dzielę się z Wami niecodziennym dla nas obecnie widokiem niedźwiadka na terenie Karpacza ( tutaj )

Kiedyś aktorki i tancerki miały pod górkę.  Nie było takich możliwości obróbki fotografii, jak dzisiaj, nie było photoshopa i zapewne  wsparcie charakteryzatorów czy specjalistów od wizerunku było mniejsze niż dzisiaj.
Tym bardziej na uwagę zasługują damy, które mimo wszystkich tych utrudnień, 100 lat temu  promieniały wdziękiem, hipnotyzując urodą spektatorów.
Na pewno do takich wspaniałych kobiet o wyjątkowej urodzie należała aktorka i śpiewaczka operowa Lina Cavalieri, której nazwisko pewnie większości dzisiaj niewiele mówi.  Na przełomie XIX  i XX wieku, gdy jej popularność zbiegła się w czasie  z boomem na pocztówki, stała się ona jedną z najchętniej przez wydawców przedstawianych na kartach pocztowych artystek .  Powód był oczywisty – uroda daleko wykraczająca poza talenty sceniczne.
Kiedy dzisiaj patrzę na te stare zdjęcia Cavalieri, nie mam żadnych wątpliwości, że nieoficjalny tytuł „najpiękniejszej kobiety świata”, który jej wtedy nadano, był zupełnie zasłużony.  Aktorka miała wielbicieli na całym świecie nie tylko w USA, na zachodzie Europy, ale również w Rosji, skąd także pochodzi wiele pięknych kart pocztowych z jej podobizną. Lina Cavalieri nie jest może tak żywa w świadomości współczesnych, jak np. Mata Hari, jednak pamięć o niej nie zaginęła, i mam nieskromne wrażenie, że część tego sukcesu należy przypisywać wspaniałym pocztówkom, które stały się ambasadorkami wdzięcznej Włoszki, a także obecnym kolekcjonerom, którzy chętnie wyrywają te skarby ze szponów zapomnienia. Ilość i zróżnicowanie materiału, jaki przetrwał do dzisiaj,  są przy tym tak znaczne, że pozwala to na wysnucie wniosku, że sceniczna popularność gwiazdy na tamte czasy musiała być ogromna, może nawet porównywalna z tą, jaką cieszą się obecnie Rihanna czy Beyonce. Pamiętajmy, że nie było radia i telewizji, a karty pocztowe były na tamte czasy doskonałym medium, powszechnie dostępnym, dzięki któremu, każdy, bez względu na stan majątkowy, mógł skosztować sztuki, piękna, poezji.
Sama nie będąc znawczynią historii teatru i opery, nazwisko Cavalieri poznałam właśnie dzięki starym pocztówkom. Te przedstawiające Linę są naprawdę fenomenalne, a sylwetka śpiewaczki zapada głęboko w pamięć.  Z jednej strony, na pewno, karty pocztowe z Liną, podobnie jak i innymi upstrzonymi niewiastami, tancerkami, aktorkami, w typowych dla swojej epoki kapeluszach, piórach i pozach, należy zaliczyć do cieszącego się niezbyt dużym poważaniem wśród niektórych zbieraczy „kiczu”. Z drugiej strony, kicz to też przecież piękno, łatwe do przełknięcia przez każdego, proste w odbiorze, zrozumiałe i wszechobecne. Osobiście preferuję piękny kicz od ambitnej brzydoty.
Wypada wspomnieć, że magnetyczna uroda Cavalieri stała się inspiracją Piero Fornasetti ‚ego do tworzenia przedmiotów z jej wizerunkiem.  Kiedy Piero natknął się na śliczną twarzyczkę Liny w jakimś starym XIX-wiecznym magazynie, postanowił wykorzystać jej wizerunek do swoich projektów. Zaczął więc tworzyć i jak sam to określił  „nie mógł już przestać”.  W ten sposób śpiewacza operowa na nowo stała muzą i  natchnieniem – motywem wciąż powracającym w twórczości artysty.  Samych wariacji, gdzie motywem przewodnim była śpiewaczka miało powstać ponad 350.
W poniższej galerii niektóre dokonania Piero Fornasettiego:
Fornasetti PlatesFornasetti T&V Platesfornasetti iiifornasettifornasetti face ATCs for swap bot-unavail.Fornasetti girls for losy
found recently some Fornasetti friends...Fornasetti designsFornasetti BadFORNASETTI PLATESFORNASETTI CREAM SUGARPiero Fornasetti
Piero Fornasetti

Piero Fornasetti Lina Cavalieri, a gallery on Flickr.

Artystka zginęła w trakcie bombardowania przez Aliantów w lutym 1944 roku w swoim domu na przedmieściach Florencji.

Lina Cavalieri - najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

Lina Cavalieri – najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

moja ulubiona pocztówka z Liną Cavalieri

moja ulubiona pocztówka z Liną Cavalieri

Lina Cavalieri, Thais - stara pocztówka

Lina Cavalieri, Thais – stara pocztówka

Lina Cavalieri - pocztówka z serii karty do gry

Lina Cavalieri – pocztówka z serii karty do gry

stara pocztówka rosyjska

stara pocztówka rosyjska

Pocztówka rosyjska - banknto 500 rubli z Liną Cavalieri

Pocztówka rosyjska – banknot 500 rubli z Liną Cavalieri

Lina Cavalieri - najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

Lina Cavalieri – najpiękniejsza kobieta świata na dawnej pocztówce

Poniżej galeria dawnych pocztówek przedstawiających piękną Cavalieri. Miłego Oglądania :)

Lina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina Cavalieri
Lina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina Cavalieri
Lina CavalieriLina CavalieriLina CavalieriLina Cavalieri

Vintage Postcards Lina Cavalieri Stare pocztówki, a gallery on Flickr.

Na dobry koniec posłuchajmy jeszcze uroczego głosu Liny, „Maria Marì” piosenka neapolitańska w wykonaniu artystki”

Jak wytłumaczyć komuś co czujesz, gdy patrzysz na kawałek papierka? Nie jakiś tam, ale „ten konkretny”, na który czekałeś latami. Temperatura niebezpiecznie wzrasta, krew się gotuje, puls szaleje, brakuje powietrza i ….nagle błogi spokój. Udało się – papierek kupiony  – jest twój.  Dzikie, nieszkodliwe szaleństwo – to zapewne coś więcej niż tylko wypełnianie luk w domowym albumie.

Marlena był osobowością magnetyczną, fascynującą i pozostała niezapomnianą do naszych czasów – nie każdej dawnej gwieździe się to udało.  Dlaczego właśnie ona? Cóż, jej uroda to pewnie kwestia gustu, a tutaj różne słyszałam opinie.  W początkowych latach swej kariery artystka nie zdawała się olśniewać reżyserów urodą – do dzisiaj można na ten temat przeczytać tu i ówdzie nieprzychylne artystce wypowiedzi z epoki; gdy w późniejszych latach wspominała tamte czasy, mówiła tak, jakby chciała o nich zapomnieć. Narzekała, że tamte pierwsze zdjęcia i filmy przedstawiały ją bardzo niekorzystnie,  skarżyła się na złe oświetlenie i inne detale.  Miała jednak wielkie zalety – piękne nogi, uwodzicielski głos i nieprzeciętny sposób bycia, który ją dopiero wyróżniał przy bliższym kontakcie. Nieoszlifowany diament, który wymagał pracy ? O tak, Josef von Sternberg poznał się na tym diamencie natychmiast i postanowił zaangażować do swojego nowego filmu „Błękitny Anioł”, który stał się przełomem w karierze drugorzędnej lub może nawet trzeciorzędnej berlińskiej aktorki. Po premierze „Błękitnego Anioła” w Berlinie w 1929 roku Marlena opuściła swoją ojczyznę. Kierunek Hollywood. Wtedy cały świat usłyszał jej nazwisko. Niemcy na 5 minut zyskały gwiazdę, odkrytą przez amerykańskiego reżysera, by ją zdążyć tylko obrzucić oklaskami i kwiatami,  a zaraz potem bezpowrotnie stracić. W stolicy światowego kina Miss Dietrich była pieczołowicie szlifowana przez nowego mentora, brała lekcje języka, zrzuciła trochę zbędnych kilogramów, dostała odpowiednią garderobę i nauczyła się, jak ważne jest w pracy filmowej światło. Tak ze skromnej aktoreczki powoli wyciosano wielką gwiazdę. Cała sztuka polega przecież na tym, żeby zatuszować niedostatki i wydobyć na powierzchnię te istotne cechy, które stanowią o naszych przewagach.

Prusaczka z krwi i kości, nauczona dyscypliny i wytrwałości, zadomowiła się w Ameryce, gdzie szokowała męskimi strojami, które zakładała i  romansami, w które się wdawała.  Marlena przyciągała jak magnes, także kobiety, co pewnie jest jedną z przyczyn, dla których pozostaje ikoną środowisk gejowskich, podobnie z resztą jak  Zarah Leander.   Oficjalnie wytworna, elegancka, jak wymagały tego okoliczności, a prywatnie prosta, lubiąca porządek gospodyni, z zamiłowaniem do prostych ludzi, nie znosząca pozerstwa i sztuczności, stroniąca od pustych, nic nie wnoszących wywiadów. Dzisiaj mało prawdopodobne, żeby Marlena dawała sobie co i rusz cykać fotki na ściankach czy robiła ustawki z tabloidami.  Najważniejsza rzecz, jakiej w życiu dokonała? – sama twierdziła, że była nią służba w czasie II wojny światowej, u boku Aliantów, przeciwko nazistowskim Niemcom. Przeciwko ojczyźnie.  Okres powojenny był wypełniony wewnętrzną walką ze swoimi uczuciami względem utraconego kraju. Po wojnie już nic nie było takie samo. Z Hitlerem odszedł raj, odszedł Berlin, jaki pamiętała, okres dzieciństwa i młodości pozostał jedynie w śpiewanych chropowatym głosem piosenkach. Później sama ułożyła wzruszający tekst   do muzyki Czesława Niemena „Mutter, Hast du mir vergeben” – „Matko, czy mi wybaczyłaś”.

Mutter, hast du mir vergeben? (Mamo, czy mi wybaczyłaś? )
Mutter, denkst du noch daran? (Mamo, myślisz jeszcze o mnie?)
Mutter, hast du mir vergeben, (Mamo, czy mi wybaczyłaś? )
was ich dir angetan? (co Tobie zrobiłam?)

(…)

Heimat, hast du mir vergeben? (Ojczyzno, czy mi wybaczyłaś?)
Heimat, denkst du noch daran? (Ojczyzno, czy jeszcze o tym myślisz?)
Heimat, hast du mir vergeben, (Ojczyzno, czy mi wybaczyłaś?)
was ich dir angetan? (co Tobie zrobiłam)

(…)

Ostatnie lata to czas goryczy i izolacji. Artystka schowała się na 12 lat w swoim paryskim mieszkaniu, którego prawie nie opuszczała. 12 lat samotności, wspomnień, zapisków, niezliczonych telefonów, listów, , tysiące autografów, dobrodusznie rozdanych fanom z całego świata.

„Co nam zostało z tamtych lat?”. Pocztówki, ale nie tylko. Marlena, jak każda gwiazda kina w tamtym okresie była wdzięcznym tematem kart pocztowych. Już wtedy kolekcjonerzy chętnie zbierali pocztówki z odtwórczynią drugoplanowej roli „Błękitnego Anioła”. Na uwagę zasługuje fakt, że pocztówki te często były nabywane tylko po to, żeby je wsadzić do czystego albumu, dzięki czemu obecnie znalezienie karty pocztowej w nienagannym stanie nie jest trudne.  Z drugiej strony, stan pocztówek z gwiazdami kina jest dla współczesnych zbieraczy bardzo ważny. Zawsze mi się chce trochę śmiać, jak pomyślę, że gdy Marlena występowała w Niemczech, gdzie produkowane były najpiękniejsze na świecie pocztówki, wypuszczono zaledwie kilka kart z jej podobizną. Dopiero gdy  wyjechała do Hollywood, najsłynniejszy, światowy wydawca fotograficznych pocztówek z gwiazdami kina zaczął wypuszczać całe serie poświęcone aktorce. A co w kwestii pocztówek w Ameryce? Ha, pustynia! Do dzisiaj udało mi się znaleźć w moim zbiorku jakieś b. słabej jakości egzemplarze „made in USA”. To jest właśnie cała ironia – Ameryka produkowała filmy oraz światowe gwiazdy, a Niemcy i reszta Europy pocztówki je przedstawiające.  Najpiękniejsze i najwyższej jakości karty pocztowe związane z kinem i artystami były wydawane przez ROSS VERLAG Strona poświęcona pocztówkom VERLAG ROSS i do dzisiaj stanowią one bardzo ważny element kolekcji osób, które skupiają swą uwagę na kinematografii i odtwórcach ról filmowych.  Jeżeli chodzi o kino to Ross Verlag jest zdecydowanie numerem 1 w tej materii.  Przemawiają za tym – nienaganne wykonanie oraz ilość „modeli”, że tak to określę. Samych pocztówek, nie licząc dużych kart z fotosami aktorki i małych zdjęć kolekcjonerskich, poświęcił Ross Marlenie  ponad 200 sztuk. Do tego należy dodać rozmaite edycje zagraniczne, jak np. pocztówki dla włoskiego wydawnictwa Ballerini & Fratini. Marlena nie była jednak najliczniej reprezentowaną artystką na pocztówkach tego wydawnictwa, w tym względzie przewyższała ją zdecydowanie Greta Garbo, której pocztówkowy dorobek na całym świecie jest doprawdy imponujący. Stare Pocztówki z Gretą Garbo – baza danych ze skanami i informacjami tutaj

Pierwsza pocztówka poświęcona Marlenie Dietrich przez wydawnictwo Ross Verlag wydana została na początku 1928 roku. Pocztówka kosztowała wówczas w sprzedaży detalicznej 0,15RM i jak nadmieniają autorzy niemieckiego katalogu pocztówek z Marleną Dietrich z 1998 roku, nie było to bez ryzyka dla wydawnictwa, gdyż artystka była wtedy mało znana, co mogło się skończyć małym popytem publiczności na jej zdjęcia, a co za tym idzie stratami finansowymi . Poniższa kartka została własnoręcznie wzbogacona przez aktorkę podpisem, pochodzącym z wczesnego okresu jej kariery.

Marlene Dietrich stara pocztówka

Pierwsza pocztówka z Marlene Dietrich, jaka została wydana prze Verlag Ross pod koniec lat 1920-tych.

Ostatnia pocztówka z wizerunkiem Marleny wydana została przez Ross Verlag latem 1940 roku. Jest to dosyć rzadki egzemplarz. Autorem zdjęcia jest sławny amerykański fotograf Clarence Sinclair  Bull. Pierwszą i ostatnią pocztówkę Ross’a dzieli odstęp 12 lat. Patrząc na obydwie pocztówki trudno się dziwić Marlenie, że pragnęła za wszelką cenę zatrzeć udokumentowaną pamięć o wczesnych latach swojej kariery. Będąc już wielką gwiazdą pracowała z najlepszymi fotografami, sławnymi projektantami kostiumów.  Z tej przyczyny uważam, że pocztówki, takie jak te z Marlene Dietrich to prawdziwe,  wielkie – małe dzieła sztuki.  Na zakup kolekcji oryginalnych fotografii z epoki takich artystów jak Sinclair Bull czy Eugene Robert Richee mało kto może sobie pozwolić, a jednak stare pocztówki bez straty dla jakości i portfela  pozwalają nam cieszenie tym autentycznym pięknem. Stare pocztówki filmowe to także historia kostiumów filmowych, historia mody i cały magiczny glamour.  W przypadku filmowej garderoby Marlene, należy wymienić przynajmniej jedno wielkie nazwisko, które poprzez swoje dzieła zostało uwiecznione na tych niezwykłych pocztówkach – Travis Banton – niezmordowany, płodny hollywoodzki projektant.

marlene dietrich on vintage postcards 5

Ostatnia pocztówka z Marlene, jaka została wydana przez legendarnego berlińskiego wydawcę – Verlag Ross.

Jedna z moich ulubionych pocztówek to włoska karta fotograficzna z domu wydawniczego Ballerni & Fratni.  Marlene Dietrich w podwójnej roli – złodziejki i hrabiny w filmie Desire; tutaj jest wygodnie rozłożona na okazałym szezlongu i nonszalancko trzyma papierosa. Za projekt kostiumów odpowiedzialny był Travis Banton.

marlene dietrich on vintage postcards 9

Piękna włoska pocztówka z połowy lat 1930-tych wydana przez Frattini & Ballerini we Florencji. Glamour w pełnej krasie. Zdjęcia do filmu „Desire”.

Niemcy byli moim zdaniem niedoścignionymi producentami pocztówek. Przed pierwszą wojną i także przed tą drugą.  Nie byli oni jednak w tym rzemiośle odosobnieni na mapie Europy. Doskonałe pocztówki filmowe produkował także brytyjski Picturegoer oraz holednerski Bonnist & Zonen.  Kartki tego ostatniego wydawnictwa są dosyć rzadkie, ale przeważnie dobrze zachowane i jeżeli już się gdzieś pojawiają, schodzą jak świeże bułeczki. Wiele pięknych kart ukazało się we Włoszech i we Francji, sporą ilością pocztówek filmowych, o dziwo, może poszczycić się także Łotwa, jednak ich jakość już nie jest tak doskonała. W Polsce pocztówki z Marlene Dietrich produkowane były głównie w Krakowie przez wydawnictwo Polonia. Nie jest ich wiele, ale są i to się liczy.

Pocztówki filmowe były nastawione na opiewanie kolejnych sukcesów przedstawianych aktorów, ale zdarzają się też ciekawostki i rarytasy, jeżeli można użyć tego określenia. Do ciekawostek na pewno należą wszelkie nietypowe karty, jak np. ta belgijska dająca po chwili przypatrywania się efekt iluzji optycznej.  Podobne pocztówki poświęcono także innym artystkom, m.in. Grecie Garbo.

Marlene Dietrich,  La photo Mystérieuse, Patent Burtec, 19 rue Potagère, Belgium Bruxelles

Marlene Dietrich, La photo Mystérieuse, Patent Burtec, 19 rue Potagère, Belgium Bruxelles

Dla wytrwałych zbieraczy ogromną nagrodą jest także zdobycie pocztówek – karykatur lub takich,

gdzie nazwisko aktora nie jest wymienione (np. gdy jest to zdjęcie z wczesnego okresu kariery jako modelki i przykładowo  zostało użyte na pocztówkach okolicznościowych dla ozdoby) lub też jest trudno zauważalne.  Trik polega na tym, że sprzedający często nie zagłębiają się w detale i jeżeli nie nadadzą swojemu przedmiotowi odpowiednich słów kluczowych, znalezienie  go przez poszukujących zbieraczy jest bardzo trudne. Do ciekawostek należą również pocztówki wyprodukowane przez samego artystę. Są to oczywiście powszechnie niegdyś dostępne w fotograficznych atelier zdjęcia odpowiedniego formatu z pocztówkową liniaturą na rewersie. Przeważnie były one zamawiane w niewielkiej liczbie sztuk, na prywatne potrzeby, do wysłania znajomym lub rodzinie.  Są to bardzo osobiste pocztówki.  Poniżej jedna z takich kartek, na której widnieje fotografia młodej, 18-letniej Marleny z jej podpisem. Zdjęcie wysłane zostało do jej ówczesnej sympatii, a ona sama nie przypomina w niczym przyszłej hollywoodzkiej gwiazdy.

Pierwsza znana mi pocztówka z Marlene Dietrich. Przyszła aktorka w wieku 18 lat, gdy świat jeszcze o niej nie słyszał.

Pierwsza znana mi pocztówka z Marlene Dietrich. Przyszła aktorka w wieku 18 lat, gdy świat jeszcze o niej nie słyszał.

Marlene Dietrich ma wiernych wielbicieli na całym świecie. Najpiękniejszych kolekcji z przedstawiającymi ją pocztówkami można się spodziewać w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Holandii, Wielkiej Brytanii, USA. Katalog pocztówek z Marleną nie jest zamknięty, nie wiadomo ile dokładnie ich powstało, choćbyś objeździł świat i odwiedzał regularnie giełdy i aukcje, zawsze pojawi się coś nowego.  Pocztówki z wizerunkiem Marleny Dietrich należą do droższych – karty wydane przez Ross Verlag przeważnie można nabyć w cenie do 10 EUR / sztukę.  Rzadsze egzemplarze lub te w wyjątkowo dobrym stanie kosztują więcej.  Zakładając, że mówimy o o zwykłych kartach (bez np. autografów lub innych wartości dodanych) pocztówki z Miss Dietrich nie zwykły przekraczać 50 EUR, chociaż w ekstremalnych, odosobnionych przypadkach kupujący mogą dać więcej za brakujące do kolekcji egzemplarze. Najdroższa pocztówka jaką spotkałam na aukcji została nabyta przez szczęśliwego zbieracza za ok. 150 USD.

Jedną z niemiłych niespodzianek była dla mnie w roku ubiegłym aukcja tej pocztówki, którą ku mojemu zaskoczeniu sprzedano jakiemuś szczęśliwemu kolekcjonerowi za ….ponad 83 EUR.

Przedwojenna pocztówka z Marlene Dietrich, sprzedana za 83 EUR

Przedwojenna pocztówka z Marlene Dietrich, sprzedana za 83 EUR

Pech związany z tą brytyjską, kolorową pocztówką prześladuje mnie od samego początku. Kartę z serii „cameo series” widuję na aukcjach regularnie, a mimo to, za każdym razem udaje się ją nabyć komuś innemu za astronomiczne kwoty:). Poniższy egzemplarz sprzedano innemu szczęśliwcowi za 37 funtów na aukcji ebay.

Marlene Dietrich - 37 funtów brytyjskich

Marlene Dietrich – 37 funtów brytyjskich

Zasada, że pocztówka z aktorami musi być doskonałej jakości, nie zawsze jest respektowana. Poniższa pocztówka, mimo pewnych ubytków mechanicznych została sprzedana za 36,50 USD. Możliwe, że podziałała magia widniejącego na awersie „podpisu”, który jest nieoryginalnym autografem.

36,50 - Marlene Dietrich na starej karcie pocztowej.

36,50 – Marlene Dietrich na starej karcie pocztowej.

Rzadko spotykana, ale nadwyrężona niejednym zębem czasu pocztówka. Nabyta przez klienta z Niemiec za 20 EUR na aukcji w Hiszpanii.

Marlene Dietrich, 20 EUR

Marlene Dietrich, 20 EUR

Najdrożej , znana mi, zwykła  pocztówka z Marlene Dietrich, sprzedana za 156 USD. Pocztówka chyba wyprodukowana w Argentynie, nie jest dobrej jakości, jednak przedstawia rzedko spotykane na kartach pocztowych ujęcie artystki. Szczęśliwemu nabywcy wypada pogratulować.

156 USD / pocztówka z Marlene Dietrich

156 USD / pocztówka z Marlene Dietrich

Ciekawostką mogą się okazać także niektóre pocztówki o mieszanej tematyce, reprezentujące różne motywy, będące obiektem pożądania kolekcjonerów o odmiennych zainteresowaniach. Do takich kart należy najdroższa, współczesna (lub pół-współczesna) pocztówka z Marlene Dietrich, wydana  w latach 1950-tych z okazji jej występów w obecnie już nieczynnym Hotelu Sahara w Las Vegas.  Pocztówka ta pojawia się czasem na aukcjach, ale za każdym razem osiąga dosyć wysokie ceny. Rywalizują o nią zarówno kolekcjonerzy Marleny Dietrich, jak i osoby zbierające tematykę „kasyna”, „hotele”  oraz „Las Vegas”.  Poniższy egzemplarz w stanie dobrym sprzedano jakiemuś szczęśliwcowi za 101 USD.

101 USD - Marlene Dietrich w Sahara Hotel w Las Vegas.

101 USD – Marlene Dietrich w Sahara Hotel w Las Vegas.

Takich przykładów można mnożyć bez końca. Są to wyjątki od reguły, o czym wie każdy, kto cokolwiek zbiera. Najbardziej ekscytujące są poszukiwania, nawet te trwające latami. Chodzi przecież o to, żeby gonić króliczka, prawda? Dlatego każdy „myśliwy” powinien tak polować,  żeby nie „ubić” wszystkiej zwierzyny. Bo gdzie kończy się zwierzyna, tam kończy się zabawa.

Poniżej mała galeria pocztówek z Marlene Dietrich.

oraz nieco bardziej rozbudowana, acz niekompletna…Galeria pocztówek z Marlene Dietrich

Na koniec wypada wspomnieć, że Marlena również zbierała pocztówki z aktorkami. No może nie pocztówki jako takie, ale zdjęcia z wizerunkiem swojej niegdyś ulubionej aktorki, którą była mało już dzisiaj znana gwiazda niemieckiego kina niemego Henny Porten.  Marlena była tak zafascynowana ( a nawet, nie bojąc się użyć słowa „zakochana”) swoją idolką, że nosiła jej kwiaty do garderoby po przedstawieniach i chodziła pod jej dom.

„Das Schönste im Leben ist umsonst”

Czy gratisowe pocztówki muszą być nudne ? Czy gratisowe pocztówki muszą być tandetne ? Nie! Oto kilka kartek z serii promującej Goethe Institut. Ciekawa koncepcja, przykuwający oko projekt i szczypta dowcipu. Takie bywają niekiedy darmowe zdobycze pocztówkowe. Ponieważ zaciekłą pasjonatką „gratisów” tudzież „reklamowych fantów” nie jestem, toteż nie mam ich wiele u siebie. Decyduję się zabierać pod swój dach jedynie te drobiazgi, które czymś mnie zachwycą. „Zachwycą”? Zdecydowanie tak, uważam, że te parę tekturek zasługuje na uznanie.

Spotykanie podobnych słodyczy zawsze sprawia mi wiele radości i będę ich wypatrywać uważnie.

"kultura codziennego użytku" pocztówka wydana przez  Goethe Institut

„kultura codziennego użytku” pocztówka wydana przez Goethe Institut

"kultura codziennego użytku" pocztówka wydana przez  Goethe Institut

„kultura codziennego użytku” pocztówka wydana przez Goethe Institut

"kultura codziennego użytku" pocztówka wydana przez  Goethe Institut

„kultura codziennego użytku” pocztówka wydana przez Goethe Institut

Wybór artysty (Vittorio Zecchin 1878-1947), którego pocztówki wzięłam pod lupę jest zupełnie przypadkowy. Kartki pochodzą z zaprojektowanej w 1918 roku serii „Smalti e murrine” i noszą wyraźne znamiona inspiracji secesją wiedeńską, a szczególnie twórczością Gustava Klimta. W tym krótkim poście chciałam pokazać, że w wielu przypadkach (a nie jest to 100% reguła, zawsze działająca)  ceny osiągane na profesjonalnie organizowanych licytacjach przez znane domy aukcyjne są wyższe od cen osiąganych podczas licytacji na portalach typu delcampe / ebay. Może to być pewna wskazówka dla wszystkich, zarówno tych, którzy mają coś do sprzedania, jak i tych, którzy poszukują pewnych egzemplarzy do swojego zbiorku.

1. Pocztówka Tigre reale (tygrys królewski)

1a.  Pocztówka sprzedana na portalu delcampe.net w czerwcu 2013 – osiągnięta cena 60 EUR. Stan kartki pozostawiający nieco do życzenia.

Pocztówka sprzedana na delcampe.net w VI/2013 - 60 EUR

Pocztówka sprzedana na delcampe.net w VI/2013 – 60 EUR

1b. Cena osiągnięta na portalu ebay w grudniu 2013 – 91 GBP

ebay.co.uk, XII/13 GBP 91

ebay.co.uk, XII/13 GBP 91

1c. ta sama pocztówka sprzedana na 34-tej aukcji w X/2012 przez portal wiener-werkstaette-postkarten.com osiągnięta cena – 160 EUR

wiener-werkstaette-postkarten.com

Wg średnich kursów walnut z dnia 2014-01-03 ceny te wynosiły w przeliczeniu na polskie złote kolejno

- 249,87 zł (pocztówka w najsłabszym stanie zachowania)
- 666,32 zł (pocztówka w dobrym stanie zachowana, oceniona przez dom aukcyjny jako „I”)
- 456,94 zł (pocztówka w najlepszym stanie zachowania, na najpopularniejszym portalu handlowym)

2. Pocztówka  „Procellarie”

2a. cena osiągnięta na portalu ebay w grudniu 2013 – 52,51 GBP

GBP 52.51 - ebay.co.uk

GBP 52.51 – ebay.co.uk

2b. cena osiągnięta na portalu wiener-werkstaette-postkarten.com w październiku 2012- 220 EUR

220 EUR wiener Werkstatte

wiener-werkstaette-postkarten.com

Wg średnich kursów walnut z dnia 2014-01-03 ceny te wynosiły w przeliczeniu na polskie złote kolejno

- 263,67 zł –  w przypadku pocztówki sprzedanej na portalu ebay (na dzień sprzedaży 266,78 zł )
- 916,19 zł  – w przypadku pocztówki sprzedanej przez dom aukcyjny (na dzień sprzedaży (na dzień sprzedaży  901,05 zł)

Różnica w cenie jest widoczna przy zbliżonej jakości obydwu egzemplarzy.

3. Pocztówka  „Sfinge”

3a. cena osiągnięta na portalu ebay w grudniu 2013- GBP 77.00

GBP 77,00 - ebay

GBP 77,00 – ebay

3b. cena osiągnięta na portalu wiener-werkstaette-postkarten.com w październiku 2012 – 160 EUR

Wg średnich kursów walnut z dnia 2014-01-03 ceny te wynosiły w przeliczeniu na polskie złote kolejno

- 386,65 zł –  w przypadku pocztówki sprzedanej na portalu ebay (na dzień sprzedaży 391, 21 zł )
- 666,32 zł  – w przypadku pocztówki sprzedanej przez dom aukcyjny (na dzień sprzedaży  655,31 )

Zecchin w latach 1894-1901 uczęszczał do  Accademia di Belle Arti di Venezia. Od 1909 roku wystawia prace na wystawach Ca’Pesaro.  W latach 1913-1915 uczestniczy w wystawach secesji rzymskiej. W 1914 na Biennale w Wenecji wystawia szkła wykonane przy współpracy z malarzem  Teodoro Wolf Ferrari oraz bierz udział w wystawie „odzuconych” (  Rifiutati) na Biennale w Hotelu Excelsior del Lido di Venezia.  W 1916 otwiera laboratorium produkcji arrasów w dawnym klasztorze w Murano.  Z dziełami sztuk dekoracyjnych jest obecny podczas Biennale w Wenecji, w latach  1922, 1924, 1926, 1928, 1930, 1932, 1934, 1936, 1938, na ekspozycji w Monza (1923) oraz w Paryżu w 1925.

Do stworzenia posta wykorzystano zdjęcia  i dane historyczne z  licytacji portali a. wiener-werkstaette-postkarten.com (LINK TUTAJ) oraz ebay i delcampe.

Pozdrowienia od Mikołaja. Pocztówkę tę nabyłam zimą i może nie jest to grzecznie, mroźne tematy przywoływać w środku lata, ale cóż.  Kartka jest wyjątkowo piękna, chromolitografia z początku XX wieku, z wspaniałym wizerunkiem Świętego Mikołaja, który, jak tradycja nakazuje,  właśnie zostawia podarek w wystawionych przed drzwiami domostwa kozakach.  Na początku nie wiedziałam o co chodzi  – „Mikołaj taki duży, a panienka taka mała”-  pomyślałam, ale potem dopiero się zorientowałam, że pewnie chodzi o piękną lalkę w stroju damy z epoki, która wyglądała tak przekonująco, że wzięłam ją za najprawdziwszą liliputkę głaskaną przez starszego biskupa po głowie.

Czy wystawiacie swoje buty, kozaki lub skarpetki za drzwi, aby wędrujący przez zaśnieżoną noc Mikołaj mógł je wypełnić niespodziankami ?

Chromolitograficzna pocztówka z początku XX wieku - Święty Mikołaj (obieg, Galicja)

Chromolitograficzna pocztówka z początku XX wieku – Święty Mikołaj (obieg, Galicja)

Jedna z wielu cudownych kartek, które przyśpieszają akcję serca! Na szczęście kartka nie została oszpecona przez żadnego z początkujących „filatelistów”.  Stempel z 5 grudnia (1903?),  zabór austriacki, Galicja.  Kartka zaadresowana w starym stylu, pięknym charakterem pisma do Wielmożnego Pana Kazimierza Soleckiego w Gorlicach.

Wspaniały rewers pocztówki, adresowanej do miejscowości Gorlice

Wspaniały rewers pocztówki, adresowanej do miejscowości Gorlice

Wojna to nie zabawa, ale kto powiedział, że na wojnie się nie można bawić  ? Ofensywny generał z prawdziwego zdarzenia, potrafi przeprowadzić generalne natarcie tak na polu bitwy, jak i w sypialni. I żadna panna nie powinna mieć mu tego za złe. Opierać się jednak trzeba, dla fasonu, i żeby koleżanki nie gadały.   I na tym właśnie skupia się ilustracja ujęta na pocztówce z czasów I Wojny Światowej, którą trzymam w ręku.  Zabawne,  nie pozbawione pikantnego, acz subtelnego dowcipu grafiki autorstwa Xavier’a Sager’a pocieszały walczących o ojczyznę 100 lat temu żołnierzy.  Uśmiech, ciepło drugiej osoby i odrobina zapomnienia były na wagę złota w momentach trwogi i niepewności o dzień kolejny,  zdrowie bliskich, gdy widmo śmierci i niewoli wisiało nad wszystkimi.

Dzisiaj chyba inaczej się przyglądamy tym obrazkom. Ja osobiście widzę w nich frywolne żarty, zabawę, dowcip autora i nigdy nie przemijającą modę na erotykę.

Xavier Sager - ofensywa generalna czy generał ofensywny .....?

Xavier Sager – ofensywa generalna czy generał ofensywny …..? – stara pocztówka francuska z serii „Wojna w Koronkach”.

Miniaturowe dzieła sztuki Sager’a zawsze mają nam coś do powiedzenia. Nie są to po prostu puste, ozdobne damy w strojnych sukniach, czy przystojni panowie w wystawnych samochodach – każda postać ujęta na tych kartkach gra jakąś rolę.  To teatr – szyderczy, cyniczny, groteskowy spektakl, satyra na współczesność pełną pozorów i parawanów, za którymi się kryją jej bohaterowie.  Bardzo polecam pocztówki Sager’a – są piękne, finezyjne i naprawdę świetnie wyglądają w albumie.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 4 852 obserwujących.